wtorek, 7 kwietnia 2026

13. Z Puszkiem o podróżach: Wąwóz Samaria/Kreta/Grecja

 

   Lefka Ori powitały nas poranną mgłą, która otulała skaliste szczyty. Biel kontrastowała z błękitem nieba i zielenią drzew sprawiając, że miałyśmy przed sobą widok jak z obrazu. Powietrze było rześkie, a wiatr szumiał między skałami.

   Z sercami pełnymi ekscytacji wyruszyłyśmy z Siostrą z Płaskowyżu Omalos w stronę Wąwozu Samaria. 

   Wykute w kamieniu Xyloskalo prowadziły w dół, a każdy stopień przybliżał nas do wnętrza gór. Tam, gdzie rządziła natura.

   W sercach rodziło się poczucie przygody.

   Dotarłyśmy do opuszczonej wioski Samaria. Stare, porzucone domy, w których kiedyś tętniło życie i porośnięte dziką roślinnością ogrody opowiadały historie dawnych mieszkańców. Idąc wśród ruin obserwowałyśmy, jak czas płynie tam w rytmie natury, która na powrót żyje w tym miejscu własnym życiem.

   Zatrzymałyśmy się tu na chwilę by odpocząć i poczuć atmosferę dawnego świata.

   W sercu wąwozu spotkałyśmy czujne kozy kri-kri. Ich obecność przypomniała nam, że jesteśmy tylko gośćmi w tym miejscu. To była prawdziwa chwila bliskości z dziką przyrodą.



   Im dłużej wędrowałyśmy, tym bardziej zmęczenie dawało nam się we znaki. Dlatego każda chwila w cieniu, łyk chłodnej wody i krótki odpoczynek były wytchnieniem, przywracającym energię.

   Zatrzymałyśmy się w Sideroporta. Monumentalnym skalnym przesmyku i chyba najbardziej znanym miejscu w wąwozie.

   Wąskie przejście, strome ściany, gra światła na nagich skałach, echo naszych kroków i rozmów tworzyły naprawdę niezwykłą atmosferę.

  Gdy wreszcie dotarłyśmy do końca szlaku i ujrzałyśmy światło otwierające się na morze, czekała na nas nagroda- świeży sok pomarańczowy, który wtedy smakował najwspanialej na świecie.

   Po paru metrach znalazłyśmy się w odciętej od świata- przez góry z jednej i morze z drugiej strony- wiosce Agia Roumeli.

   Morze rozciągało się przed nami, odbijając słońce niczym srebrna tafla. Ciepły piasek, rześka bryza i zapach soli w powietrzu dopełniły uczucia zadowolenia, zmęczenia i wdzięczności. Za siebie nawzajem, za chwile pełne ciszy i zachwytu pięknem Krety.

   Z Agia Roumeli wypłynęłyśmy promem do Hora Sfakion. Morze migotało w słońcu, wąwóz powoli znikał nam z oczu... 

   A wspomnienie tej wyprawy gości w naszych  sercach do dzisiaj.


Przygody są jeszcze piękniejsze,

jeśli można je potem opowiadać.

/Puszek🐾 /


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;

2 komentarze:

  1. Na Krecie byłam, ale do wąwozu nie dotarliśmy, pokonały nas upały, dlatego chętnie obejrzałam Twoje zdjęcia:-) może uda się wrócić w okresie chłodniejszym...

    OdpowiedzUsuń
  2. Opuszczone kamienne domki na pewno zamieszkują dawne duchy, czas w nich płynie wolniej i trzeba przystanąć, żeby posłuchać opowieści.

    OdpowiedzUsuń

Napisz słowo, zdanie, myśl... Miło będzie Cię tu "usłyszeć".