-Sama zrobiłaś te wszystkie uszka, Aniu*?- zapytała Mama.
Tak. Sama. Sto pięćdziesiąt sztuk, które w równych rzędach leżały ułożone na kuchennym blacie, jak armia gotowa do wigilijnego marszu.
Wtedy dotarło do mnie, że może już czas rozstać się z pewnym towarzyszem, który niby nie przeszkadza, ale od dawna zajmuje zbyt wiele miejsca w głowie.
Mowa o duloksetynie. Brałam ją z konkretnego powodu. Żeby złagodzić neuropatię w dłoniach, która pojawiła się po leczeniu onkologicznym. Pomagała, gdy mrowiły jak wiosenna trawa pod napięciem. Ale również przestawiała meble w głowie i regulowała natężenie emocji, jak światło w salonie.
Odstawianie tego typu leków to nie jest egzamin z odwagi, ale rozmowa z własnym ciałem. A ono nie lubi, gdy się na nie krzyczy. Rzucanie duloksetyny przypomina schodzenie z karuzeli. Stoisz, ale głowa wysyła dziwne sygnały. Nie wyrzuciłam więc tabletek do kosza z myślą 'od jutra bez'. Zmniejszam dawki stopniowo bez szarpania układu nerwowego za kołnierz.
Wiem, że mi się uda. Ulepiłam przecież 150 uszek do wigilijnego barszczu. Sto pięćdziesiąt! Jeśli to nie jest niezaprzeczalny dowód na sprawne dłonie, to nie wiem, co nim jest.
Jest też inny powód. Wcale nie taki przyziemny. Lecimy do Dubaju.
A tam, duloksetyna jako lek psychotropowy, wymaga specjalnego zezwolenia na wwóz. Można, da się, ale... Nie chce mi się załatwiać papierologii dla czegoś, co nie jest mi już potrzebne. A może zdarzyć się tak, że układ nerwowy przegra z międzynarodową biurokracją. I co wtedy?
Cieszę się więc, że znowu zaczynam patrzeć na świat i czuć siebie bez chemicznego tłumacza.
Jeśli człowiek zrobi 150 uszek, a potem jeszcze kawę,
to znaczy, że dłonie działają.
/Puszek 🐾/
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*nie mam na imię Ania, ale mama tak do mnie mówi;
*zdjęcia z internetu;


To są dwie bardzo dobre wiadomości - 150 uszek to naprawdę wyczyn świadczący o niezłej kondycji. Jak by nie było, praca z wyciągniętymi rękami, czy to na stojąco, czy na siedząco męczy i ręce mogą drętwieć, więc jeśli się udało, jest to dobry znak. A druga dobra wiadomość to planowana wycieczka - życzę Ci, żeby była to piękna, niezapomniana i podróż. Co do leku masz rację - jeśli da się go odstawić, lepiej to zrobić i nie kreować sobie kłopotów. Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i mnóstwo głasków dla Puszka!
OdpowiedzUsuńTeż myślę, że to bardzo dobre wiadomości:-) Uszkowy test kondycji wypadł na plus, a na samą myśl o wycieczce robi się jaśniej w głowie:-) Puszek właśnie odbiera należne mu głaski. Pozdrawiamy serdecznie i zasyłamy mizianki dla kitków!
UsuńMój facet bierze ten lek, ale standardowo na depresję. Ja biorę inny zestaw, dwa antydepresanty i neuroleptyk. To już 20 lat jak biorę różne leki psychiatryczne, i będę je brać do końca życia. To jest fundament, na którym stoją wszystkie dobre i ważne rzeczy.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że uda Ci się to co planujesz. Zdrowia. :)
Każdy ma swój zestaw i sposób na trzymanie równowagi. To bardzo indywidualna sprawa. Moja siostra, która od lat zmaga się z depresją, bierze cital i u niej to właśnie ten lek jest wsparciem.
