To był jeden z tych dni, które pachniały obietnicą. Mirabelka nie wiedziała dlaczego, ale sukienka wybrała się sama. Ta na jedno ramię. Ta, którą wiatr lubił najbardziej.
Leon zaparkował pod jej domem czerwonym kabrioletem. Miał na sobie okulary przeciwsłoneczne i uśmiech, który można było rozpiąć jak koszulę.
-Wsiadasz?-zapytał. Mirabelka wsiadła bez pytania dokąd jadą. Z Leonem to nie miało znaczenia. Wiatr wślizgiwał się pod sukienkę, bawił się ramiączkiem, próbował podejrzeć to, co ukryte.
-On jest bezwstydny!- powiedziała, łapiąc materiał.
-Ma moje pozwolenie- Leon uśmiechnął się, skręcając w drogę donikąd. Jechali przez łąki, przez zapach mięty i żniw. Przez muzykę z radia, która brzmiała jak preludium do czegoś znacznie bardziej rytmicznego.
Mirabelka wyciągnęła ręce w górę. Leon zwolnił. Zatrzymał się w miejscu, gdzie droga przestawała być drogą.
-Coś ci pokażę- powiedział, sięgając po skrzynkę ukrytą w bagażniku. Koc. Koszyk. Termos z kawą i... czekolada.
-Nie wierzę! Romantyk w kabriolecie?
-Sprawdź, co jeszcze ukrywam- szepnął, zerkając znacząco na kieszeń w swojej marynarce. Nie wiadomo co w niej było. Ale sposób w jaki to powiedział...
Leon wyjął z koszyka truskawki.
-Przewidziałeś wszystko?
-Nie.
-A czego nie przewidziałeś?
Uśmiechnął się. -Ciebie w tej sukience.
Usiedli na kocu. Kawa parowała między nimi. Ale to nie ona rozgrzewała najbardziej. Wiatr robił bałagan w uczesaniu i w głowach. Mirabelka zaśmiała się, gdy Leon zdjął jej sandałek i pocałował w miejsce, które dotąd zasłaniał.
-Masz szczęście, że lubię zuchwałość.
-Mam więcej niż szczęście- odpowiedział, całując wyżej.
Nie wszystko, co wieje ci w twarz, to przeciwności losu.
Czasem to zaproszenie do jazdy bez hamulców.
/Puszek 🐾/
Puszkiem zapisane, pikantnie podane...
*ilustracja AI;

Przeurocza historia ;) Tak letnia i przyjemna! A u nas dalej upały, więc w grę wchodzi tylko wyjście późnym wieczorem...
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam :))
Przy takiej pogodzie nocne spacery to najlepsza opcja. Takie późne wyjścia mają swój urok:-)
UsuńPozdrawiam cieplutko!
No to opowiem Ci o "romantycznym" spacerze wczoraj wieczorem :D
UsuńPoszliśmy dawno nie uczęszczaną trasą, myśleliśmy że nie mamy zasięgu... oczywiście pokręciliśmy drogę. A tymczasem... okazało się, że nieopatrznie mieliśmy wyłączony internet w telefonie hahaha
Na szczęście wróciliśmy szczęśliwie do domu na smaczną kolację! ;)
Haha, niezła przygoda! Technologia zrobiła Wam psikusa, ale za to macie co wspominać🙂 Takie błądzenie też ma swój urok😉Najważniejsze, że finał był smaczny😋
UsuńNieoczekiwana podróż z zapowiedzią niespodzianki to najlepsza przygoda. I nawet nie trzeba jechać nigdzie daleko, tuż za miastem, za wsią, na brzegu lasu, na łące, nad brzegiem rzeki...
OdpowiedzUsuńO tak, najwspanialsze niespodzianki czekają często tuż za rogiem, wystarczy tylko zmienić perspektywę i otworzyć oczy na to, co blisko. Czasem nawet ogródek działkowy w środku miasta staje się taką magiczną oazą.
UsuńPiekne i romantyczne, tak drzewiej nie było ale mi się podoba, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńCzasy się zmieniają, ale potrzeba piękna i romantyzmu pozostaje.
UsuńPozdrawiam cieplutko.
Taaak... Miłość... romantyzm... Fajnie. Tylko nie w moim życiu...
