Miałam sen, który w odróżnieniu od wielu innych nie rozpłynął się po przebudzeniu między nocą, a porankiem. Przysiadł na łóżku tak, jak Puszek przysiada o świcie na parapecie.
Śniłam o przyjęciu. Dziwnym przyjęciu. W sali balowej zobaczyłam ludzi, których znałam. Każda twarz miała imię, swoją historię i miejsce w mojej pamięci. Dziadkowie, ciotki, wujowie, kuzyni...
W miarę przebywania tam, docierało do mnie, że... oni wszyscy już nie żyją. Miejsce, które kojarzy się się z radością i zabawą, stało się miejscem spotkania z nieobecnością. Byli tam ci, którzy odeszli niedawno, ale też ci, których pożegnałam wiele lat temu. Krewni z różnych rozdziałów mojego życia, z różnych zakątków rodzinnej opowieści. A jednak tej nocy wszyscy spotkali się w tym jednym miejscu. Nie wiem, czy mnie witali... Czy może dziwili się dlaczego przyszłam na ich bal? Nikt mnie nie wołał, nie zatrzymywał i nie powiedział ani słowa, ale sama świadomość ich obecności wystarczyła, żebym czuła ogromny niepokój.
Zdziwiłam się, że nie było wśród nich mojego Taty. Tym razem nie pozwolił się umieścić w tej sali ze snu. Pewnie nie miał ochoty na zabawę. A może jest zbyt blisko? Przecież jest nie tylko wspomnieniem, ale częścią mnie samej.
Pamiętam kolory. Wszyscy byli szarzy. Przykryci mgłą wspomnień, które zostały po drugiej stronie czasu. A ja miałam na sobie niebieską suknię. Stałam pośród nich w kolorze nieba i wody, w kolorze przestrzeni, która jeszcze przede mną.
Obudziłam się przestraszona, ale i pełna zadumy. W ostatnich latach przeżyłam stratę Taty i ciężką chorobę Męża. Wciąż zmagam się z własną chorobą i skutkami ubocznymi leczenia. Wciąż gdzieś pod skórą towarzyszy mi nieustanna niepewność i lęk o jutro... Może dlatego mój mózg sięga nocą po obrazy tych, którzy kiedyś byli częścią mojego świata. Może ten sen nie miał na celu mnie wystraszyć. Może po prostu przypomniał o tych, którzy byli ważni. O śladach jakie zostawili. O tym, że chociaż odeszli, to miłość i pamięć wciąż trwają. O tym, że nadal należę do świata, w którym wschodzi słońce.
Puszek rano długo wpatrywał się we mnie swoimi cytrynowymi oczami. Sprawdzał, czy na pewno wróciłam z tej nocnej imprezy i jestem w stanie napełnić jego miseczkę ulubionymi smaczkami. Po tej wędrówce przez krainę cieni naprawdę potrzebowałam jego obecności. Tego miękkiego futerka, ciepłego mruczenia i łap mocno trzymających mnie po tej stronie świata.
A może on wie więcej, niż mi się wydaje?
Nie jest ważne kto był w tej sali.
Najważniejsze, kto znalazł z niej drogę powrotną.
/Puszek🐾 /
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*ilustracja AI;

Och, po takim nietypowym śnie też bym się z początku wystraszyła! Z drugiej strony masz rację, że nasi bliscy ciągle są przecież w naszych sercach i pamięci, a podświadomość tworzy przeróżne obrazy, na które nie mamy wpływu.
OdpowiedzUsuńPuszek jest bardzo mądrym kotkiem i coś mi się wydaje, że on dobrze wie co robi :) Koty są niesamowicie wrażliwe i potrafią wyczuć nasze emocje. Kotka naszych przyjaciół nieraz tak mi się uważnie przygląda, przygląda... aż nagle wskakuje na kolana i się przytula :D
Moja podświadomość rzeczywiście zaszalała, bo sen był bardzo intensywny. Jednak Puszek spisał się na medal i szybko mnie uspokoił:-) Koty naprawdę mają niesamowitą intuicję, ale najpierw muszą człowieka dokładnie przeanalizować zanim obdarzą go zaufaniem:-)
UsuńZ doświadczenia mogę powiedzieć, że myśli i lęki o śmierci triggerują ten motyw w snach - podświadomość to wypluwa bez względu na to, czy świadomość chce czy nie. Może to stąd.
