Bursa przyjęła nas gorąco. Dosłownie. Słońce straciło umiar i grzało z całą mocą, chcąc wypalić dziurę w skórze. Podczas, gdy miasto leżało u stóp Uludağ jak kot, który nie zamierza poruszyć się przed wieczorem, my podążałyśmy jego ulicami.
Jedna czytała przestrzeń, druga warstwy czasu, a razem historię zapisaną w przestrzeni. Bursa nie miała z nami szans.
Bursa to początek. To pierwsza stolica Imperium Osmańskiego. Właśnie w tym mieście pachnącym historią, herbatą i cieniem platanów są jego fundamenty, a przecież wszystko zaczyna się od fundamentów.
Dzień drżał od upału, gdy przekroczyłyśmy próg Ulu Camii- religijnego serca miasta. Weszłyśmy w jego chłodne mury po długim marszu w słońcu. Skwar został za wrotami. Meczet nie olśniewa nadmiarem zdobień, a jego siła tkwi w przestrzeni. Przez otwór w dachu niebo zagląda do wnętrza, a fontanna pod kopułą odbija słoneczne światło.
Przed wejściem zdjęłyśmy buty. A kiedy wyszłyśmy nie mogłyśmy ich znaleźć. Półki wyglądały tak samo, a wszystkie pary były podobne do siebie. Czyżby meczet chciał zatrzymać nas jeszcze przez chwilę?
Wróciłyśmy w rozgrzany dzień trochę lżejsze. Jednak słońce uderzyło nas w twarze z pełną siłą, a upał wciąż mocno trzymał miasto w ramionach. Szłyśmy powoli, gdy przed naszymi oczyma pojawił się turkus. Nie od razu cały. A potem w pełni.
Ulu Camii był oddechem. Spokojnym i niemal ascetycznym. Yeşil Camii czyli Zielony Meczet był zachwytem.
Tam nie było surowości. Była ornamentyka, kolor i precyzja. Zachwyt mieszał się ze spokojem, a intensywność z łagodnością. Jak turecka herbata z odrobiną cukru.
Stałyśmy w tym błękicie, jak pośród poezji zapisanej w płytkach. Turkusy, głębokie błękity, seledyny... W zależności od światła raz były bardziej niebieskie, raz wpadały w zieleń. Ale nazwa meczetu nie pochodzi od koloru lecz symboliki. Zieleń w islamie ma znaczenie duchowe. To barwa raju. Dawne nazewnictwo kolorów nie było tak precyzyjne jak dzisiejsze, a granica między zielenią, a niebieskością była płynna. Jak turecka herbata z odrobiną cukru.
Moje spojrzenie zawsze ciągnie w stronę nieba i morza więc w Zielonym Meczecie zobaczyłam przede wszystkim błękit.
Spoczywa tu Mehmed I Çelebi. Sułtan, który miał wizję odrodzenia, harmonii i powrotu do porządku. Zrealizował ją i odbudował jedność imperium po czasie chaosu i bratobójczych walk.
Obie patrzyłyśmy na mihrab i myślałyśmy o tym, że ktoś musiał mieć odwagę, by tak precyzyjnie zamknąć piękno w geometrii.
-To czysta harmonia.
-I polityczny manifest młodego imperium.
Dzień nie chciał się skończyć, sprawdzając naszą wytrzymałość. Wieczorem dotarłyśmy do Muradiye Camii. Dziedziniec otulała zieleń, kamienne mury oddawały ciepło dnia, a powietrze nie było już tak upalne. Po intensywności Zielonego Meczetu, Muradiye okazał się wytchnieniem.
Ulu Camii uporządkował myśli, Yeşil Camii zachwycił, a Muradiye Camii przyniósł zgodę. Na zmęczenie i na to, żeby wreszcie domknąć dzień. Byłyśmy daleko od codzienności i blisko siebie. Dwie siostry z dalekiego kraju.
Zabrakło tylko wieczornej tureckiej herbaty z odrobiną cukru. W tej małej szklaneczce w kształcie tulipana.
Może właśnie dlatego to wspomnienie wróciło ostatnio z taką siłą. Bo Bursa ma dla nas jeszcze jeden wieczór do dopicia.
Cisza też jest pamiątką.
Trzeba tylko umieć zabrać ją ze sobą.
/Puszek🐾 /
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcia własne;

















Witaj Puszku, bardzo przyjemnie czyta się taką relację z podróży w ten szary dzień za oknem. Turcja to kraj pełen pięknych miejsc, historii i niezwykłej atmosfery. Dzięki Twojemu wpisowi mogłam choć na chwilę poczuć klimat tej wyprawy i przenieść się myślami w tamte strony. Zastanawiam się jak smakowałaby mi herbata z takiej ciekawej szklanki. Tak naprawdę nie lubię pić herbaty że szklanki, ale z takiej bym się może przełamała.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam już akacjowo z moich zielonych opowieści i nieustająco życzę zdrowia
w życiu nie byłem nigdy w żadnym meczecie, a ten faktycznie można uznać za zachwycający... rozumiem, że tam na kilku fotkach to są trumny/sarkofagi, tak?...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Piękna opowieść o tych wspaniałych miejscach. Meczet jest niesamowity tak jak napisałaś sama poezja w szczegółach i kolorach. Ten błękit jest naprawdę niebiański...
OdpowiedzUsuńPOzdrawiam serdecznie i również życzę dużo zdrowia i siły.
Jaki przepiękny meczet! Niesamowite, intensywne kolory, aż się robi miło na sam widok. :)
OdpowiedzUsuńNiebieskiego aż po nadmiar. A jednak wszystko tchnie spokojem. A może to efekt twojej opowieści?...
OdpowiedzUsuń