sobota, 27 czerwca 2026

16. Z Puszkiem o podróżach: Góra Nemrut/Turcja

 

   Powietrze nad Krakowem jest gęste od gorąca, a słońce od rana nie daje wytchnienia. Ten upał przywołał wspomnienie sprzed lat i pewien sierpniowy dzień w południowo-wschodniej Turcji...

   Anatolijskie słońce straciło umiar i zalewało świat złotym blaskiem. Powietrze drżało nad rozgrzaną ziemią dawnego Królestwa Kommageny, a my czułyśmy, że czeka na nas coś wyjątkowego. Od dawna marzyłyśmy o tej podróży. Góra Nemrut nie była dla nas tylko punktem na mapie. Była miejscem, do którego prowadziły nas marzenia na długo przed tym, zanim zaprowadziła nas tam droga.

   Wyruszyłyśmy z Kahty niewielkim busikiem. Kiedy silnik obudził się do życia, a miejscowość została za nami, poczułyśmy ekscytację. To był ten moment, w którym marzenie przestało być tylko planem, a stało się rzeczywistością. Ale nie jechałyśmy na Nemrut dla samej góry, chociaż należy ona do najpiękniejszych w Turcji.

   Jechałyśmy tam dla pewnego króla, który uwierzył, że może oszukać czas. Dla Antiocha I, władcy niewielkiego królestwa, który rozkazał wznieść swój grobowiec pośród bogów i pozostawił po sobie jedno z najbardziej niezwykłych miejsc starożytnego świata.

   Wąska droga pięła się coraz wyżej. Za oknami przesuwały się wzgórza spalone letnim słońcem, skaliste zbocza i doliny, które spowijała błękitna poświata. Kierowca pewnie pokonywał kolejne zakręty, a my chłonęłyśmy widoki.

   Zatrzymałyśmy się przy Tumulusie Karakuş. Ten strażnik przeszłości wznoszący się samotnie pośród wzgórz jest grobowcem królowej Isias- żony Antiocha I. W sierpniowym słońcu trzy kolumny, które oparły się upływowi czasu, odcinały się od błękitu nieba jak namalowane jednym pociągnięciem pędzla.

   Niedługo później stanęłyśmy na rzymskim moście Septymiusza Sewera na rzece Cendere. Zbudowany niemal dwa tysiące lat temu, trwa niewzruszenie nad wodą, która płynie od wieków tym samym rytmem. Pomyślałyśmy o wszystkich, którzy byli tu przed nami. O kupcach, żołnierzach, wędrowcach i marzycielach. O tych, którzy patrzyli na tę samą rzekę i słuchali jej szumu, ale świat wokół nich był zupełnie inny.

   Im wyżej wjeżdżałyśmy, tym węższa stawała się droga. Szutrowy trakt wił się niczym nitka rzucona między skały i urwiska. Bus podskakiwał na nierównościach, wzbijając obłoki kurzu. Kierowca zdawał się nie dostrzegać przepaści i z każdym zakrętem dodawał gazu, a my coraz mocniej ściskałyśmy poręcze i wymieniałyśmy znaczące spojrzenia. Serca biły nam mocniej z podziwu dla umiejętności kierowcy i z rosnącego podekscytowania. W końcu nie codziennie jechałyśmy na spotkanie z historią liczącą ponad dwa tysiące lat.

   Za oknami rozciągały się widoki, które odbierały nam mowę. Szczyty Antytauru otaczały nas ze wszystkich stron. Ich grzbiety falowały aż po horyzont niczym kamienne morze zastygłe pod anatolijskim słońcem. Co chwilę wydawało nam się, że właśnie zobaczyłyśmy najpiękniejszy widok tego dnia. I wtedy za następnym zakrętem pojawiał się kolejny, jeszcze bardziej zachwycający.

   Wreszcie bus zatrzymał się na parkingu poniżej szczytu. Ostatni odcinek musiałyśmy pokonać pieszo. Słońce stało wysoko na niebie i nie szczędziło żaru. Nie było tam drzew, dających cień, ani chłodnego wiatru, przynoszącego ulgę. Tylko skały i rozgrzane powietrze drżące nad ścieżką, prowadzącą ku szczytowi. Każdy krok przypominał nam, że marzenia czasem wymagają odrobiny wysiłku i przybliżał do spotkania z królem, marzącym o nieśmiertelności. Mijałyśmy tych, którzy już schodzili ze szczytu. W tym palącym słońcu wszyscy byliśmy uczestnikami tej samej przygody, chociaż każdy przeżywał ją po swojemu.

