Słońce muskające twarz, delikatny wiatr od morza i uliczki jak z obrazu. Tak pamiętam Villajoyosę-nadmorskie miasteczko w Hiszpanii.
I kolorowe domki jeden przy drugim w odcieniach cytryny, błękitu, pomarańczy...
Przeszliśmy wąskim Puente Antiguo. Mostem, łączącym nową i starą część Villajoyosy. Z jednej strony widok na migoczące w słońcu morze. Z drugiej na barwne domki ustawione w idealnej kolejności dla przyjemności oka.
Most wprowadził nas wprost w sieć wąskich uliczek starego miasta pełną historii, kwiatów w donicach i uroku.
Kolorowe fasady kamieniczek lśniły w słońcu,
a kamienne uliczki prowadziły to w górę, to w dół.
Znaleźliśmy zakątek pełen spokoju. Ławkę przy fontannie, w cieniu drzew. Było niemal upalnie więc chłodna mgiełka wody i szum liści dały prawdziwe wytchnienie.
Usiedliśmy tam na chwilę, chłonąc atmosferę miasta. Wtedy przybiegł do nas kot. Ciekawski i mruczący, jakby chciał podzielić się z nami swoim miejscem na ziemi.
To był idealny odpoczynek przed dalszą wędrówką na plażę.
W małej kawiarni nad brzegiem morza zamówiliśmy kawę, lekki deser i po lampce cavy.
Siedzieliśmy tam, patrząc na fale, ciesząc się ciepłem słońca na skórze i psotnym wiatrem we włosach. Cofnęliśmy się w czasie, do roku 1538...
Od strony morza nadpływali Maurowie, od lat pustoszący wybrzeża Lewantu. Villajoyosa była bezbronna. Nie miała floty, ani wojska. Mieszkańcy, którzy mieli tylko wiarę i gorące serca zaczęli się modlić do świętej Marty.
Według legendy tej samej nocy nad morzem ukazała się postać kobiety w jasnych szatach. Fale podniosły się, zatapiając statki Maurów. Miasteczko ocalało, a święta Marta od tamtego dnia jest jego patronką.
Obecnie to wydarzenie upamiętnia święto Moros y Cristianos- historia opowiadana tańcem, światłem i dźwiękiem.
I tam, w tamtym miejscu i czasie, poczuliśmy ogrom spokoju, radości i wzajemnej miłości.
Dni z kolorem i spokojem morza są najlepsze.
/Puszek 🐾/
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcia własne;












Niemal baśniowo. Kolorowo, przytulnie.
OdpowiedzUsuńPrzytulnie... To słowo bardzo pasuje do tego miasteczka:-)
UsuńJak wiele takie miasteczko straciloby na urodzie, gdyby te domki byly w nudnym typowym dla domkow kolorze, te kolory ozywiaja ulice, sa jak kwiaty, ktorych liscmi moga byc palmy.
OdpowiedzUsuńA historia lubi sie powtarzac, teraz tez Maurowie nadplywaja i pustosza, moze juz niedlugo miasteczko przestanie byc takie urocze.
Tak, historia bywa nieprzewidywalna i lubi się powtarzać. Cała nadzieja w Świętej Marcie;-)
UsuńKlimatyczne miasteczko.Zwiedzałam je dzięki uprzejmości sąsiadów.Ich córka była żoną współwłasciciela fabryki czekolady Valor.Z pijalni czekolady też rozciąga się piękny widok na morze.
OdpowiedzUsuńNiecodziennie podziwia się morze popijając czekoladę:-) Czekolady Valor są pyszne, kupiliśmy spory zapas.
UsuńBardzo klimatyczne miasteczko. Podobają mi się te kolorowe domy, nadają temu miejscu bardzo indywidualny charakter. Oby świeta Marta dalej czuwała nad tym urokliwym miasteczkiem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Święta Marta chyba naprawdę ma tu swoje miejsce;-)
UsuńPozdrawiam cieplutko.
Te kolorowe domy to w Hiszpanii dość charakterystyczna nuta, taka sympatyczna.
OdpowiedzUsuńTe domy są jak hiszpańska kawa. Od razu poprawiają humor.