UsuńŻyczę Wam zdrowia:-)
no to zarówno miłego lotu, jak i miłego Dubaju:-)
OdpowiedzUsuńodpczywajcie, zwiedzajcie, zajadajcie. polecam Makłowicza w Dubaju, jako przewodnika po jedzonku.
Dzięki:-) Do lotu jeszcze trochę, ale już czytam i oglądam wszystko, co związane z Dubajem, bo już tam myślami jestem:-) Makłowicz jako przewodnik po jedzonku-zapisuję;-)
Usuńjak widzę te uszka, to od razu mi się przypomniała pewna Puszkinia, która towarzysząc babci podczas robienia klusek po prostu kradła jej te kluski ze stolnicy, gdy babcia się odwracała i chowała pod siebie udając, że nic się nie dzieje... denuncjował ją ślad na wysypanej mące, ale babcia w pierwszym czytaniu myślała, że jakoś jej te kluski spadły, dopiero po chwili domyśliła się winowajczyni, która w tym czasie zdążyła już buchnąć parę sztuk, a że była to Puszkinia systemu perskiego, to łatwo było jej to schować w kudłach...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
O, to Puszek nie kradł uszek. Spoglądał tylko, czy wszystkie leżą równo i gotował w głowie plan na własną porcję;-)
UsuńUszka mistrzowskie, a Dubaj cudo. Fajnie, że bierzesz życie z całą pasją. Nowe zadania, nowe wyzwania, to jest świetne lekarstwo. Czekamy na relację z tego pięknego miejsca na świecie.
OdpowiedzUsuńUszka w brzuchu, Dubaj w głowie;-) Relacja będzie na pewno.
Usuń150 uszek, to jest naprawdę coś!
OdpowiedzUsuńMyślę sobie, że to jest Twój czas na nowe. Na podróże, na nowe wyzwania ale i każdą chwilę, która niesie spokój i radość. Kiedy człowiek jest spokojniejszy i pewny swoich decyzji to połowa drogi do spełniania marzeń. Życzę dobrej podróży i czekam na zdjęcia i opis wrażeń z tego miejsca.
Pozdrawiam serdecznie.
Podróże i nowe wyzwania dają mi mnóstwo energii:-) Relacja i zdjęcia wkrótce. Zobaczymy, co Dubaj pokaże! Pozdrawiam cieplutko:-)
UsuńNawet dla zdrowych dłoni, to wyczyn nie lada, podziwiam.
OdpowiedzUsuńOby się udało, Dubaj wart podobno każdego grzechu!
Co Dubaj pokaże, to się okaże;-)
UsuńTrzymam kciuki za brak zlych nastepstw rzucania, ale jestem pewna, ze dla Dubaju warto bylo. Nie umiem lepic ani pierogow, ani uszek czy innych tortellini, tym wiekszy moj zachwyt Twoja praca. Moze lepiej byloby napisac Wasza praca, bo nie watpie, ze Puszek pomagal calym swoim jestestwem.
OdpowiedzUsuńRzucanie idzie w miarę gładko, a co do Dubaju- zobaczymy;-) Oby nie okazał się kapiszonem:-) Puszek rzeczywiście mruczał i pilnował, żeby uszka były idealne i nie raz wsadził łapę w mąkę:-)
Usuń150 uszek?
OdpowiedzUsuńCzy ja dobrze słyszę?
Gratuluję i życzę żeby wycieczka przyniosła wiele wrażeń i radości.
Dziękuję:-) I mam nadzieję, że wyjazd dostarczy tyle wrażeń, ile uszek w garnku!
UsuńWow, super, 150 uszekto jest coś!
OdpowiedzUsuńŻyczę udanej i niezapomnianej wycieczki :)
Dziękuję bardzo:-)
UsuńArmia uszek robi wrażenie :) Wizja Dubaju ...też. Życzę wielu wspaniałych wrażeń . Co do leku mam nadzieję, że konsultowałaś to z swoim lekarzem by możliwie zminimalizować efekt odstawienny ? Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam. :)
OdpowiedzUsuńZobaczymy, co Dubaj pokaże! Tak, oczywiście konsultowałam z lekarzem i mam dokładny plan na rozstanie z dulo. Pozdrawiam!
