Jak wiecie Mame i Tate cały wrzesień spędzili w Andaluzji. Podobno było tam pięknie, gorąco i mieli mnóstwo rzeczy do oglądania. Nie wątpię. Ludzie mają swoje sposoby na spędzanie wolnego czasu. A skoro wyjechali tak daleko i na tak długo, wcześniej musieli zadbać o swojego kota czyli o mnie i zafundowali mi miesięczne wakacje na wsi pod troskliwą opieką Babci i Cioci.
Nie miałem żadnych zastrzeżeń i szybko zrozumiałem, że świetnie trafiłem. Babcia od razu przypadła mi do serca. Karmiła mnie, pielęgnowała, miziała, zawsze była na miejscu, miała dla mnie czas, dbała żeby niczego mi nie brakowało i zapewniała odpowiednią ilość pieszczot. Babcia została moją ulubienicą i to z nią spałem każdej nocy. Ciocia też była w porządku, ale miała jedną wadę. Pracowała. Wychodziła rano i wracała wieczorem. Nie rozumiałem dlaczego dobrowolnie opuszcza dom, w którym mieszka taki kot jak ja, ale widocznie ludzie miewają dziwne przyzwyczajenia.
Szybko poczułem się tam jak u siebie. A przecież nie każdy kot potrafi tak błyskawicznie zadomowić się w nowym miejscu. Trzeba umieć się odnaleźć, ocenić warunki i zdecydować, które miejsca zasługują na szczególną uwagę.
Zacząłem od ogrodu. Ogród! Ileż tam było zapachów! Kwiaty pachniały inaczej o każdej porze dnia. Trawa, ziemia, liście i powietrze nagrzane słońcem tworzyły mieszankę, którą trudno opisać komuś, kto nie ma tak doskonałego węchu jak ja. W ogrodzie ciągle coś się działo.
Liście szeleściły, gałązki poruszały się na wietrze, a ptaki przelatywały z drzewa na drzewo, od czasu do czasu urządzając sobie głośne pogawędki. Obserwowałem je z zainteresowaniem, ale oczywiście wyłącznie naukowo. Nie każdy wie, jak wiele można się dowiedzieć o świecie leżąc na trawie, patrząc i słuchając.
Na początku wychodziłem na spacery. Miałem uprząż więc Babcia i Ciocia uważały, że wszystko jest pod kontrolą. Cóż, były nadmiernie ufne. Szybko odkryłem, że z tego ubranka można się uwolnić. Wystarczyło trochę pomyśleć, pokombinować i odpowiednio się powiercić, by się z niego wyślizgnąć. Byłem zachwycony tym odkryciem, ale Babcia i Ciocia nie. Powiedziały, że skoro taki ze mnie Houdini to... dostaję szlaban na spacery po ogrodzie. Nie robiłem z tego tragedii. W domu były przecież okna i parapety. I to ile! Okupowałem wszystkie! Duże, małe i takie, na których rozsądny kot o moich gabarytach absolutnie nie powinien próbować się zmieścić. I pewnie już się domyślacie, że najbardziej upodobałem sobie ten najmniejszy. Ledwo się na nim mieściłem, ale właśnie dlatego był najlepszy. Na dużym parapecie może leżeć każdy. Na małym, który nie został zaprojektowany z myślą o dziewięciokilogramowym maine coonie, trzeba umieć się ułożyć. A ja umiem.
Zyskałem tam czterech kocich kumpli: Gracka, Rudka, Cudka i Miłka. Z Grackiem połączyła mnie szorstka, męska przyjaźń. Nie potrzebowaliśmy wielu czułości ani nieustannego okazywania sobie sympatii. Każdy z nas miał swoje życie i swoje sprawy, ale potrafiliśmy spędzać razem czas, a nawet zdarzało nam się wspólnie spać.
