czwartek, 16 lipca 2026

27/2026. Opowieść o śnie, w którym nie było Taty

   Miałam sen, który w odróżnieniu od wielu innych nie rozpłynął się po przebudzeniu między nocą, a porankiem. Przysiadł na łóżku tak, jak Puszek przysiada o świcie na parapecie.

   Śniłam o przyjęciu. Dziwnym przyjęciu. W sali balowej zobaczyłam ludzi, których znałam. Każda twarz miała imię, swoją historię i miejsce w mojej pamięci. Dziadkowie, ciotki, wujowie, kuzyni...

   W miarę przebywania tam, docierało do mnie, że... oni wszyscy już nie żyją. Miejsce, które kojarzy się się z radością i zabawą, stało się miejscem spotkania z nieobecnością. Byli tam ci, którzy odeszli niedawno, ale też ci, których pożegnałam wiele lat temu. Krewni z różnych rozdziałów mojego życia, z różnych zakątków rodzinnej opowieści. A jednak tej nocy wszyscy spotkali się w tym jednym miejscu. Nie wiem, czy mnie witali... Czy może dziwili się dlaczego przyszłam na ich bal? Nikt mnie nie wołał, nie zatrzymywał i nie powiedział ani słowa, ale sama świadomość ich obecności wystarczyła, żebym czuła ogromny niepokój.

   Zdziwiłam się, że nie było wśród nich mojego Taty. Tym razem nie pozwolił się umieścić w tej sali ze snu. Pewnie nie miał ochoty na zabawę. A może jest zbyt blisko? Przecież jest nie tylko wspomnieniem, ale częścią mnie samej.

   Pamiętam kolory. Wszyscy byli szarzy. Przykryci mgłą wspomnień, które zostały po drugiej stronie czasu. A ja miałam na sobie niebieską suknię. Stałam pośród nich w kolorze nieba i wody, w kolorze przestrzeni, która jeszcze przede mną.

   Obudziłam się przestraszona, ale i pełna zadumy. W ostatnich latach przeżyłam stratę Taty i ciężką chorobę Męża. Wciąż zmagam się z własną chorobą i skutkami ubocznymi leczenia. Wciąż gdzieś pod skórą towarzyszy mi nieustanna niepewność i lęk o jutro... Może dlatego mój mózg sięga nocą po obrazy tych, którzy kiedyś byli częścią mojego świata. Może ten sen nie miał na celu mnie wystraszyć. Może po prostu przypomniał o tych, którzy byli ważni. O śladach jakie zostawili. O tym, że chociaż odeszli, to miłość i pamięć wciąż trwają. O tym, że nadal należę do świata, w którym wschodzi słońce.

   Puszek rano długo wpatrywał się we mnie swoimi cytrynowymi oczami. Sprawdzał, czy na pewno wróciłam z tej nocnej imprezy i jestem w stanie napełnić jego miseczkę ulubionymi smaczkami. Po tej wędrówce przez krainę cieni naprawdę potrzebowałam jego obecności. Tego miękkiego futerka, ciepłego mruczenia i łap mocno trzymających mnie po tej stronie świata.

   A może on wie więcej, niż mi się wydaje?


Najważniejsze nie jest to, kto był w tej sali.

Najważniejsze, kto znalazł z niej drogę powrotną.

/Puszek🐾 /


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*ilustracja AI;


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz słowo, zdanie, myśl... Miło będzie Cię tu "usłyszeć".