czwartek, 8 stycznia 2026

2/2026. Opowieść z Krakowem i upadkiem w tle

 

   Pierwszego dnia nowego roku tuż po zmroku, który osiadł nad miastem jak aksamit i wygładził poszarpane krawędzie dnia, pojechaliśmy do centrum Krakowa odreagować trudne- zwłaszcza dla mnie- święta i wreszcie zobaczyć miasto w świątecznym anturażu.

   Spacerowaliśmy po Rynku, Małym Rynku i bocznych uliczkach, tonących w dekoracjach. 

Robiliśmy zdjęcia, krótkie filmiki i zbieraliśmy chwile. 

   Miasto pachniało grzańcem, pieczonymi golonkami i dymem ze stoisk z kiełbasą.

   Krążyliśmy między budkami w rytm świątecznych szlagierów, które płynęły z głośników. A czasem zatrzymywaliśmy się przy jakiejś, bo coś błysnęło, coś zapachniało i przyciągnęło uwagę.

   Krok za krokiem zawędrowaliśmy pod Galerię Krakowską i wsiedliśmy na karuzelę. 

   Przejażdżka przywołała odległe wspomnienia, wywołała dziecięcą radość i śmiech, który przypomniał, że wciąż potrafimy cieszyć się drobiazgami.

   Wracając do samochodu przystawaliśmy popatrzeć na kolorowe wystawy 

i krakowskie szopki w gablotach, 

gdy nagle na placu św. Marii Magdaleny mój mózg się wyłączył i... upadłam jak długa. Przez chwilę nie wiedziałam, co się stało. Bolały mnie kolana, żebra i dłonie. Zbiegli się ludzie. Ktoś pytał czy wszystko w porządku. Ktoś inny zakładał mi but. Wstyd mieszał się z bólem i łzami, cisnącymi się do oczu, które jednak zaczekały na powrót do domu, żeby popłynąć bez świadków.

   Gdy doszłam nieco do siebie, powiedziałam, że nic mi nie jest, że dziękuję, że mam obok Męża...Wtedy dotarły do mnie jego pytania czy nie uderzyłam się w głowę, czy dam radę wstać i iść. Zanim wstałam, jeszcze przez chwilę siedziałam na zimnym bruku. 

    W domu się rozpłakałam. Puszek natychmiast pojawił się obok. Wiedział, że teraz najbardziej potrzebuję mruczenia i miękkiego futerka. Czasem płacz jest jak deszcz po śniegu. Nieprzyjemny, ale konieczny, żeby coś zaczęło topnieć.

   Dziś już wiem, że to nie był powód do wstydu. Wiem też, że nie była to zła wróżba na nowy rok. W ludowej mądrości- tej prawdziwej, a nie z tanich horoskopów- upadek na początku roku oznacza zrzucenie ciężaru z poprzedniego. Stare łzy, stary ból, stare zmęczenie musiało upaść na bruk, żebym nie niosła go dalej. Poza tym, Kraków widział większe upadki. Mój był zaledwie cichym westchnieniem.

   Może komuś z Was zdarzyło się przewrócić w miejscu publicznym, na oczach innych. Może czuł potem wstyd, bezradność i gniew na siebie samego. Ale to nie był dobry moment na te wszystkie uczucia. To moment, w którym nie trzeba być dzielnym, tylko zaczekać. Świat odpowie pomocą, a nie oceną.

   Bo upadek to tylko przypis pod głównym tekstem.


W tym roku nie będziesz sama.

A jeśli upadniesz, to zawsze ktoś poda ci but.

/Puszek🐾 /


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;

wtorek, 6 stycznia 2026

6. Bajka o Mirabelce i grze w rozbierane scrabble

 

   Był przyjemny, świąteczny wieczór. W tle cicho leciały jazzowe kolędy, pachniało cynamonem i suszonymi pomarańczami. Mirabelka siedziała na kanapie w miękkich skarpetach w renifery i swetrze z dekoltem. Leon przyniósł grzaniec w wysokich szklankach z grubego szkła.

-Zagramy w coś?-zapytała, przeciągając się jak kotka.

-Mam pewną propozycję-mruknął Leon, kładąc na stoliku scrabble.

-Scrabble? Serio?- uniosła brwi.

-Rozbierane scrabble, kotku-wyszczerzył się. -Każde słowo powyżej 20 punktów-zdejmujesz coś. Każde poniżej 20- ja coś zrzucam.