Oczywiście nie widzę powodu, żeby robić z tego wielkie halo. Prawdziwi przyjaciele nie muszą przecież co chwilę zapewniać się o przyjaźni. Z Rudkiem zbliżyła nas pasja do tańca. Tańczyliśmy tango albo menueta, zależnie od nastroju. Tango, gdy mieliśmy więcej energii, a menueta kiedy nastrój wymagał elegancji. Nie pytajcie kto prowadził. To sprawa między dżentelmenami. Najwięcej kłopotów sprawiali mi Cudek i Miłek. Na Bastet! Oni są do siebie tak podobni, że czasem nie wiedziałem, z którym właśnie mam do czynienia. Jeden z nich się mnie bał, drugi zaś bezczelnie zajmował moje posłanie i zaglądał do mojej miski więc od czasu do czasu musiałem przypominać mu, gdzie przebiegają granice przyzwoitości i... pogonić kota. Problem w tym, że nigdy nie miałem całkowitej pewności czy przeganiam właściwego osobnika. A po gonitwach przychodził czas na odpoczynek. Bo taka jest kocia przyjaźń. Czasem trzeba się porządnie pogonić, żeby potem móc zgodnie poleżeć obok siebie.
Poznałem również pawia. Przylatywał od sąsiada i zachowywał się tak, jakby nasz ogród należał do niego. Skoro pojawiał się bez zaproszenia i czuł jak u siebie podejrzewam, że miał o sobie równie wysokie mniemanie jak niejeden kot. Nie będę go jednak oceniał. Ma prawo do odrobiny próżności. Zwłaszcza, że nosi taki ogon, a na ogonach to ja się znam.
Pozwólcie, że wspomnę także o sprawach sanitarnych, bo wykazałem się w nich doskonałą organizacją. Miałem dwie kuwety. Do jednej robiłem siusiu, a do drugiej dwójkę. Proste, prawda? Babcia i Ciocia mogły podziwiać nie tylko moją urodę, inteligencję i umiejętności towarzyskie, ale również nienaganną organizację spraw toaletowych. Nie wiem dlaczego ludzie tak rzadko doceniają te drobne przejawy kociej doskonałości. Żadnej pomyłki, żadnego bałaganu. Uważam, że ludzie mogliby się ode mnie nauczyć, jak należy organizować przestrzeń. Przecież porządek musi być. Nawet na wakacjach.
Niestety, nie wszystkie moje działania kończyły się równie dobrze. Nauczyłem się otwierać drzwi do łazienki i... to był błąd. Byłem z siebie bardzo zadowolony. Wreszcie mogłem sam decydować, kiedy chcę tam wejść, a kiedy wyjść. Spędzałem w łazience sporo czasu, bo najwidoczniej uznałem ją za interesujące miejsce. Poza tym czasem potrzebowałem odrobiny prywatności, ciszy i spokoju. Nie przewidziałem tylko, że coś może mi tam zaszkodzić. Dostałem reakcji alergicznej, zaśliniłem się jak wściekły pies i nagle wszyscy spanikowali! Nawet Mame w Kadyksie, do której zadzwoniła Ciocia. Zamiast kolejnego spokojnego dnia były nerwy i wizyta u weterynarza. Na szczęście skończyło się na wielkim strachu i jednym zastrzyku. Wróciłem do zdrowia i wszyscy odetchnęli z ulgą. Podejrzewam, że Babcia przeżyła to równie mocno jak ja, choć oczywiście nie mam zamiaru przyznawać, że ktokolwiek martwił się bardziej niż ja sam. Taki już jestem.
Podsumowując... Wszystko układało się całkiem dobrze. Miałem Babcię, która mnie rozpieszczała, Ciocię, która wracała wieczorami z pracy, ogród pełen kwiatów i ptaków, parapety, czterech kumpli i własny system kuwetowy.