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej romantyzm nie rozleje Ci się po mieszkaniu😉
UsuńMizerna to pociecha.
UsuńFakt, mizerna... Pocieszycielka ze mnie na poziomie ciastka z wróżbą.
UsuńPerfekcyjnie przygotowane, ale co było w kieszeni marynarki?
OdpowiedzUsuńLeon też by chciał to wiedzieć. Może... klucz do dalszej części opowieści;-)
UsuńTeż mnie ta niespodzianka kieszonkowa intryguje.
OdpowiedzUsuńNa razie to słodka tajemnica, taki as w... kieszeni;-)
UsuńCzekamy na rozwiązanie zagadek i ciąg dalszy historii!
OdpowiedzUsuńObiecuję, że w kolejnej części emocji nie zabraknie;-)
UsuńAleż romantycznie się zaczęło..
OdpowiedzUsuń:-)
Bo prawdziwe motyle w brzuchu potrzebują dobrego wstępu;-)
UsuńPuszek doskonale to podsumował. Nic nie dodam do tej romantycznej treści:)))
OdpowiedzUsuńPuszek to ekspert od romantyzmu;-) Mruknął w odpowiednim momencie i skradł całe show:-)
UsuńJaka piękna, romantyczna historia!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Puszek twierdzi, że to głównie jego zasługa;-)
UsuńZasyłam serdeczności.
Ale tu czuć lato – kabriolet, wiatr, truskawki i piknik gdzieś na końcu drogi. Mirabelka zdecydowanie trafiła z wyborem sukienki, chociaż chyba nie przewidziała, jak ważną rolę odegra w tej historii. Bardzo lekki, flirtujący klimat! Miłego dnia!
OdpowiedzUsuńAngelika
Cieszę się, że letni, lekki klimat tak mocno bije z tej historii. Dzięki piękne za tak trafny komentarz.
UsuńPozdrawiam cieplutko!
O, nieznane może być nawet w kieszeni :-)
OdpowiedzUsuńCzerwony kabriolet - miałam okazję takim jechać. Wiatr we włosach :-)))
Piękne wspomnienie... Czerwony kabriolet i wiatr we włosach to esencja lata:-)
Usuńmiałam ci ja raz na wyjeździe szaleństwa kabrioletowe...na La Palmie. cudne to było.
OdpowiedzUsuńMirabelka zmieniła image.
O, w takich okolicznościach przyrody to musiało być szaleństwo! Ja jechałam takim cabrio z lat 50-tych na Kubie, do Havany. Skończyło się rozkładaniem dachu w połowie drogi, bo rozbolała mnie głowa, ale wspomnienia i tak są bezcenne:-)))
UsuńPogodna i zmysłowa historia :)
OdpowiedzUsuńLubię czytać u Ciebie o Mirabelce i Leonie
Przyjemność po mojej stronie!
UsuńBardzo fajnie piszesz o ich miłosnych perypetiach. :) Naprawdę masz talent i wyczucie - bo niekiedy tego typu teksty to zwykła żenada... A u Ciebie wszystko fajne i figlarne, bez głupich porównań czy wręcz wulgaryzmów. Lubię Twoje historie.
OdpowiedzUsuńI właśnie o to mi chodzi:-) To nie mają być Harlequiny, ani '50 twarzy Greya', tylko subtelne 'bajki z pieprzykiem', z flirtem, niedopowiedzeniami, narastającym napięciem między bohaterami i... polem dla Waszej wyobraźni. Dziękuję bardzo i cieszę się, że to doceniasz:-) I oczywiście zapraszam na kolejne przygody Mirabelki i Leona:-)
UsuńJakże ja lubię te opowieści o Mirabelce i Leonie. Potrafisz przepiękne opisać każde ich spotkanie. Budujesz nastrojowy klimat pełen delikatnej, zmysłowej namiętności, która rozpala wyobraźnię i przyspiesza bicie serca.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło i życzę Ci wszystkiego dobrego na weekend:)
Czyli Mirabelka i Leon potrafią czarować nie tylko siebie nawzajem, ale i moich czytelników, co bardzo mnie cieszy:-)
UsuńZasyłam pozdrowienia i życzenia miłego weekendu:-)
Cudowna historia. I ten wiatr bezwstydny, łobuz...😉😘
OdpowiedzUsuńNiezły z niego prowodyr...😉
Usuń