UsuńAkurat na te ostatnie święta zrobiłam dokładnie tyle samo uszek, więc wiem, ile to roboty. Co prawda dawniej robiłam dwa razy tyle, ale teraz już bym się na to nie porwała. Ogrom pracy dla zdrowego, a co dopiero jak sprawność rąk pozostawia nieco do życzenia... Wspaniale, że lecicie do Dubaju, trzeba korzystać z takich możliwości, odrywać się od codziennych spraw. Życzę Ci wspaniałych wrażeń i doskonałego samopoczucia!
OdpowiedzUsuńDokładnie tak, ręce dostały trochę w kość, ale satysfakcja ogromna. Dubaj na pewno będzie miłą odskocznią. Chyba, że okaże się totalnym niewypałem;-) Dziękuję! Twoje słowa dodały mi otuchy:-)
UsuńMy friend is on a medication that is usually prescribed for depression. She doesn't have depression but she has anxiety.
OdpowiedzUsuńThat's completely normal. Some depression medications also help with anxiety. It's important that she is under a doctor's care.
UsuńGratuluję uszek :) Nie lepię, bo nie mam cierpliwości, więc tym bardziej podziwiam.
OdpowiedzUsuńSchodziłam z leków na depresję, jeśli robi się to powolutku, po ciut-ciut, wszystko gra i się udaje. Powodzenia.
Dobrze słyszeć, że u Ciebie odstawianie antydepresantów poszło gładko. To daje mi nadzieję, że i ja dam radę:-) Dziękuję za wsparcie.
UsuńAleż Ty masz silną wolę!!! I pracowita jesteś jak ta mróweczka!!!
OdpowiedzUsuńSzacuneczek ... no i pomyślnych lotów...
Moja silna wola bywa często bardzo słaba;-) Dziękuję.
UsuńTakich "chemicznych tłumaczy" mam pięć...
OdpowiedzUsuńTo sporo. Mam nadzieję, że dają Ci choć odrobinę spokoju i ulgi.
UsuńTrzymam za Ciebie kciuki, a wycieczka do Dubaju zazdroszczę :)
OdpowiedzUsuńP.S.
Pierogi? Uwielbiam z: mięsem, kapustą, grzybami, truskawkami i borówkami!
I ja lubię pierogi:-) Lepić i jeść. Szkoda tylko, że tak szybko idą mi w boczki;-)
Usuń150 uszek - szacun! Udanego pobytu w Dubaju. Baw się dobrze. Tylko nie zapomnij wrócić. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńDziękuję:-) Co do powrotu... Jeszcze się zastanowię;-)
UsuńPozdrawiam cieplutko.
Wow, dużo tych uszek ulepiłas. Brawo! Moja babcia to zawsze sama kleiła. Nie miala hamulców w kuchni. Moja mama mówiła, jej że przesadza z tą robotą. Ja nie odziedziczyłam po babci specjalnych umiejętności kulinarnych. Czasem mi wyjdzie dobre mięso lub zupę. Wspaniałego pobytu w Dubaju.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo.
UsuńOjej, zjadłabym! Ale nigdy nie lepię, to nie dla mnie robota, polegam na pracowitości innych ;-)
OdpowiedzUsuńSuper, że widzisz poprawę i możesz próbować odstawić lek. Życzę powodzenia i w jednym i w drugim, czyli wycieczce.
Bardzo dziękuję:-)
UsuńPiękna wycieczka w planach. Już zaczynam czekać na relacje.👏
OdpowiedzUsuńRelacja na pewno będzie:-)
UsuńJestem pod wrażeniem, jeśli chodzi o uszka 💗 powodzenia w rzucaniu leku, wyjazd jest jak najbardziej motywacją.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo.