Czas jednak biegł nieubłaganie, nastał koniec moich wakacji i nadszedł dzień, w którym Mame i Tate przyjechali po mnie. I wtedy zrobiłem coś, czego chyba się nie spodziewali. Uciekłem pod łóżko! Nie dlatego, że ich nie poznałem. Oczywiście, że poznałem. Po prostu nie chciałem wracać do Krakowa i porzucać życia na wsi. Domu, ogrodu, najlepszych miejsc do obserwacji ptaków, parapetów do drzemek, Babci, Cioci, Gracka, Rudka oraz dwóch podobnych do siebie kocich gagatków. Bo w imię czego miałbym z tego wszystkiego rezygnować? Ale Mame i Tate uznali, że czas wracać, a mojego zdania w ogóle nie wzięli pod uwagę. Wróciłem więc do Krakowa.
I muszę przyznać, że lubię moje krakowskie mieszkanie. Znam każdy kąt, mam swoje ulubione miejsca, miski, parapety... Tutaj jestem u siebie, ale... Dom to dom. Na wsi zrozumiałem coś, czego wcześniej chyba nie pojmowałem. Dom z ogrodem to nie tylko ściany, dach i miejsce do spania. To przestrzeń, w której można poczuć zapach kwiatów, obserwować ptaki, słuchać szelestu liści i patrzeć, jak świat zmienia się wraz z porami dnia, a życie toczy się bliżej natury.
I teraz lepiej rozumiem Mame, która od dawna marzy o domu z ogrodem. O własnym kawałku świata, w którym będzie mogła sadzić kwiaty, patrzeć na drzewa i cieszyć się bliskością przyrody. Wcześniej myślałem, że to po prostu kolejne ludzkie marzenie. Ludzie mają ich przecież całkiem sporo. Ale teraz już wiem, że Mame nie chodzi tylko o dom. Chodzi jej o zmianę stylu życia. A ja chętnie sprawdzę, czy w tym domu będzie wystarczająco dużo parapetów. Najlepiej dużych, chociaż po wiejskich doświadczeniach nie wykluczam, że znowu wybiorę ten najmniejszy.
W końcu jestem Puszkiem.
Człowiek wraca z wakacji i myśli, że kot za nim tęsknił.
Niech myśli. Kot ma przecież swoje sekrety.
/Puszek🐾 /
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcia własne;








Ależ opowieść, ale wczasy!
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że Puszek na wsi bawił sie lepiej, niż Wy w Andaluzji:-)
Puszek na parapecie, to hit !
A jaka ulga dla Ciebie, że w razie czego, kotek ma swój ulubiony pensjonat na wakacje:-)
Zdecydowanie Puszek miał wakacje życia! My biegaliśmy po zabytkach w upale, a on po prostu rządził na wsi;-)
UsuńO tak, mama i siostra są niezastąpione w opiece nad naszym pupilem:-)
Ale fajna recenzja pobytu na wsi! Bardzo mi się podobają takie wakacje 😀
OdpowiedzUsuńPogadam z Puszkiem to może następnym razem weźmie Cię ze sobą😉
UsuńWspaniale! Myślę że moglibyśmy się dogadać 😀😁
UsuńHaha, na pewno😺 Zwłaszcza jeśli masz pod ręką jakieś dobre smaczki i znasz idealne miejsce do drapania za uchem😺
UsuńJaki cudowny wpis, też marzyłam kiedyś o małym domku na wsi, i kilka kurek, kwiaty,warzywa ,drzewa ale na marzeniu się skończyło.Puszek jest mądry, wie co fajne i dobre, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńCzasem samo wyobrażanie sobie takiego azylu daje mnóstwo spokoju. Puszek ma intuicję do tego, co dobre:-) Pozdrawiam serdecznie.
