Benidorm. Manhattan Morza Śródziemnego. Miasto wieżowców wyrastających z piasku, w którym morze wydaje się tylko dodatkiem do architektonicznego eksperymentu.
Byliśmy tam razem. Spacerowaliśmy brzegiem morza i zadzieraliśmy głowy w górę, sprawdzając gdzie kończy się ludzka ambicja, a zaczyna niebo. Tu nie ma subtelności. Tu jest architektoniczne więcej, wyżej, odważniej.
To tu wznosi się Gran Hotel Bali, będący najwyższym hotelem w Europie oraz Intempo, zwany 'złotym gigantem', który na razie jest najwyższym budynkiem mieszkalnym w Hiszpanii, ale już wkrótce przerośnie go TM Tower. Wieżowce są tak blisko siebie, że mają ze sobą bliższe relacje niż niejedno małżeństwo.
Benidorm jest jak deser z bitą śmietaną, polewą i posypką i jeszcze jednym deserem na wierzchu. Dla jednych raj. Dla innych przesyt po pierwszym kęsie. Ale w tej przesadzie jest też szczerość.
Benidorm nie udaje starej Europy i nie przykrywa się historią. Jest taki, jaki jest. Betonowy, wysoki, hałaśliwy. I przez to hipnotyzujący. To miejsce nie napełnia prostymi emocjami. Miesza w głowie jak kawa z mlekiem. Wywołuje zachwyt, niedowierzanie i pytanie 'dlaczego aż tak?' Traktowaliśmy go jak zjawisko, gdyż w tej przesadzie jest niezwykle ciekawy. To jak obserwowanie geograficznego ekstremum i urbanistycznego eksperymentu tuż nad morzem.
Benidorm ma w sobie też coś kiczowatego. To nie subtelna Sevilla ani monumentalna Grenada. To wakacyjny sen z lat 70-tych ubiegłego stulecia, który trwa do dzisiaj. Wszystko jest przerysowane, bez półcieni i z barwami podkręconymi do maksimum. Tam nikt nie udaje. Każdy przyjeżdża po słońce, śmiech, wakacyjne szaleństwo i zapomnienie.
Benidorm ma też drugą twarz. Kawałek starego miasta z wąskimi uliczkami i białymi domkami, nad którym czuwa Iglesia de San Jaime y Santa Ana przypominający, że zanim wyrosły wieżowce była tu mała nadmorska osada.
Przestrzeń między plażami Levante i Poniente rozcina Balcón del Mediterráneo, z którego widać wszystko. Przesadę i morze. Beton i horyzont. A także malutką Isla de Benidorm, z powstaniem której wiąże się legenda o rycerzu Roldanie, który zakochał się w dziewczynie, mieszkającej w dolinie i chorej na tajemniczą dolegliwość. Jedyną ulgę przynosiło jej ciepło słonecznych promieni. Gdy więc słońce zaczęło chować się za górą Puig Campana, Roldan powodowany miłością i rozpaczą odciął kawałek jej szczytu, aby światło mogło ogrzewać dolinę trochę dłużej. Odcięty kawałek skały spadł do morza, tworząc wysepkę o trójkątnym kształcie.
Tutaj pionowość miasta przestaje dominować, bo morze zawsze wygrywa.
Wracaliśmy tam więcej niż raz, żeby sprawdzić czy granica 'zbyt wiele' naprawdę istnieje. Bo fascynacja przesadą nie jest sprzeczna z zamiłowaniem do subtelności. To dowód, że lubimy kontrasty, a to przecież nic złego.
Nawet w najbardziej przerysowanym pejzażu można znaleźć własny rytm i swoje miejsce, a w mieście, które wygląda jak wydma zbudowana z wieżowców wciąż można doświadczyć ciszy. Wystarczy tylko zejść bliżej fal.
Na szczęście morze nie dało się zabudować.
/Puszek 🐾/
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcia własne;






















Ciepło, fajnie i przyjemnie. Miła odskocznia od tego, co za oknem. :)
OdpowiedzUsuńI to bardzo wysoka odskocznia;-)
UsuńStare miasto bardzo mi się podoba. To moje klimaty😊
OdpowiedzUsuńNo i ten turkus morza...Pięknie!!!
Czyli jest tu wszystko, co lubisz🙂
UsuńBeautiful photos of this magnificent place.
OdpowiedzUsuńThank you.