UsuńAch, uwielbiam takie kolorowe budynki, a nie wszystko tylko albo szare albo oszklone.
OdpowiedzUsuńSzarość i szkło nie mają tej magii.
UsuńAle opowieść, rozmarzyłam się i poczułam smak kawy z deserem, a do tego widok na morze... takie chwile warto wspominać!
OdpowiedzUsuńKawa, deser i widok na morze to recepta na przywołanie wiosny:-)
UsuńMiasto w sam raz jak dla mnie. Nie za duże, urokliwe, z miejscem do spacerów. Pewnie w sezonie jest duży tłok, ale to co widać na zdjęciach zaprasza do odwiedzin.
OdpowiedzUsuńWłaśnie za proporcje je polubiłam, jest takie w sam raz:-) Więcej ludzi w sezonie potwierdzi, że warto było tu przyjechać. Wtedy wystarczy skręcić w boczną uliczkę, by uciec przed tłumem.
UsuńMiasteczko cudowne, dziękuję za uświadomienie mi jak wiele jest pięknych miejsc na świecie. Zerknąłem też na ceremonie upamiętniające bitwę Maurów z Chrześcijanami - niesamowite ( https://www.youtube.com/watch?v=IJiUU4Ojjgk ) . To wszystko lokalna impreza mieszkańców...
OdpowiedzUsuńMiałam okazję dwa razy "brać udział" w tym święcie, ale nie w Villajoyosa tylko w Calpe. W 2021 roku ze względu na obostrzenia pandemiczne było mocno okrojone. Ale rok później odbyło się już w całej okazałości z obozowiskiem Maurów na plaży, pochodami, widowiskiem na Plaza Mayor. Było pięknie i... bardzo głośno.
Usuń:-) lubię Hiszpanię, a dzięki takim postom zatęskniłam...
OdpowiedzUsuńMoje posty wynikają właśnie z tęsknoty:-)
Usuńech chyba czas na powroty ;-)
UsuńHiszpania była moim topem przez lata...
I moim też:-) Nawet mieliśmy tam dom, w Calpe. Nadal bardzo lubię Hiszpanię ale ciągnie mnie w nowe miejsca. Chociaż teraz pojechałabym gdziekolwiek:-)
Usuńkolory jak po krasnalach /taki gatunek zabawnych grzybków/...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
A, to takie grzybki! A ja myślałam, że to halucypki:-)
Usuńtak też się je nazywa, chociaż nie do końca prawidłowo...
UsuńLudzie komplikują, a Puszek wie;-)
UsuńPuszki mają swoje zabawki, kiedyś o nich zamieniliśmy parę słów...
Usuńa kolory także widzą po swojemu i wcale bynajmniej nie narzekają...
co mają zobaczyć, to zobaczą na pewno, o usłyszeniu już nie wspomnę...
No ba, wiadomo, że Puszki mają swoją paletę barw i nawet własną mapę świata i widzą to, co dla nich ważne i tyle im wystarczy:-) A słuch? No cóż... mają wybiórczy ale zawsze słyszą otwierającą się lodówkę i myśli o wyjęciu sprężynki z szuflady;-)
UsuńJeśli nie m zbytniego natłoku turystów, to może być przyjemnie
OdpowiedzUsuńNie wiem jak jest w sezonie, ale poza jest luz-blus;-)
UsuńKlimatycznie, przepięknie. Chciałoby się tam być...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
To miejsce przyciąga jak magnes. Pozdrawiam cieplutko:-)
UsuńAs you know, I am also a cat lover, so seeing the cat made me smile! Your photos are beautiful, lovely colours, architecture and views!
OdpowiedzUsuńThat makes me so happy! The cat completely stole the moment.
UsuńLubię takie kolorowe klimaty. Kojarzą mi się mocno z wakacjami, czyli z relaksem, spokojem i wytchnieniem. Piękne miejsce!
OdpowiedzUsuńTak, to miejsce smakuje spokojem:-)
UsuńBeautifully colored houses.
OdpowiedzUsuńThey make the street smile.
UsuńPiękne miasteczko :) I to, że mogliście zanurzyć się w jego atmosferze i podziwiać domy, morze, widoki ....