Usuńod czasu, gdy odszedł od nas Czarny Puszek, to Kudłaty Srebrny Puszek mocno zmienił swoje zachowanie... do tamtej pory obaj panowie dzielili między sobą tą część domu w jako takiej zgodzie, tolerowali też Puszkinię, która głównie zamieszkuje drugą część domu... ale ostatnio Kudłaty Puszek odkrył, że ten teren w pełni należy do niego, poczuł się niczym "pan na włościach" i o ile nigdy nie tolerował obcych Puszków, to teraz nie toleruje także Puszkini, która tu zagląda od czasu do czasu, ale w związku z jego reakcjami robi to coraz rzadziej... zgoda jest jedynie na podwórzu i okolicach, jest to bowiem obszerny teren i niemożliwe jest przejęcie go na wyłączność przez żadne z obojga...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Gdy odeszła Balbina, z którą Gracjan (ten burasek na jednym zdjęciu) wychowywał się od małego, tak to odchorował, że dostał problemów neurologicznych, depresji i wylizał sobie brzuch do gołej skóry. Nie zrobił się agresywny w stosunku do pozostałych kotów w domu, po prostu ciężko przeżywał żałobę. Kiedy miał do nich dołączyć mój Puszek bałam się, że kły i pazury pójdą w ruch, ale chłopaki sami poukładali relacje i było spoko.
UsuńDobrze, że chociaż podwórko wymusza pakt o nieagresji między KSP, a Puszkinią.
Nie ma to jak wiejskie wakacje w domku z ogrodem i parapetami! Żadne tam Kadyksy i inne wycieczki temu nie dorównają. Kwiaty i ogrody najpiękniejsze są te, w których można bywać stale.
OdpowiedzUsuńDla Puszka to bez dwóch zdań były wakacje marzeń. Ale ludzie, potrzebują czasem zupełnie innej perspektywy i po prostu muszą ruszyć w świat, żeby naładować baterie- albo zmęczyć się;-)- czymś nowym.
UsuńUroczy tekst! Gratuluję, Puszku, pisarzu doskonały!
OdpowiedzUsuńPuszek przyjął gratulacje i...uciął sobie drzemkę;-)
Usuń😃 no swietne wakacje miał Puszek. A marzenie o domu na wsi koniecznie trzeba zrealizować.
OdpowiedzUsuńChyba lepsze niż my bo porządnie wypoczął😀 No mus, przy wsi się nie upieram, może być w Krakowie byleby ogród był.
UsuńPuszek miał jak widać fantastyczne wakacje! Świetne miejsce z licznymi wygodami i atrakcjami, doborowe towarzystwo - po prostu ideał :D
OdpowiedzUsuńWakacje są wspaniałe, ale i tak fajnie, że już jesteście razem ;) Jest o czym wspominać, a w międzyczasie można już planować kolejne wojaże ;))
Pozdrawiam serdecznie! :))
O tak:-) I z przykrością muszę napisać, że Puszek w ogóle za nami nie tęsknił, taki z niego niewdzięcznik;-)
UsuńKolejny "poważny" wyjazd w maju przyszłego roku, 1,5 m-ca w Barcelonie czyli tyle samo wiejskich wakacji Puszka:-)
Miłego nowego tygodnia!
Przepiękny "wpis" Puszka!!! Jestem zauroczona nim jak zawsze zresztą.
OdpowiedzUsuńTo prawda - dom to Ten dom właśnie
Serdecznie pozdrawiam Ciebie i oczywiście przytulki dla Puszka!
Puszek już mocno wyściskany:-) Święta prawda z tym domem. Cudownego tygodnia!
UsuńPuszek zaopiekowany, miło spędził czas i poznał nowych kolegów - to ważne. :) Bardzo fajnie, że macie zaufane osoby, żeby pod Waszą nieobecność zostawić z nimi kitku.
OdpowiedzUsuńMam jeszcze jedno miejsce, w którym bez obaw mogę zostawić Puszka:-) A w sobotę jedziemy do Sanoka i kitku zostanie pod opieką sąsiadów:-)
UsuńMoja mama też ma taką sąsiadkę, której może bez problemu powierzyć swoją kotkę. :) A my niestety możemy liczyć tylko na moją mamę i tu niestety dystans jest przeszkodą.