   Ścieżka pięła się coraz wyżej. Za plecami zostawiałyśmy kolejne metry, a przed nami czekało miejsce, które przez wieki przyciągało podróżników, marzycieli i poszukiwaczy historii. Dotarłyśmy na szczyt i stanęłyśmy na styku światów. Greckiego i perskiego, wschodu i zachodu, historii i legendy. Nemrut dominuje nad starożytnym Królestwem Kommageny. Nie zdziwiło nas, że Antioch I wybrał go na miejsce wiecznego spoczynku.

   Przed nami siedzieli kamienni bogowie.

Zeus, Apollo, Herkules, bogini Tyche i sam król Antioch I. Ich głowy, strącone z potężnych posągów przez trzęsienie ziemi, spoczywały pośród kamieni jak milczący świadkowie czasu. Patrzyłyśmy na nie, zaś one patrzyły gdzieś ponad nami, ku górom i niebu, które od zarania pozostają niezmienne.

   Znacie to powiedzenie, że 'coś zapiera dech w piersiach?' Jest piękne, ale rzadko bywa dosłowne. Tym razem było. Patrzyłyśmy i nie wiedziałyśmy, na czym zatrzymać wzrok. Na ogromnych kamiennych głowach? 

Na błękicie nieba? Na górach, rozciągających się po horyzont?

A może na historii, która była obecna wokół? 

   Sfotografowałyśmy kamienne posągi, uchwyciłyśmy krajobraz, światło i kolory. 

Ale nie zamknęłyśmy w kadrze uczuć, które ogarnęły nas, gdy stanęłyśmy pośród tych olbrzymów sprzed tysięcy lat.

   Zrozumiałyśmy wtedy, że nie dotarłyśmy na Nemrut Dağı dla widoków, choć były zachwycające, lecz dla emocji i wzruszenia, których nie da się zamknąć w fotografii. I wtedy poczułyśmy, że oto spełniłyśmy jedno z naszych podróżniczych marzeń.

   Opuściłyśmy Kommagenę- małe królestwo, które śniło o wieczności. Ruszyłyśmy przez ziemie, po których chodzili królowie, rzymscy żołnierze, kupcy z Jedwabnego Szlaku, pielgrzymi z pierwszych wieków chrześcijaństwa i niezliczeni wędrowcy. 

   Czekała na nas starożytna Antiochia, miasto tysiąca historii. Dla geografa, który nie lubi historii zamkniętej w muzealnych gablotach i archeologa, zafascynowanego starożytnym światem, to była podróż przez kolejne rozdziały dziejów.


Marzenia nie mają terminu ważności

i są warte każdej wspinaczki.

/Puszek🐾 /



P.S. To wspomnienie sprzed lat. Góra Nemrut pewnie jest dziś trochę inna, drogi może lepsze, a turystów więcej... Ale pamięć, podobnie jak stare fotografie, zachowuje przede wszystkim emocje.

P.P.S. Dziękuję za wszystkie komentarze, życzenia i myśli pozostawione pod poprzednim postem i przepraszam, że odpowiedzi będą pojawiać się z opóźnieniem. Daje mi się we znaki pogorszenie samopoczucia.


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;

3 komentarze:

  1. Przepiękna podróż i opowieść.
    Tak, wspaniale jest zobaczyć coś, co zapiera dech w piersiach i wspaniale móc do tego wracać!
    Pozdrawiam serdecznie. Miłego weekendu i dobrego samopoczucia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowite te głowy. Ależ wrażenie, gdy tak wyrastają z ziemi strącone ze swych torsów. A może tak ma być? Wyrastające z ziemi... jak z przepaści Hadesu.
    A Antiochu nie słyszałam, ale Septymiusza Sewera kojarzę pewnie z historii starożytności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne zdjęcia i wciągająca historia! Puszek ma rację, marzenia nie mają terminu ważności :D
    Miłego weekendu i zdrówka życzę, obyś szybko się lepiej poczuła :*

    OdpowiedzUsuń

Napisz słowo, zdanie, myśl... Miło będzie Cię tu "usłyszeć".