   Gra ruszyła i już po paru rundach Mirabelka miała na sobie tylko sweter. Leon układał takie słowa, jak 'PODNIECAJĄCA', czy 'POŻĄDANIE', podkręcając atmosferę. Gdy ułożył 'NAMIĘTNOŚĆ' spojrzała na niego spod rzęs.

-Masz cały słownik w głowie czy tylko dobrze się bawisz?

-Jedno nie wyklucza drugiego-odparł. Mirabelka rozejrzała się po planszy i... ułożyła 'BEZCZELNIACZEK'.

-Koszula- przypomniała słodko. Leon zabrał się za rozpinanie, a gdy był przy ostatnim guziku, zgasło światło.

-Co się stało?!

-Awaria- wyszeptał jej do ucha.

-A plansza?

-Już niepotrzebna. Zagramy w nową grę.


Nie liczą się punkty, tylko dotyk i śmiech.

/Puszek 🐾/


Puszkiem zapisane, pikantnie podane...

*ilustracja AI;

czwartek, 1 stycznia 2026

1/2026. Opowieść noworoczna

 

   Już jest. Nowy Rok. Przyszedł o północy tak cicho, jak Puszek wskakuje do naszego łóżka. Przyniósł nadzieję i obietnicę nowego początku, niespodzianek i radości, które często niezauważone umykają w codzienności.

   Ten rok będzie dla mnie delikatnie uchyloną furtką w gąszczu marzeń, za którą jeszcze nie wszystko jest jasne, nie wszystko gotowe, ale widać ścieżkę. Ścieżka prowadzi przez miejsca, o których myślę. O działce, domu, ogrodzie z judaszowcami, tarasie, na którym promienie słońca tańczą z aromatem świeżo zaparzonej kawy i dopiero co upieczonego ciasta.

   Widzę przestrzeń na spokój, którego pragnę. Spokój, który nie spada nagle jak grom z nieba, lecz przychodzi jak miękkie światło poranka.

   Widzę miejsce na radość wspólnych podróży z Mężem. Na pierwszy ogień idą Stambuł, Dubaj i Ateny. Ulice tych miast kryją historie i zapachy dalekich krajów oraz smaki, które wypełnią nasze dni radością. Wypad z Siostrą do Berlina, żeby spojrzeć prosto w oko Nefretete i poczuć puls miasta, który miesza historię z codziennością, śmiechem i przygodami.

   Ta noc migocze światełkami, musuje bąbelkami i wspomnieniem świąt. Na szybach mróz maluje misterne wzory, a moje serce wypełnia cisza i spokój. To czas na refleksję i poukładanie w myślach puzzli minionego roku, a potem składanie nowych, jeszcze nieznanych obrazów.

   Widzę się nie w biegu, nie w walce lecz w łagodnym powracaniu do sił. Moje ciało i dusza mają prawo do regeneracji. Zdrowie, które wciąż przysparza mi trosk, może wreszcie przyniesie lżejsze dni. Widzę jak te spokojniejsze chwile wypełniają się tym, co lubię. Dobrym filmem, ulubioną książką, obecnością Męża, wspólnymi planami i marzeniami oraz mruczeniem Puszka na kolanach, który przypomina, że miłość jest drogowskazem, który prowadzi we właściwym kierunku.

   Nie robię postanowień. Wystarczy, że słucham co moja dusza szepcze mi do ucha. Wystarczy, że przyjmuję codzienność taką, jaka jest. Nie potrzebuję rollercoastera emocji na każdym kroku. Obiecuję sobie natomiast, że w wielu chwilach poczuję w sercu, że jestem na dobrej drodze. 

   A jeśli kiedyś zapadnie tu cisza, to będzie znak, że choroba znów upomniała się o mnie z całą mocą albo...  mnie pokonała.

***

  Życzymy Wam aby ten rok był dla Was jak ciepły koc w zimowy wieczór, jak aromat świeżo zaparzonej kawy, prosty i spokojny, pełen magii i marzeń, które się spełnią oraz obecności tych, których kochacie. Niech przyniesie Wam mniej 'muszę', a więcej 'chcę'. Mniej pośpiechu, więcej mruczenia i zdrowia, które nie robi dram. Mrrr🐾



Każdy, nawet najmniejszy krok,

prowadzi ku temu, co dobre.

/Puszek🐾 /


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;