UsuńNasi sąsiedzi to też kociarze, mają brytyjczyka, ale o opiekę nad Puszkiem prosimy ich tylko w przypadku takich krótkich, najczęściej weekendowych wyjazdów. Potem w razie potrzeby rewanżujemy się im:-) Na długie wyjazdy Puszek wyjeżdża na wieś, mama i siostra są niezastąpione w opiece nad nim. Jest jeszcze syn i synowa, też mają dom z ogrodem, mieszkają bliżej i też chętnie zajęliby się Puszem, ale mają roczną córeczkę więc na razie nie chcemy ich obarczać dodatkowym obowiązkiem.
UsuńWspaniała Puszkowa opowieść, a jeśli Wasze wakacje były równie udane, to wszyscy jesteście szczęściarzami. Mam nadzieję, że pójdziesz w ślady Puszka i też podzielisz się swoją relacją, będę czekać cierpliwie, bo wiem z autopsji, że do pisania trzeba mieć mentalną przestrzeń, a tej czasem brakuje. W takim wypadku lepiej sobie zrobić przerwę, zanim się wszystko poukłada i wskoczy na swoje miejsce. Mam podobny problem i bardzo nad tym ubolewam, tym bardziej że mam wrażenie, iż czas pędzi niczym woda z wodospadu i przelatuje mi przez palce. Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam, życzę dobrego samopoczucia po bogatej w piękne przeżycia, ale zapewne bardzo wyczerpującej podróży. Trzymaj się i wracaj do nas, kiedy przyjdzie czas, przesyłam uściski a Puszkowi mizianki pod bródką 🫶🫶🙂😘😺
OdpowiedzUsuńDziękuję za zrozumienie:-) To prawda, wakacje były super, czas pędzi i ciężko zebrać myśli.Daję więc sobie chwilę na ogarnięcie wszystkiego po powrocie, a relacja będzie, jak tylko złapię trochę luzu. Puszek wymiziany:-) Przesyłamy uścisk dla Was wszystkich!
UsuńPuszku, takie wakacje to prawdziwy koci luksus — troskliwa Babcia, mizianie bez limitu i doborowe towarzystwo! 😻 Rozbawiły mnie zwłaszcza tańce z Rudkiem i wybór najmniejszego parapetu — wiadomo, komfort jest ważny, ale wyzwanie ważniejsze! Cudownie czyta się Twoją opowieść, pełną humoru i kociego charakteru.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że moja opowieść Cię rozbawiła:-) Puszek oczywiście dziękuje za miłe słowa i pozdrawia.
UsuńAle Puszek miał cudowne wczasy :) Fakt, Maine coon to kawał kotka, wszystko musi być w większych rozmiarach, choć koty zawsze lubią wciskać się w te najmniejsze kąty. Moja kotka jest mniej pokaźna, chyba około 6 kg. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńTak, to kocia logika w czystej postaci:-)
UsuńPozdrowienia dla Ciebie i kici:-)
Mój kot też wszystko obwąchuje i szybko zaprzyjaźnia. Nawet nieźle czuł się u cioci na wakacjach. No ale babcia, to babcia. Wiadomo! Życzę spełnienia marzeń oraz spokojnej i kolorowej jesieni.
OdpowiedzUsuńPS' Ależ przystojniak z tego Waszego Puszka! 😉😊
U babci zawsze najlepiej! Dziękuję za komplement dla Puszka🙂 Wie, że jest przystojny, bo dumnie nosi ten swój ogon😉
UsuńKolorowej jesieni dla Was!
I dla Was!
UsuńDziękujemy 🙂
UsuńPrawdziwy Król Parapetów! Parapet to najlepsze miejsce na wszystko! Żeby na nim leżeć, siedzieć, trzymać pomidory, rozkładać orzechy, odstawić kawę, gdy się obok okna siedzi przy laptopie, postawić słoje z sokami itp.