UsuńWidzę, że Hiszpania mocno Cię zafascynowała... miała prawo.
OdpowiedzUsuńBenidorm jednak mnie zaskoczył, negatywnie - przesada na komercjalnym podłożu.
W opinii Puszka też widzę pewną rezygnację.
Mam wielki sentyment do Hiszpanii i tego fragmentu wybrzeża. Przez jakiś czas mieliśmy dom w Calpe:-) I teraz mam fazę na wspomnienia...
UsuńPełna zgoda co do Benidormu. I dalej w to idą, co widać po powstających tam budowlach. Może morze się uchroni...
Zdecydowanie wolę małe stare miasteczko
OdpowiedzUsuńPrzybij piątkę:-)
UsuńA gdzie smok Kazimierz?
OdpowiedzUsuńImponujące budowle, a moje serce zawsze jest przy małych miasteczkach z urokliwymi uliczkami :-)
I ja wolę takie miasteczka:-) Benidorm to przykład, że Costa Blanca jest pełne kontrastów i każda miejscowość miała na siebie inny pomysł:-)
UsuńZ tym smokiem wynikła zabawna historia, bo spotkałam prawdziwego smoka Kazimierza, który jest... zakupoholikiem:-) Muszę więc poprawić notkę i zmienić imię smokowi, bo nie chcę go nazywać smokiem z literą K.
Wygląda to pięknie ale żeby poczuć klimat miejsca trzeba tam być, więc mogłabym mieć zupełnie inne odczucia... Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńSą miejsca, których nie da się zamknąć w zdjęciach ani słowach. Trzeba je zobaczyć na własne oczy.
UsuńPozdrawiam wiosennie:-)
Krótka czy długa podróż to zawsze masa nowych wrażeń, widoków. To nowi ludzie , uśmiechy , rozmowy. Zawsze warto podróżować. Pozdrawiam wiosennie
OdpowiedzUsuńKażda podróż nas wzbogaca i poszerza horyzonty.
UsuńPozdrawiam cieplutko.
Benidorm jest tak brzydki że aż arcyciekawy i mnie zachęciłaś, do tej pory w zupełnie innym celu jeździłam do Hiszpanii, właśnie do meczetów, islamskich klimatów, Granady, Alhambry, do Salvadora...Picassa.
OdpowiedzUsuńBenidorm jest jak Belmondo, taki piękny brzydal:-) Warto tam pojechać, zobaczyć inny pomysł na rozwój miejscowości i przyciągnięcie turystów. Na starym mieście warto zajrzeć do Museo Boca del Calvari, oprócz stałych wystaw są tam też czasowe, np. sztuki nowoczesnej.
UsuńSenkju. A porównanie z Belmondem trafne 😃
UsuńDe nada y muchas gracias🙂
UsuńJednak wolę to spokojniejsze oblicze tego miasta. Nie lubię hałasu i zgiełku i wieżowców. Moja znajoma na przykład zachwyca się Dubajem, a mnie wręcz ten przepych odstręcza. Oglądałam jej filmiki zdjęcia i jakoś to nie dla mnie. W tym Benidromie chyba morze jest najurokliwsze. Fajnie, że poznajesz świat. Życzę Ci pięknego dnia.
OdpowiedzUsuńMorze i plaże są tam naprawdę pięknie:-)
UsuńDubaj też chętnie odwiedzę i wtedy wyrobię sobie o nim zdanie. Mieliśmy tam lecieć na przełomie stycznia i lutego ale stan mojego zdrowia nam nie pozwolił. A teraz podróż została odłożona w czasie z wiadomych powodów.
To notka wspomnieniowa, tak mi się ostatnio tęskni za podróżami.
Dziękuję. Pięknej wiosny!
Tym razem powiem, że jeśli w ogóle miałoby mnie coś zainteresować w tym miejscu to tylko ten kawałek starego miasta ... Tak czy inaczej gratuluję Ci kolejnej udanej eskapady. Bo tak naprawdę to każda wyprawa uczy czegoś nowego, otwiera umysł i napełnia serce. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńTo bardzo uroczy i klimatyczny kawałek starego miasta. To notka wspomnieniowa, podobnie jak pozostałe na blogu. Od paru lat choroba i leczenie skutecznie uniemożliwiają mi podróżowanie.
UsuńPozdrawiam:-)
Wspomnienia ...jak to ładnie ktoś określił są "rajem", z którego nie można nas wypędzić. Ogrzewają serce... i mam nadzieję, że pozwalają Ci przetrwać trudniejszy czas. Wierzę, że kiedyś wrócisz do podróży /tego Ci z serca życzę/ i razem z Tobą będziemy trafiać do różnych ciekawych miejsc . Wszystkiego dobrego.