UsuńStopniowo to chyba najlepiej, tak sądzę. Uszka pięknie się prezentują, na pewno smakowały obłędnie! Fajnie że macie wyjazd - to okazja do przewietrzenia organizmu nowym powietrzem, złapanie kolejnych pięknych emocji i wrażeń 😀
OdpowiedzUsuńI ja się cieszę. Taka zmiana dobrze nam zrobi:-)
UsuńA jakie piękne wyszły te uszka! Prawdziwa, równa armia. Zdecydowanie robiły to zdrowe ręce. Szczęśliwego pobytu w Dubaju!!!
OdpowiedzUsuńDziękujemy pięknie!
UsuńWidzę, że jesteś Kulinarną Mistrzynią! Prześliczne uszka, cudowne pierniki przepięknie się prezentują. Gratuluję spełnienia jednego z marzeń, podróży do Dubaju. Jestem pewna, że będzie to niezapomniana i piękna podróż.
OdpowiedzUsuńBył taki czas kiedy pasjonowałam się światem arabskim. Bogatą historią, tradycją, zabytkami, kulturą, religiami (islam, chrześcijaństwo, judaizm), różnorodnością geograficzną. Odwiedziłam Maroko, Jordanię, Egipt, Kuwejt, Syrię, Liban, Turcję. Te podróże pozostaną pięknym i niezapomnianym wspomnieniem.
Serdecznie pozdrawiam:)
Dziękuję:-) Wreszcie, będąc już w mocno dojrzałym wieku posiadłam umiejętność lepienia pierogów i uszek.
UsuńA wiesz, że z wykształcenia jestem geografem? W dodatku geografem religii;-) Był taki czas w moim życiu, że byłam w podróży niemal cały czas i też zwiedziłam kawałek świata. Potem covid i choroby zatrzymały mnie w domu, ale w tym roku zamierzam, tzn.zamierzamy wrócić do podróżowania:-) Zwiedziłaś piękne miejsca i tak jak napisałaś nikt Ci nie zabierze wspomnień i emocji, które przeżyłaś w każdym z nich. Zazdroszczę Ci wyprawy do Syrii. Szczęściara z Ciebie:-)
Pięknie pozdrawiam!
O Pani, jak to się dzieje, że mając chore ciało masz tak radosne i pogodne serce i duszę? Jak znajdujesz poezję w prozie życia? Czy to dar czy praca nad sobą?💙
OdpowiedzUsuńMimo choroby staram się odnajdywać światło w drobiazgach. To nie dar, to codzienny wybór, by pozwolić sercu się cieszyć, nawet gdy ciało się buntuje🙂
UsuńSporo tych uszek :D
OdpowiedzUsuńJa na 10 osób przy wigilijnym stole ulepiłam mniej bo około 100.
Mam nadzieję, że uda Ci się odstawić duloksetynę i miło spędzisz czas w Dubaju :)
Dziękuję:-) I ja mam taką nadzieję:-)
UsuńWiesz, pierogi w życiu mi nie wyszły i zrezygnowałam :) Co tu dopiero o uszkach mówić :) Moja babcia i mama robiły wspaniałe, tym bardziej Cię podziwiam i przepiękne uszka stojące w szeregu.
OdpowiedzUsuńWróciłam do Bioxetinu, nie daję już rady z rzeczywistością, w której rządzi Alzheimer. Muszę sobie pomóc. Tobie , skarbie, powodzenia życzę w każdej sprawie, niech się pragnienia spełniają :)
Rozumiem Cię kochana🫶Alzheimer to ciężka, bezlitosna choroba i nie ma w tym nic słabego, że sięgasz po pomoc. To akt troski o siebie, a nie ucieczka od codzienności.
UsuńDziękuję za ciepłe słowa, będą dla mnie talizmanem. Niech i Tobie będzie choć odrobinę lżej. Przytulam mocno Aniu❤️❤️
💓💓💓
Usuń🩷🩷🩷
Usuń150 uszek, wow! I ten Dubaj w perspektywie! Będzie dobrze, musi być! Uściski ♥️
OdpowiedzUsuńDziękuję 🙂I ja innej opcji nie biorę pod uwagę. Ściskam!
Usuń