OdpowiedzUsuńCzyli parapet musi być! A ja planuję w domu francuskie okna;-) Trzeba będzie koniecznie wykombinować jakiś jeden, choćby maleńki parapecik:-)
UsuńZafundowaliście Puszkowi świetne wakacje! Z tym wąskim parapetem to tak jak z pudełkami - kupujemy dla kotów wypasione legowiska i domki, a one najbarzdziej kochają każde pojawiające sie w domu tekturowe pudełko, nawet o połowę mniejsze od kota, i oczywiście próbują się w nie wcisnąć. Czasem nawet skutecznie :).
OdpowiedzUsuńMuszę w końcu napisać coś o naszych wakacjach, które też były super, bo póki co wychodzi na to, że tylko Puszek dobrze się bawił. Ale na razie nie mogę się ogarnąć po powrocie więc pozwoliłam mu przejąć pióro, a on- jak to kot- jest wielbicielem nie tylko małych parapetów, ale i pudelek:-)
UsuńOch, jaki zdolny i przystojny kiciuś:) życzę Puszkowi, aby spełniło się jego marzenie domu na wsi:)
OdpowiedzUsuńPuszek dziękuje mrucząco:-)
UsuńMiał świetne kocie wakacje! I choć nie jestem kotem, to podzielam jego zachwyt sielskim życiem na wsi, bo ja tu mieszkam całe życie i nie zamieniłabym go na inne:)))
OdpowiedzUsuńPuszek mówi, że wieś jest super, ale trzeba też mieć tam zaufaną służbę;-)
UsuńNo, oczywiście 😉
Usuń🙂
UsuńUy me enamore de tu gato. Me alegro que hayas pasado bien en tus vacaciones c on tu gato. Buena semana. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuńGracias. Pero en realidad no pasé las vacaciones con mi gato. Él se fue al campo y yo me fui a España. Beso.
UsuńO jak fajnie wszyscy mieli piękne wakacje, tylko w innych kurortach i wszyscy cudnie spędzili czas ;) Kiciuś spędził piękny czas na wsi, sielski-anielski, ze wszelkimi atrakcjami jakie wieś może zaoferować. No i nowi przyjaciele, tego nigdy nie można przecenić :))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, Agness:)
I to jest najważniejsze, że każdy spędził ten czas tak, jak lubi najbardziej:-)
UsuńPozdrawiam!
Nie ma to jak wakacje u babci! Jak widać nie obyło się bez przygód, na szczęscie wszystko dobrze się skończyło :)
OdpowiedzUsuńOj tak, u babci zawsze jest co robić:-) A wakacje bez dreszczyku emocji to nie wakacje!
UsuńŻyczę Ci spełnienia marzeń o domu z ogrodem:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Dziękuję i pozdrawiam:-)
UsuńWspaniały tekst. Uwielbiam koty, w moim mieszkaniu w bloku w latach 1999 - 2015 piękna kocica mieszkała. Jakie to charakterne było, że nie wiem. Psy też lubię, ale mniej . Pozdrawiam serdecznie .
OdpowiedzUsuńPuszek bardzo się cieszy się, że tekst Ci się podobał:-) Z tym kocim charakterkiem to święta prawda. Psy mają właścicieli, a koty służbę;-) 16 lat to piękny wiek. Mam nadzieję, że Puszek też taki osiągnie, niedawno skończył 4 lata.
UsuńPozdrawiam ciepło:-)
Haha, to i Puszek miał swoje wakacje. I to jakie! Moc uścisków ♥️
OdpowiedzUsuńMiau cudowne wakacje😺 Ściskam 🫶
UsuńOch, jak pięknie napisane. Tyle tu ciepła, zwyczajnej, miłej prostoty, naturalności, od czego robi się ciepło na sercu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko i życzę spełnienia marzeń o domu z ogrodem.
