czwartek, 19 lutego 2026

8/2026. Opowieść o tęsknocie za morzem

 

   Siedzę sobie w Krakowie, kawa paruje w filiżance, a w środku mnie szumi morze. Przez okno patrzę na zwyczajny, zimowy świat, a w mojej głowie turkus i rozmaryn. Na ustach czuję sól chociaż jedyne fale w zasięgu wzroku to tramwaje na zakrętach. 

   Kawa i morze to idealny duet. Jedno rozgrzewa od środka, drugie rozszerza horyzont.

   Tęsknota za morzem to nie jest wcale takie nic. To tęsknota, która przestaje być ciężarem, a staje się przestrzenią. To tęsknota, która delikatnie szarpie za rękaw. Tęsknota nie za lotem, nie za hotelowym ręcznikiem pachnącym detergentem, nie za zdjęciami lecz za stanem bycia. Za tą wersją mnie, która oddycha spokojniej.

   Tęsknię za tą chwilą, w której stoję boso na piasku, wiatr od morza rozwiewa mi włosy, a fale robią swoje 'szszszsz', uspokajając świat. Wtedy myśli przestają gonić, skóra przestaje się bronić, a serce przestaje się śpieszyć. Słońce ogrzewa ramiona, a sól unosi się w powietrzu. Prosta linia horyzontu przypomina, że świat ma granice, ale moje pragnienia niekoniecznie.

   Widzę się gdzieś nad Śródziemnym. W cichej zatoce wciśniętej w jasne skały ze śpiewem cykad w tle. Albo na włoskim południu, gdzie powietrze pachnie rozmarynem, a woda ma kolor głębokiego szafiru, jak moje ulubione odcienie niebieskiego.

   Mare Nostrum to temperament. Ma w sobie coś kobiecego. Ciepło, siłę i obietnicę. I tę przeźroczystość, w której świat na chwilę staje się uczciwy.

    Śródziemne ma jeszcze coś. Jest historią. Warstwa po warstwie. Fenicjanie, Grecy, Rzymianie... Ziemia i woda są jak palimpsest, a każda fala przesuwa się po wiekach.

   Morze uczy mnie zgody. Na falę, która przychodzi i na tę, która odchodzi. Na to, że nie wszystko muszę kontrolować. Może właśnie dlatego, tak za nim tęsknię? Tam jestem szczęśliwsza, a słońce rozpuszcza napięcie we mnie, jak cukier w herbacie.

   Ale póki co, siedzę w Krakowie, tęsknię i piję kawę, a każdy łyk jest jak przypływ.



Nie trzeba mieć łap w wodzie,

żeby poczuć przypływ.

/Puszek 🐾/


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;

*filmik własny;

wtorek, 17 lutego 2026

7. Bajka o Mirabelce i prezencie dla Leona

   Tego dnia Mirabelka była w znakomitym nastroju. Świeciło słońce, a ona wypiła idealnie zaparzoną kawę i miała plan.

   Leon wrócił późnym popołudniem i nieśpiesznie wszedł do mieszkania. Jego wzrok zatrzymał się na stoliku, na którym leżało pudełeczko przewiązane czerwoną wstążką i karteczka: "Dla Leona"

   Leon uniósł brwi i nawet się uśmiechnął. Lubił Mirabelkowe pomysły. Powoli rozwiązał wstążkę, zdjął wieczko i zajrzał do środka. W pudełku znalazł czarne jedwabne pończochy i kolejną karteczkę: "Jeśli chcesz wiedzieć, co zrobiłam z resztą ubrania-znajdź mnie".

   Od razu ruszył na poszukiwania. Salon był pusty. W kuchni zastał tylko zapach jej perfum. Otworzył drzwi do sypialni i zatrzymał się w progu.

   Światło było przygaszone, a Mirabelka siedziała na parapecie. Bosonoga, jedynie w satynowym szlafroku. W dłoniach trzymała kieliszek wina, a jej rude loki miękko opadały na ramiona.

-Znalazłeś mnie-powiedziała, przyprawiając Leona o szybsze bicie serca.

-Miałem motywację-odparł.

   Mirabelka uśmiechnęła się. A jej uśmiech zawsze oznaczał kłopoty albo... przyjemność. Leon wszedł do sypialni i zamknął za sobą drzwi. Reszta wieczoru? Jest ich słodką tajemnicą.


Subtelność i odwaga potrafią

rozpalić wszystko wokół.

/Puszek🐾 /


Puszkiem zapisane, pikantnie podane...

*ilustracja AI; 

czwartek, 12 lutego 2026

7/2026. Opowieść o tatuażu

 

   Jeśli ktoś z Was oglądał film 'Dobra osoba' to może kojarzy tatuaż na dłoni jednego z głównych bohaterów?

    Amor fati. Te dwa słowa zapadły mi w pamięć szczególnie, gdyż dotknęły tego miejsca w sercu, w którym życie przestało być prostą historią, a mimo to musiałam nadal je kochać by móc żyć dalej. Te dwa słowa rezonują z tym, co przeżyłam. Z chorobą, z poczuciem utraty kontroli, z momentami, w których ciało stawało się obce... 

   Przez długi czas pomysł krążył gdzieś na obrzeżach myśli. Pojawiał się i znikał jak Józek z piosenki Bajmu. Odkładałam go 'na później', bo choroba nauczyła mnie ostrożności, a wszystko co 'na zawsze' ma teraz zupełnie inną wagę niż kiedyś.

   Wiem, że gdybym zapytała hematologa o zgodę, odpowiedź byłaby oczywista. Dlatego postanowiłam nie pytać. Zrobię to na własną odpowiedzialność z pełną świadomością ryzyka, które się z tym wiąże. Ale czy ryzyko ma tu jakiekolwiek znaczenie? Przecież życie i tak nie daje gwarancji. A wiele rzeczy z tych, które mnie spotkały, wydarzyło się bez pytania o pozwolenie.

ilustracja poglądowa wygenerowana przez AI;

   Amor fati. Kochaj swój los. Nie ten wyidealizowany, ale ten prawdziwy z całym jego ciężarem. Miejsce wybrało się samo. Wewnętrzna strona serdecznego palca lewej dłoni. Przy obrączce i blisko pulsu. Tam, gdzie ręka pamięta więcej niż głowa. Dwa słowa wpisane w nieskończoność cienką, delikatną linią. 

   Nie do pokazywania światu lecz jako przypomnienie dla mnie by odważnie mówić życiu 'tak'.


Gdy los siada obok,

najpierw daj mu chwilę spokoju,

a potem przytul.

/Puszek🐾 /


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...