OdpowiedzUsuńPobyt tam bardzo dobrze nam zrobił:-)
UsuńAleż tam cudnie i kolorowo.
OdpowiedzUsuńTak, to prawda!
UsuńPiękne miasteczko, te kolorowe kamieniczki w ostrym śródziemnomorskim świetle wyglądają cudnie. Ja właśnie robię przymiarkę do podobnych klimatów, ale u mnie będzie to wyglądało trochę inaczej. Dla Ciebie 🫶🫶😘i głaski dla Puszka!
OdpowiedzUsuńDziękujemy bardzo, odwzajemniamy z całego serca i czekamy na notkę🫶😘🫶😘🐾
UsuńI ja tam byłam w styczniu br. Przepiękne miasteczko!!!
OdpowiedzUsuńO, jak miło:-)
UsuńPiękne i kolorowe miasto. Musze się tam wybrać. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńGorąco polecam!
UsuńPozdrawiam.
Oj oj strasznie mnie zachęciłaś. Pozdrawiam
UsuńBardzo się cieszę:-)
UsuńCudowne widoki :)
OdpowiedzUsuńPiękne i uzależniające:-)
UsuńCzytając Twoją opowieść o Hiszpanii, aż poczułam słońce, południowy klimat i sama zatęskniłam… Ale za Grecją. Za jej światłem, zapachem morza i tymi biało-niebieskimi domkami, które wyglądają jak wyjęte z pocztówki. Twoje wspomnienia pięknie obudziły moje własne, dawno schowane...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie coraz dłuźszym dniem
Hiszpania przywołała Grecję, Grecja przywołuje inne słońce. Światło południa ma wspólny język.
UsuńPozdrawiam wiosennie.
Hejka :) Mam pytanie. Czy obserwujesz mojego bloga? Bo nie mogę CIę znaleźć w obserwowanych a obserwowanie mojego bloga jest wymogiem wzięcia udziału w konkursie :)
OdpowiedzUsuńOdpowiedziałam u Ciebie:-)
UsuńTo ja odpowiem u Ciebie! Znalazłam :)
UsuńDziękuję za odpowiedź i życzę powodzenia w konkursie <3
Super! Dziękuję:-)
UsuńJakie kolorowe kamienice i urokliwe zakątki! Chętnie bym tam się teraz przeniosła. Dobrze jest w trudnych chwilach mieć do kogo się zwrócić. Jak podają legendy, świętych ludzi morze się słucha. Przyjemnej końcówki lutego, pozdrawiam. 🤗🫶
OdpowiedzUsuńMiasteczko kusi, oj kusi kolorami i atmosferą🙂
UsuńDobrze gdy mamy kogoś, kto nas wysłucha nawet jeśli to tylko szum fal... Pięknie dziękuję i wzajemnie🫶😊
Jaki cudowny post. Słońce muskające twarz, delikatny wiatr od morza i uliczki jak z obrazu. Piękna przyroda, niezapomniane krajobrazy, wspaniałe kwiaty to balsam dla duszy i ciała.
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam:)
Dziękuję i pozdrawiam równie serdecznie!
UsuńCosta Blanca a tu takie tęczowe miasteczko. Villajoyosa jest wyjątkowa. Marzę o powrocie. Tam nawet w najbardziej ponury dzień robi się cieplej na sercu.
OdpowiedzUsuńI ja marzę o powrocie tam. Uwielbiam to hiszpańskie wybrzeże.
UsuńUrzekające te domki, piękne kadry!
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńNiestety, nigdy nie odwiedziłam Hiszpanii i to jedno z moich marzeń. Kraje śródziemnomorskie maja naprawdę specyficzny klimat (mowie nie tylko o aurze, której naprawdę im zazdroszczę!), a ludzie więcej powodów do radości, niż my tutaj...
OdpowiedzUsuńWspaniale zdjęcia, ale najbardziej ujął mnie ten koteczek!!!!!
Pozdrawiam serdecznie :)
To ja Ci życzę jak najszybszego spełnienia marzenia o podróży do Hiszpanii😀 I mocno trzymam za to kciuki🤞
UsuńA koteczki zawsze kradną show🙂 Pozdrawiam cieplutko!