Czasem Mame zdarzają się dni, w których brak jej energii i na nic nie ma siły, a w jej myślach panuje taki rozgardiasz, jak w ogrodzie pełnym motyli, których nie można złapać. Wtedy chowa się pod kocem, pije kawę i czyta książki. Na szczęście moje wąsy mają wbudowany specjalny radar więc od razu wykrywam jej gorszy nastrój i wyczuwam, że w jej sercu dzieje się coś niedobrego. Natychmiast wkraczam do akcji i uruchamiam moją kocią terapię.
Wskakuję na kolana, włączam mruczenie na całą głośność i owijam Mame ogonem, tworząc puchaty krąg bezpieczeństwa. Jeśli to nie działa, zmieniam strategię. Przynoszę mojego ulubionego, sfatygowanego pluszowego myszorka i proponuję ulubioną zabawę 'w aportowanie'. Tak, jestem w tym mistrzem! Mame wiele razy usiłowała to nagrać dla Was, ale mam swoją dumę i gdy dostrzegam telefon, natychmiast kończę zabawę. Wiem, wiem... pewnie nie wierzycie mi na słowo! Ale obiecuję, że kiedyś będę miał łaskawszy dzień i pozwolę zdobyć Mame dowód. A dzisiaj zamiast aportowania zobaczcie, jak profesjonalnie bębnię łapami w drzwi szafy! Też niezły talent, prawda?
Kiedy Mame położy się na kanapie, podkręcam intensywność opieki. Skaczę po niej, podgryzam w brodę i uszy, strzelam baranki i dotykam policzków zimnym noskiem. Układam jej fryzurę moim szorstkim językiem, cały czas głośno mrucząc. Wszystko po to, żeby Mame poczuła się lepiej i miała siłę napełnić moją miskę. Czasem wystarczy, że spojrzę na nią cytrynowymi oczami, a ona uśmiecha się mimo zmęczenia.
Najtrudniejsze były noce po chemiach, gdy Mame czuła się wyjątkowo słabo. Układałem się wtedy na jej piersiach jak sfinks, czuwałem i nasłuchiwałem czy oddycha, a mruczeniem odpędzałem złe sny. No dobrze, ważę dziewięć kilogramów więc to była naprawdę solidna, całonocna terapia! Jej serce było zachwycone, ale kręgosłup pewnie trochę mniej. Ale jako wytrwały i uparty pielęgniarz nie pozwalałem na zmianę pozycji bez negocjacji. Przeprowadzałem przecież niezwykle odpowiedzialną misję ratunkową.
Wiadomo przecież, że mruczenie, aportowanie i sfinksowanie na klatce piersiowej przez całą noc potrafią uleczyć największe troski. Mame wie, że zawsze może na mnie liczyć, bo ją kocham, a moja obecność przywraca jej spokój. A ja wiem, że gdyby sytuacja się odwróciła i to ja potrzebowałbym ratunku, ona zrobiłaby dla mnie wszystko.
Jestem jak koc termiczny i personel medyczny w jednym,
a moje mruczenie to najlepsze lekarstwo.
/Puszek 🐾/
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcia i filmik własne;


