czwartek, 16 kwietnia 2026

16/2026. Opowieść o Sabancı Camii

 

   Zdarza się tak, że najtrudniejsze w podróży nie jest dotarcie do miejsca lecz decyzja, gdzie umieścić ją w pamięci. Czy opisana, osadzona na mapie i w czasie powinna trafić do zakładki 'podróże'? A może do 'opowieści', w których rzeczywistość miesza się z emocjami, światło z kolorem, a chwile przestają być datą, a stają się odczuciem?

   Meczet Sabancı w Adanie nie chciał być tylko punktem na mapie. Domagał się ciszy między zdaniami i spojrzenia, które pamięta nie tylko to, co widziałyśmy ale i to, co wtedy czułyśmy.

   Dotarłyśmy tam pewnego sierpniowego dnia, w którym powietrze drżało od tureckiego słońca, a światło było ciężkie od złota. Pamiętam siebie z tamtego dnia. Pomarańczowa falbaniasta spódnica 'do ziemi', poruszająca się przy każdym kroku, wrzosowa bluzka łapiąca słoneczne refleksy oraz włosy w kolorze tycjanowskiej miedzi, które przed wejściem do środka ukryłam pod chustą w krakowski wzór- tak bardzo nasz, niemal domowy i tak odległy od otaczającego nas świata.

   Meczet Sabancı okazał się miejscem, które trudno zamknąć w jednym zdaniu czy obrazie. Wznoszący się nad rzeką Seyhan, niedaleko mostu Taşköprü odbija się w wodzie jak w lustrze, istniejąc jednocześnie w dwóch światach.

   Jest jak biały statek zakotwiczony w zieleni, stając się częścią krajobrazu, a nie odrębną budowlą.

   Jego wnętrze zachwyciło nas pięknem i przestrzenią. Skojarzyło nam się z ogromną salą balową, w której jednak zamiast muzyki i tańca panowała cisza. Wystrój był bogaty i prosty zarazem. Pełen detali lecz nie przytłaczający. Geometryczne wzory, motywy roślinne i wersety z Koranu były nie tylko tekstem ale częścią dekoracji, w których słowo i forma przenikały się nawzajem.




   Światło przefiltrowane przez okna było delikatne i miękkie. 



   Dywany tłumiły wszystko. Nie tylko kroki, ale i myśli, które traciły tam swoją głośność. Kopuła sprawiała wrażenie, że niebo jest tutaj bliżej i można je dotknąć spojrzeniem.


   Niewielki i skromny, niemal surowy w formie mihrab porządkował całość, wskazując kierunek na Mekkę.

   Byłyśmy w przestrzeni, która do nas nie należała, a jednak przyjęła nas jak swoje. I chociaż była ogromna to nie czułyśmy się małe, a raczej w tamtej chwili idealnie dopasowane do świata. Cieszyłyśmy się spokojem, który osiadał w nas warstwa po warstwie.

   Na zewnątrz biel murów meczetu odcinała się od zieleni otaczającego go parku. I może właśnie w tym tkwi jego siła? W tej nieoczywistej równowadze między monumentalnością, a lekkością. Z zewnątrz wydaje się niewzruszony, a w środku staje się przestrzenią, która zdejmuje z człowieka ciężar.


   Gdy tam byłyśmy, Sabancı Camii szczycił się mianem największego meczetu w Turcji. Zdążyłyśmy w ostatnim momencie, gdyż niedługo potem stracił ten tytuł na rzecz Çamlıca Camii w Stambule, z którym spotkanie wciąż przed nami.


Są miejsca, które pozwalają po prostu być.

/Puszek 🐾/


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;

niedziela, 12 kwietnia 2026

15/2026. Opowieść o tym, co pomiędzy i co dalej

 

   Od kilku dni znowu jestem w gorszej formie, a w środku kłębią się różne wątpliwości. 

   Za mną szósty wlew rytuksymabu. Przede mną kolejnych sześć... Słowo 'połowa' przynosi ulgę i niedowierzanie. Jeszcze niedawno wszystko było przede mną, a dzisiaj mogę powiedzieć, że tyle już za mną. Jednak wraz z ulgą pojawia się kwestia co dalej? Leczenie ma swój rytm, daty, kolejne kroki, a przyszłość po nim jawi mi się niczym droga za zakrętem. Wiem, że istnieje, ale nie wiem co mnie na niej czeka.

   Mój hematolog twierdzi, że dobrze odpowiadam na leczenie rytuksymabem. Że widać to w badaniach obrazowych i hematologicznych. A według bilansu zdrowia dorosłego człowieka, który zrobiłam w ramach programu 'Moje zdrowie' jestem zdrowa.

   Zdrowa?! To brzmi pięknie. Tymczasem moje samopoczucie nie może się ustabilizować i przypomina sinusoidę. Raz mam dzień konia i tyle siły, że mogę przenosić góry. Nazajutrz jestem słaba jak nowonarodzone kocię i nie mam nawet siły oddychać. 

