poniedziałek, 27 października 2025

25/2025. Opowieść o naszej sypialni

 

  W naszą sypialnię wtula się wieczór. Wchodzi cicho i otula wszystko blaskiem girland, oplatających wezgłowie łóżka. Ich światło  uspokaja, a jasność pieści powieki przed snem.

  Białe ściany nie są puste. Są jak czysta kartka, na której światło rysuje poranne opowieści. Miękka beżowa narzuta, kusi  obietnicą spokoju. Niebiesko-białe firany poruszają się delikatnie, chroniąc sny. Pod stopami dywan koi zmęczone kroki.

  Wszystko jest tu po coś. Na nocnym stoliku pali się świeca. Pachnie wanilią i watą cukrową. Jej płomień tańczy spokojnie, a w tle płynie muzyka.

  Gdy przed snem zamykam oczy, wypełnia mnie wdzięczność. Za to, że mam dokąd wracać i za to, że jest ktoś obok.

  Poranki są równie miłe. Leniwe i domowe. Kawa w ulubionej filiżance smakuje wtedy najlepiej. Śniadanie w pościeli. Chrupiąca bułka, domowa konfitura, plasterek sera i może jeszcze jajko na miękko. I Puszek, który układa się na naszych stopach, jak strażnik, strzegący tej chwili.

  Ten pokój nie ma wielu kolorów, a jednak jest w nim to wszystko, czego potrzebujemy. 

   To nasza sypialnia i nasza przestrzeń do kochania życia po swojemu.


Najlepiej śpi się tam,

gdzie pachnie człowiekiem i kawą.

/Puszek 🐾/


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcie własne;

czwartek, 23 października 2025

3. Z Puszkiem o podróżach: Ani/Turcja

 

  Było upalne sierpniowe popołudnie kiedy stanęłyśmy z Siostrą przed Bramą Arslana, prowadzącą do Ani – stolicy Królestwa Armenii, zwanej 'miastem 1001 kościołów'. Dziś cichej i bezludnej, zapomnianej przez czas. I pomyśleć, że przed wiekami tętniło tu życie, biły dzwony, kwitł handel, ludzie modlili się i śmiali.

  Po przekroczeniu bramy znalazłyśmy się w świecie, w którym teraźniejszość splatała się z tysiącletnią historią. Miejscu, mającym w sobie zniewalającą melancholię i ciszę. Step lśnił jak miedź. Powietrze drgało od gorąca, a wiatr niósł echo dawnych modlitw.

  Szłyśmy powoli wśród ruin i kamieni, które miały ogromną moc. Widziałyśmy w nich ślady codziennego życia i rytuałów dawnej społeczności.

  Katedra, choć poraniona przez wieki, wciąż miała w sobie majestat. To prawdziwy klejnot. Monumentalna, a zarazem pełna lekkości. 

  Słońce przenikało przez dziury, malując na posadzce wzory niczym ślady modlitw, które nigdy nie wybrzmiały do końca.


  Ale Ani to nie tylko katedra. To całe kamienne miasto, rozsypane na płaskowyżu, jak rozdziały starej księgi.

  Kościół Odkupiciela rozcięty na pół przez piorun... Milczący świadek dawnych czasów. 

  Kościół św. Grzegorza z freskami, które przetrwały wieki i wciąż opowiadały historie świętych choć kolory dawno wyblakły.



  Stojący nieopodal meczet o surowych, odbijających światło murach robił wrażenie ascetycznym majestatem, ciszą i spokojem.



  Pozostałości zoroastriańskiej Świątyni Ognia były niemal niewidoczne wśród kamieni. 

  A jednak czułyśmy tę pradawną energię, jakby ogień nigdy nie zgasł, lecz tlił się w ciszy ruin.

  Zniszczony przez czas i trzęsienia ziemi klasztor św. Rypsymy stał samotnie i tęsknie spoglądał w nurt rzeki Achurian, strzegąc tajemnic minionych pokoleń.

  Zawalony most nad wodami rzeki był jak milcząca brama do przeszłości. Kamienie połyskiwały w słońcu, a fragmenty filarów przypominały, że kiedyś łączył brzegi miasta i był ważną częścią codziennego życia mieszkańców. 

  Dziś jest symbolem, że nawet potężne rzeczy mogą runąć, pozostawiając jedynie ślad w pamięci.

  Szłyśmy między kamiennymi ścianami. Każdy kamień zdawał się pamiętać, a każdy cień mówić. Mury miejskie ciągnęły się niemal w nieskończoność, a ruiny pałacu królewskiego opowiadały o dawnym splendorze Ani.



  Zatrzymałyśmy się przy murze, z którego widać było rzekę Achurian, dzisiaj granicę dwóch światów: Turcji i Armenii.

  Czułyśmy bogactwo tego miejsca, jego różnorodność, duchowość i pustkę... Wiatr niósł zapach suchej trawy, pyłu i historii.

  Stałyśmy tam, między ruinami i niebem. I wiedziałyśmy. Ani nie umarło. Ani śni. Ani wciąż żyje w kamieniach, w wietrze, w tysiącu opowieści...



Stare miasto pachnie historią,

a ja mruczę w rytmie wieków.

/Puszek 🐾/


Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...

*zdjęcia własne;

poniedziałek, 20 października 2025

4. Z Puszkiem o książce: Diane Holuigue, 'Księga smaków Prowansji'

 

  Tak, to jest książka kucharska. Ale nie tylko. To również podróż gdyż każdy przepis jest tutaj wyprawą. Do Doliny Rodanu, na Lazurowe Wybrzeże, do podnóża Alp... To przewodnik po świecie smaków, zapachów i aromatów Prowansji.

  Strony pachną ziołami, soczystymi pomidorami, oliwkami i czosnkiem. Przywołują obrazy winnic, lawendowych pól i kamiennych domów ogrzanych słońcem.

  Diane Holuigue prowadzi czytelnika krok po kroku, wprowadzając go w świat prostych, a jednocześnie wykwintnych smaków południowej Francji. Przepisy nie są skomplikowane i pełne osobistego uroku autorki. Dania mają w sobie aromat Prowansji, ślad południowego słońca, zapach świeżych ziół i delikatny szelest papieru pergaminowego pod palcami.

  Kozi ser z pomidorami na cieście francuskim,

zupa czosnkowa z grzankami z tapenadą z czarnych oliwek,

morele w cieście

i każdy inny przepis opowiada historię o cieple, codzienności i małych radościach życia sprawiając, że gotowanie staje się pełną smaków podróżą, która przenosi prosto do słonecznej Prowansji.


  Bon appétit!


Jeśli w kuchni pachnie lawendą, a w sercu masz słońce,

to jesteś w Prowansji, chociaż jesteś w Krakowie.

/Puszek 🐾/


Puszkiem zapisane, lekko podane...

*zdjęcia własne;