UsuńDziękuję:-) Z jednej strony tak właśnie jest. Pomagają, ale z drugiej wkurzają, bo czuję się więźniem własnej słabości. Ale zdradzę Ci, że już mamy zaplanowaną podróż do Andaluzji na cały wrzesień:-)
UsuńPozdrawiam cieplutko:-)
Wysoka zabudowa ma w sobie coś przytłaczającego…
OdpowiedzUsuńO tak, ogranicza przestrzeń i przesłania niebo.
UsuńWitaj Puszku
OdpowiedzUsuńBardzo lubię, gdy podróże mają swoją drugą. Tą ukrytą za wieżowcami, fasadą kurortów i głośnych promenad. W takich miejscach jak Benidorm łatwo zachwycić się rozmachem i energią. Jednak to właśnie wąskie uliczki starego miasta i niezwykle zaułki mają w sobie prawdziwą duszę. Tam czas płynie wolniej. To właśnie te miejsca zostają w pamięci najdłużej. Nie hałas, lecz szept historii między murami.
Pozdrawiam serdecznie
Może tak jest, że prawdziwe miasto zaczyna się z dala od hałasu, w wąskich uliczkach... Ale i tak każdy zabiera ze sobą to, co chce.
UsuńPozdrawiam cieplutko, Ismeno.
Ja zabrałabym właśnie to...
UsuńPozdrawiam z moich zielonych opowieści
Ja również...
UsuńPozdrawiam z zimnego Krakowa.
Czyli jest tam wszystko, co lubię na wakacjach. Coś starego, coś nowego, dłuuuuuga plaża i ciepłe morze. Super!
OdpowiedzUsuńA nawet dwie długie plaże: Levante i Poniente. Przy Poniente zabudowa jest bardziej spektakularna i ta właśnie jest na zdjęciach:-)
UsuńDzięki za informację!
UsuńDe nada:-)
UsuńBajeczne miejsce. Chociaż, jakby tak się zastanowić, to nie wiem, czy odnalazłabym się na takich wakacjach. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńTo dobre miejsce na półdniowy wypad. Zobaczyć, zjeść churrosy z czekoladą i uciec w spokojniejsze miejsce. Pozdrawiam:-)
UsuńBardzo chętnie bym się tam wybrała
OdpowiedzUsuńNic nie stoi na przeszkodzie.
UsuńKiedyś mężczyźni wiedzieli jak stanąć na wysokości zadania, nawet góry potrafili zniwelować. Co do reszty - szczerze mówiąc w nadmorskich kurortach przy plaży wolę stare chałupiny niż wieżowce, ale pomysły architektów są faktycznie imponujące. Przesyłam głaski i przytulaski dla Ciebie i Puszka, mam nadzieję, że z wiosną sprawy idą ku lepszemu!
OdpowiedzUsuńJest też druga wersja tej legendy, nie tak romantyczna. Ale ja zdecydowanie wolę tę:-)
UsuńBenidorm to dobre miejsce na krótki wypad. Zobaczyć, wypić lampkę cavy, zjeść churrosy z czekoladą i uciec w spokojniejsze miejsce, np. do Altei, o której niedawno pisałam. To sąsiadujące ze sobą miejscowości. Tak blisko siebie, a tak różne.
Dziękujemy! I przesyłamy Wam wszystkiego najlepszego na wiosnę!
Piękne są te wieżowce chociaż trochę nie pasują mi do morza.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Cały urok w tym kontraście:-)
UsuńPozdrawiam cieplutko.
A ja przekornie napiszę, że "każdy czas ma swoje partenony".
OdpowiedzUsuńPrzyjemnego weekendu. 🤗🫶
Świetne podsumowanie😀
UsuńDziękuję i wzajemnie☀️😊
Ech, żeby mnie jakiś cud przeniósł do takiego raju... Tymczasem tkwię w tym burym i ponurym życiu jak skazaniec i nawet nie wiem, za co ta kara...
OdpowiedzUsuńA może to nie kara, tylko przystanek, w drodze, która jeszcze nie zdradziła, dokąd prowadzi?
UsuńAleż tam bajecznie! Buziaki ♥️
OdpowiedzUsuńMożna się poczuć jak krasnal😉 Ściskam🫶
Usuń