wtorek, 26 maja 2026

8. Bajka o Mirabelce i poranku w kuchni

 

  Poranek w kuchni Mirabelki nigdy nie był zwyczajny. Ale dzisiejszy był nieprzyzwoicie wyjątkowy.

  Promień słońca wpadający przez okno  lizał blat, na którym nie tak dawno działy się rzeczy, które zostawiły po sobie ślady na kafelkach, na skórze i gdzieś głęboko pod mostkiem. Ale Mirabelka nie miała teraz czasu na ścieranie wspomnień. Bo On został.

   Leon, który przyniósł miód, a potem dotykał jej z szacunkiem i drapieżnością jednocześnie jeszcze spał. A może tylko udawał? Mirabelka, z rozwichrzonym włosem i w jednej skarpetce, wzięła do ręki patelnię.

  -Cóż... Skoro został, niech dostanie coś więcej niż tylko mnie- mruknęła do siebie, sięgając po jajka. Do miski wpadło jedno, drugie, trzecie gdy... Za jej plecami rozległo się głośne ziewnięcie.



  -Jakie lubisz?- zapytała półgłosem.

  -Jajka czy kobiety? Spojrzała przez ramię. Opierał się o framugę, a jego spojrzenie mówiło 'wiem, co zrobiłem. i zrobiłbym to znowu'.

  -Pachniesz kawą- zauważyła.

  -Ty też. I czymś jeszcze.

  -Pożądaniem?

  -Wczorajszym grzechem. Zaśmiała się, a on podszedł i ujął jej biodro tak lekko, że poczuła to całą sobą. Wpatrywała się w patelnię, ale mówiła do niego.

  -Jeśli dotkniesz mnie jeszcze raz, jajka się przypalą.

  -Trudno. Coś musi się przypalić, kiedy jest naprawdę dobrze.

  A potem było śniadanie bez sztućców. Grzanka z jego ust. Kawa wypita z jednego kubka... I Mirabelka, która pozwoliła sobie nie sprzątać kuchni.


Śniadania najlepiej smakują tam, 

gdzie chcą.

/Puszek 🐾/


Puszkiem zapisane, pikantnie podane...

*ilustracja AI;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz słowo, zdanie, myśl... Miło będzie Cię tu "usłyszeć".