Było ciepłe, majówkowe popołudnie gdy postanowiliśmy pójść na spacer. My i Puszek- kot odkrywca wystrojony w niebieskie szelki. Był jak marynarz gotów wyruszyć w rejs po zielonym morzu traw.
Na początku był ostrożny i nieufny. Stał, nasłuchiwał, wąchał powietrze i obserwował poruszające się trawy. Ale wystarczyła chwila i złapał wiatr w wąsy. Poczuł zapach macierzanki, usiadł pod mleczem, a jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Okazało się, że świat poza domem miał niekończące się rozdziały do przeczytania.
Pojawił się motyl. Tańczył w słońcu jak świetlista iskierka. Puszek uniósł łapkę i spojrzał na niego z zainteresowaniem i niepewnością. Potem zobaczył trzmiela. Donośnego i włochatego z zupełnie inną melodią w skrzydłach, który krążył nad kwiatami. Do tego roju dźwięków dołączyły muchy, a Puszek kręcił łebkiem we wszystkie strony, nie mogąc się zdecydować, któremu stworzeniu poświęcić uwagę.
Przeszedł kilka kroków. Potem jeszcze kilka. W końcu ruszył przed siebie śmielej wąchając, nasłuchując, smakując słońce i cień. A my szliśmy obok w ciszy, żeby nie zakłócić tej kociej medytacji.
Trawa sięgała mu do brzucha, a kwiaty łaskotały w nos. Chyba czuł się jak w zaczarowanym ogrodzie. Co chwilę przystawał i zerkał na nas, upewniając się, że nie zostanie sam w tym dzikim raju.
Jego biała sylwetka musiała wyglądać imponująco pośród zieleni, gdyż pewien mężczyzna był święcie przekonany, że spacerujemy z białym owczarkiem szwajcarskim. A kawałek dalej jakiś nastolatek zawołał do nas z entuzjazmem: 'jakiego państwo mają ładnego psa! z daleka wygląda jak kot!'.
W trawie, od czasu do czasu, przemykały jaszczurki. Puszek był nimi zafascynowany. Nad głowami wrzeszczały sroki, komentując całą tę scenę z góry. Przysiadały na krzakach, skakały z gałęzi na gałąź, strącając liście.
A Puszek był w środku tego wszystkiego. Obserwował, węszył i chłonął każdy dźwięk i każdy ruch. Jeszcze nie biegł, jeszcze nie polował, tylko uczył się nowego świata w tej łąkowej szkole życia.
Wróciliśmy do domu bogatsi o wspólny zachwyt. My, bo przeżyliśmy coś nowego z naszym białym przyjacielem. On, bo świat za oknem okazał się mniej straszny, niż wyglądał z parapetu. Jego oczy były pełne traw, skrzydeł, cieni i szeptów.
Może nie powiedział tego wszystkiego słowami, ale jego mruczenie powiedziało nam wszystko.
Łąka ma swój rytm.
Wystarczy po prostu być i nie przeszkadzać.
/Puszek 🐾/
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcia własne;




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Napisz słowo, zdanie, myśl... Miło będzie Cię tu "usłyszeć".