Puszek bardzo się starał, żeby jego opowieść taka właśnie była i cieszy się, że te emocje poczułaś przez ekran:-)
UsuńDziękuję i pozdrawiam najcieplej.
Wonderful post, beautifully written! And gorgeous photos. Fluffy is precious!
OdpowiedzUsuńThank you.That’s so kind of you to say. Fluffy says thanks too!
UsuńPuszku śliczny powiedz swoim ludziom, że koniecznie muszą Tobie sprawić ogródek z domkiem. Sami też będą mogli z niego korzystać, przecież im pozwolisz, prawda? Jesteś kotem o dobrym serduszku♥️
OdpowiedzUsuńPuszek miauknął, że po głębokim przemyśleniu sprawy... MOŻE pozwoli nam wejść do ogródka, bo jak wiadomo, wszystko należałoby do niego😺 A tak poważnie, ogródek z domkiem to jego wielkie marzenie😺
UsuńJestem tego zdania, że każdemu kotu potrzebne są wakacje ❤️ mój będzie musiał na nie trochę poczekać... Właśnie rozpoczął swój urlop macierzyński 🥰 i choć ten czas w nazwie ma urlop to z wypoczynkiem nie ma nic wspólnego 😅 babcie to właśnie takie są. Cudowne, kochane i rozpieszczają na maksa. Taki domek z dużym ogrodem to z pewnością marzenie niejednego kociaka.
OdpowiedzUsuńFaktycznie, taki „urlop” to najmniej wypoczynkowy urlop świata i praca na pełny etat na najwyższych obrotach. Życzymy dużo sił:-)
UsuńŚwietny post! Z Puszka jest niezły ananas :)
OdpowiedzUsuńAż dziw bierze, jak wiele przygód przeżywają nasi koci przyjaciele
Haha, dokładnie😺 Koci świat nigdy nie jest nudny!
UsuńWitaj Puszku
OdpowiedzUsuńPozazdrościłam tych pięknych wakacji na wsi. Chyba bardziej niż tej wycieczki do Andaluzji.
Zatęskniłam, rozmarzyłam się... Może jeszcze kiedyś?
Pozdrawiam wszystkimi kolorami jesieni
Zgadzam się, Ismeno. Wieś ma swój urok, ale ten miesiąc w Andaluzji to nie była zwykła wycieczka lecz kawał prawdziwego, hiszpańskiego życia:-)
UsuńNiech Twoje marzenia o podróżach tych małych i dużych szybko się spełnią! Pozdrawiam ciepło:-)
Oj, Puszku, Puszku, żebyś Ty wiedział, jak długo marzę o domku... Niech policzę... Ze 40 lat będzie. Ale nic po marzeniach, kiedy kieszenie dziurawe i tylko wiatr w nich hula...
OdpowiedzUsuńPozdrów ode mnie Panią Puszkową! 💖
O, to nie wiatr w kieszeniach, ale po prostu bardzo przewiewne finanse, a zamiast milionów na koncie mamy po prostu bogate wnętrza😺 Mame pozdrowienia odebrała, podziękowała i przesyła wirtualnego przytulasa🩷
UsuńCudowny post. Przeczytałam raz, później kolejny. Puszek miał wczasy na wsi All Inclusive. Do tego doszło fajne towarzystwo. Był tam przez wszystkich dopieszczany i za Wami nie tęsknił. Serdecznie pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńTo prawda, nie tęsknił wcale! Nasz powrót popsuł mu te idealne wakacje, a towarzystwo i opiekę miał tam tak genialną, że nawet nie zauważył naszej nieobecności:-)
UsuńDziękuję za przesympatyczny komentarz i również serdecznie pozdrawiam:-)
Jestem oczarowana. Piękna opowieść. Rozjaśniająca szary dzień. Ale też wzruszająca.
OdpowiedzUsuńA Twój komentarz rozjaśnił mój dzień:-)
UsuńOjej... Jak ten Puszek pięknie opowiada...