   Zdecydowanie moje ciało mówi innym językiem niż wyniki. Pojawia się więc rozterka: skoro jestem zdrowa to dlaczego tak źle się czuję? Ale ciało to nie tylko liczby. To także pamięć zmęczenia i napięcia, które zbierało się miesiącami. To proces, który nie kończy się w momencie poprawy wyników. Czasem ciało potrzebuje więcej czasu, żeby dogonić dobrą wiadomość.

   Cieszę się. Naprawdę cieszę się, że za rok będę już po leczeniu podtrzymującym. Ale zaraz potem pojawiają się pytania. Takie, których nie zadaje się przy porannej kawie: czy na pewno będzie dobrze? czy nie dojdzie do progresji i choroba nie zaatakuje szpiku? czy nie transformuje w bardziej agresywną postać co jest bardzo możliwe? 

   Znam procenty, rokowania, możliwe scenariusze, kolejne linie leczenia... To nie jest zamartwianie się, ani strach z kategorii 'wydaje mi się'. To strach, który ma imię i z którym zostaję sama. Bo są takie miejsca w człowieku, do których nikt poza nim samym nie ma dostępu. Mam obok siebie bliskich, Męża, dobre słowa, wsparcie i to wszystko jest prawdziwe, ważne i potrzebne ale nikt nie przejdzie tej drogi za mnie.

   Rzeczywistość jest taka, że jestem w połowie leczenia i idę dalej. Moje ciało zna tę drogę. Reszta jest przyszłością i nie muszę jej dziś roztrząsać. Obok leży Puszek zwinięty w miękki kłębek i patrzy tak, jakby znał wszystkie moje obawy i lęki.

   W najbliższy poniedziałek czyli jutro kolejny PET. Mam nadzieję, że nic we mnie nie zaświeci. Nie dam się temu dziadowi wpędzić do grobu. Zamierzam zabrać go tam ze sobą.


To, że dziś jest trudno nie znaczy,

że jutro nie będzie łatwiej.

/Puszek 🐾/


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcie z netu;

*ilustracja AI;

czwartek, 9 kwietnia 2026

13. Z Puszkiem o podróżach: Wąwóz Samaria/Kreta/Grecja

 

   Lefka Ori powitały nas poranną mgłą, która otulała skaliste szczyty. Biel kontrastowała z błękitem nieba i zielenią drzew sprawiając, że miałyśmy przed sobą widok jak z obrazu. Powietrze było rześkie, a wiatr szumiał między skałami.

   Z sercami pełnymi ekscytacji wyruszyłyśmy z Siostrą z Płaskowyżu Omalos w stronę Wąwozu Samaria. 

   Wykute w kamieniu Xyloskalo prowadziły w dół, a każdy stopień przybliżał nas do wnętrza gór. Tam, gdzie rządziła natura.

   W sercach rodziło się poczucie przygody.

   Dotarłyśmy do opuszczonej wioski Samaria. Stare, porzucone domy, w których kiedyś tętniło życie i porośnięte dziką roślinnością ogrody opowiadały historie dawnych mieszkańców. Idąc wśród ruin obserwowałyśmy, jak czas płynie tam w rytmie natury, która na powrót żyje w tym miejscu własnym życiem.

   Zatrzymałyśmy się tu na chwilę by odpocząć i poczuć atmosferę dawnego świata.

   W sercu wąwozu spotkałyśmy czujne kozy agrimi. Ich obecność przypomniała nam, że jesteśmy tylko gośćmi w tym miejscu. To była prawdziwa chwila bliskości z dziką przyrodą.



   Im dłużej wędrowałyśmy, tym bardziej zmęczenie dawało nam się we znaki. Dlatego każda chwila w cieniu, łyk chłodnej wody i krótki odpoczynek były wytchnieniem, przywracającym energię.

   Zatrzymałyśmy się w Sideroporta. Monumentalnym skalnym przesmyku i chyba najbardziej znanym miejscu w wąwozie.

   Wąskie przejście, strome ściany, gra światła na nagich skałach, echo naszych kroków i rozmów tworzyły naprawdę niezwykłą atmosferę.

  Gdy wreszcie dotarłyśmy do końca szlaku i ujrzałyśmy światło otwierające się na morze, czekała na nas nagroda- świeży sok pomarańczowy, który wtedy smakował najwspanialej na świecie.

   Po paru metrach znalazłyśmy się w odciętej od świata- przez góry z jednej i morze z drugiej strony- wiosce Agia Roumeli.

   Morze rozciągało się przed nami, odbijając słońce niczym srebrna tafla. Ciepły piasek, rześka bryza i zapach soli w powietrzu dopełniły uczucia zadowolenia, zmęczenia i wdzięczności. Za siebie nawzajem, za chwile pełne ciszy i zachwytu pięknem Krety.

   Z Agia Roumeli wypłynęłyśmy promem do Hora Sfakion. Morze migotało w słońcu, wąwóz powoli znikał nam z oczu... 

   A wspomnienie tej wyprawy gości w naszych  sercach do dzisiaj.


Przygody są jeszcze piękniejsze,

jeśli można je potem opowiadać.

/Puszek🐾 /


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;