niedziela, 14 czerwca 2026

15. Z Puszkiem o podróżach: Akropol w Rodos/Rodos/Grecja

 

   Tamten majowy poranek smakował kawą i obietnicą. Wyruszyliśmy tuż po śniadaniu, gdy dzień dopiero nabierał barw, a świat nie zdążył się jeszcze rozkręcić. 

   Szliśmy w stronę wzgórza zwanego Agios Stefanos, obecnie bardziej znanego jako Monte Smith, na którym czekał na nas rodyjski Akropol. Słońce wspinało się coraz wyżej. To Helios rozpędzał swój rydwan po niebieskoskłonie tuż nad naszymi głowami.

   Akropol w Rodos nie jest tak oczywisty. Nie ma monumentalnych murów jak ten w Lindos ani nie dominuje nad miastem tak, jak ten w Atenach. Jest rozproszony. Tutaj starożytność rozsypała się po wzgórzu, oddycha wiatrem i kąpie w słońcu.

   Gdy ukazał się naszym oczom, światło osiadało na kolumnach, wydobywając z nich kształt i przypominając o ich dawnym sensie. 

   Kamienie pod stopami pamiętały więcej, niż mogliśmy sobie wyobrazić. A jednak nie przytłaczały historią. Wręcz przeciwnie- zapraszały, żeby usiąść i posłuchać dziejów miejsca, które od V do III wieku p.n.e. stanowiło centrum religijne i kulturalne miasta.

   Drzewa były soczyście zielone, jakby dopiero namalowane. Było pięknie! To miejsce najpierw nas oczarowało, a potem zaczarowało. 

   Spacerowaliśmy nie śpiesząc się i  pozwalając, by każdy z tych zakątków opowiedział nam swoją historię.

   Stadion obiegliśmy wkoło. Trochę dla żartu, trochę z radości. Wyobrażaliśmy sobie emocje biegaczy biorących udział w zawodach ku czci Heliosa, który nigdy nie opuszcza tej wyspy. Prawie czuliśmy kurz unoszący się spod ich stóp.

   W odeonie odegraliśmy krótką scenkę. Kamienne stopnie stały się naszą widownią, a czas na chwilę przystanął, by na nas popatrzeć.

   Przy pozostałościach świątyni Apollina światło było najostrzejsze. Kolumny stały w słońcu pewnie i spokojnie. Pilnowały czegoś, co nie potrzebuje już obrony. Może jakiejś myśli, która nie musi być wypowiedziana?

   Po świątyniach Ateny i Zeusa zostało naprawdę niewiele, jednak czuliśmy ciężar ich dawnej potęgi obecny jak echo, które nie chce zamilknąć. Pod stopami mieliśmy kamienie oddające ciepło i pamiętające nie tylko modlitwy, ale i zwykłą ludzką obecność. Rozmowy, kroki, codzienność, która kiedyś toczyła się tu zupełnie zwyczajnie. 

   A w tamtej chwili nie było tam nikogo. Tylko cisza, wiatr od morza, który momentami cichł z szacunku i my.

   Czasem wracamy do tego miejsca w myślach. Może dlatego, że została w nich odrobina światła Heliosa, którą pozwolił nam zabrać ze sobą.



Niektóre miejsca pachną słońcem jeszcze długo po powrocie.

Miło się w nich czasem przeciągnąć,

choćby tylko w myślach.

/Puszek 🐾/


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;

1 komentarz:

Napisz słowo, zdanie, myśl... Miło będzie Cię tu "usłyszeć".