OdpowiedzUsuńA babcie to wiadomo, że najlepszą opiekę dają! Jakże by inaczej!😊
Ogród marzy się wielu zwierzakom i ich Pańciom... Mnie też czasami...
Pozdrawiamy z Tigerem!
Puszek to niezły legendiarz😉 Zwłaszcza rano ma zawsze dużo do "powiedzenia" o tym, co robił w nocy😅 A o wakacjach na wsi po prostu musiał Wam opowiedzieć🙂 Spełnienie marzenia o domu z ogrodem coraz bliżej 😊
UsuńPozdrawiamy Was serdecznie!
Tak dla mnie każdy nowy tatuaż to zamknięcie jakiegoś rozdziału lub otwarte nowego lepszego tak jest i tym razem
OdpowiedzUsuńTo super!
UsuńPuszek świetnie się odnalazł na tych wiejskich wakacjach i chyba rzeczywiście trochę za bardzo mu się spodobało. Najbardziej rozbawiły mnie dwie kuwety do dwóch różnych „spraw” i ten najmniejszy parapet, który oczywiście okazał się najlepszy. Fajnie też wyszło to przejście od kociej perspektywy do marzenia o domu z ogrodem. Miłego tygodnia!
OdpowiedzUsuńAngelika
Coś w tym jest, że wieś wyciąga z kotów najbardziej pierwotne instynkty, a mały parapet po prostu idealnie stabilizuje kocie boczki;-) Cieszę się, że tekst Ci się spodobał i pozdrawiam serdecznie:-)
UsuńAni przez chwilę nie wątpiłem w Twe umiejętności Puszku. W końcu jesteś kotem! I myślę, że dobrze kombinujesz, że dom z ogrodem to fajna sprawa. I można w nim wybudować katio, taki ogrodzony siatką obszar, gdzie kot bezpiecznie może się wylegiwać na słońcu lub w cieniu kwiatów, ważne że na świeżym powietrzu, a jak mu się znudzi, to ma stamtąd wejście prosto do domu.
OdpowiedzUsuńHaha, nie powinnam była czytać tego komentarza na głos przy Puszku:-) Właśnie mruknął z uznaniem na wizję tego katio, uznał, że taki luksus po prostu i absolutnie mu się należy i zażądał dopisania go do planu budowy, co też natychmiast uczyniłam:-)
UsuńSuper się to czytało. Zapłakałabym się chyba, gdyby mój ulubieniec schował się przede mną pod łóżko. Może zapachy, które ze sobą przywieźliście, nie okazały się zbyt atrakcyjne dla Puszka ...no i obce.
OdpowiedzUsuńWszystko dobre, co się dobrze kończy.
Przekażę siostrze, bo to ona spisała tę Puszkową opowieść:-)
UsuńPuszek po prostu zobaczył... transporter, a kocia intuicja od razu podpowiedziała mu co się święci:-)
Piękne zdjęcia kwiatów, a koteczki - prawdziwe spodziki!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Pozdrawiam serdecznie!
UsuńDobrze, że przeczytałam tekst, bo gdybym tylko obejrzała sobie zdjęcia, to pomyślałabym, że Puszek nic nie robił na tych swoich wakacjach życia, tylko leżał i pachniał! ;)
OdpowiedzUsuńAleż śpiący słodziak na tym parapecie! Jak on z niego nie spadł, to ja naprawdę nie wiem! Jeszcze jedna kocia sztuczka, o której człowiek nie ma pojęcia. Albo po prostu supermoc :)
PS
Przeczytałam najnowszy wpis i rozumiem, dlaczego wyłączyłaś komentarze. Ściskam.
Mam nadzieję, że umilasz sobie ten trudny okres w roku i nie dajesz się październikowej szarudze.
Genialnie piszesz Puszku:-)
OdpowiedzUsuńFajny jesteś.
OdpowiedzUsuń