Opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.
To był kolejny, zwyczajny dzień. Puszek, biały strażnik domowego ogniska patrolował kuchnię z miną kota, który zna wszystkie tajemnice swojego królestwa. Krążył wśród zapachów i domowych dźwięków, szukając odpowiedzi na najbardziej nurtujące go pytanie: czy dostanie dzisiaj swoją ulubioną przekąskę, a czy znowu będzie musiał udawać, że chrupki są w porządku?
Aż tu nagle na jego drodze pojawiło się TO! Leżało bez ruchu i wyglądało jak międzygalaktyczny artefakt. Zielone, podejrzanie długie o aerodynamicznym kształcie. Skórę miało jak zbroję i zapach ogrodu, którego Puszek nie zamierzał odwiedzać, bo tam jest wilgoć, a wilgoć to wróg.
Zamarł w bezruchu. Uniósł łapę, jego oczy zrobiły się jak spodki, a ogon jak szczotka. I wtedy... ogórek się nie poruszył. Przeprowadził więc akcję zaczepną. Pac! Pac! Ogórek nic. Zrobił krok w lewo. Ogórek nic.
Puszek uskoczył w bok niczym skoczek olimpijski z futrem na dopingu. Po chwili wrócił udając, że wcale się nie przestraszył tylko wykonał odskok strategiczny z pełną kontrolą lotu chociaż niezależni obserwatorzy mogą twierdzić inaczej.
Podszedł i spojrzał na mnie, jakby właśnie uratował świat przed ogórkową zagładą. Od tamtej pory każdy ogórek przechodzi test zwany Pacnięciem Prawdy ponieważ nie można ufać czemuś, co nie ma futra i nie mruczy.
Nawet jeśli nie wie.
/Puszek 🐾/
Puszkiem pisane, lekko podane...
*ilustracja AI;

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Napisz słowo, zdanie, myśl... Miło będzie Cię tu "usłyszeć".