OdpowiedzUsuńNa pewno coś w tym jest. Często nam się wydaje, że jeśli o czymś nie myślimy, to temat nie istnieje. Tymczasem tłumione lęki wracają w nocy w formie metafor lub bardzo dosłownych obrazów. Sen staje się wtedy takim zaworem bezpieczeństwa dla psychiki, która próbuje przepracować trudne emocje. Często snię w takim klimacie. Co ciekawe, w przeciwieństwie do innych snów, te o śmierci pamiętam bardzo dokładnie i długo po przebudzeniu. Nawet zapisuję je w notesie.
Usuń...no i niektóre leki też potrafią wpływać na to, co nam się śni.
UsuńSądzę, że pamiętasz je tak dokładnie z tego samego powodu, z którego ja pamiętam sny o pijackich awanturach mojego ojca. To są dla naszych mózgów bardzo silne tematy, więc - pamiętają...
O tak! Gdy brałam duloksetynę miałam tak odjechane sny, że coś niesamowitego:-)
UsuńW moim przypadku to tęsknota tak silna, że chce mi się wyć...
Z ciemności nocy przychodzą do nas sny,
OdpowiedzUsuńchcą wkroczyć w jasność naszych dni,
w spojrzeniu naszych oczu nabierają barw,
choć życie w nich toczy się według innych praw.
I w tej inności tkwi cała magia... Przepiękne!
UsuńSny... tajemnicza sprawa. Nie sądzę, żeby Twój sen miał Cię wystraszyć. Skoro pojawili się w nim Twoi zmarli, to chyba znaczy, że o nich wciąż pamiętasz, nie wyrugowałaś ich ze swojej pamięci. A Tata, jeśli zmarł nie tak dawno, jeszcze się w Twoich snach jako zmarły nie zadomowił. Z osobistego doświadczenia mogę powiedzieć, że zmiany z prawdziwego życia (śmierć kogoś bliskiego, przeprowadzka, zmiana pracy) pojawiają się w snach dopiero po dłuższym czasie.
OdpowiedzUsuńJesienią miną 4 lata od śmierci Taty. Nie wiem, czy to dużo... Czasem wydaje mi się, że minęły już całe wieki, czasem mam wrażenie, że rozmawiałam z nim zaledwie wczoraj... Wcześniej śnił mi się bardzo często, od jakiegoś czasu nie śni mi się wcale. Brakuje mi tych snów z nim. A odkąd wyśniłam jego śmierć przykładam do snów dużą wagę. Być może nawet zbyt dużą.
UsuńTo chyba sprawa indywidualna, jaki upływ czasu jest dla kogoś duży. Zależy też od więzi emocjonalnej. Wiele razy w moich snach pojawiały się osoby zmarłe jako wciąż żyjące. Myślę, że to prosty proces psychologiczny, gdy nie mogłam się pogodzić z ich śmiercią, nie mogłam emocjonalnie tego zaakceptować.
UsuńZ całą pewnością mogę powiedzieć, że jeszcze nie pogodziłam się z jego śmiercią, a czas nie przyzwyczaił ani do bólu, ani nie zmniejszył tęsknoty... Moja więź z tatą była bardzo silna, byłam córusią tatusia i to na pewno utrudnia cały ten proces.
UsuńJeśli masz ochotę przeczytać coś więcej to zapraszam:-)
https://puszkiem-pisane.blogspot.com/2025/11/31-opowiesc-o-moim-tacie.html?m=1
https://puszkiem-pisane.blogspot.com/2026/01/42026-opowiesc-o-snie.html?m=1
Dziękuję, przeczytałam oba wzruszające teksty, wspomnienia... Myślę, że takiej więzi śmierć nie kończy. Ona trwa, tylko jakby inaczej.
UsuńO swoim tacie mogłabym również dużo pisać, ale nie wiem, czy jestem gotowa, czasem pojawia się, gdy piszę ze wspomnień o innych sprawach. W bardzo podobnych okolicznościach zmarł, jak Twój: poszedł do pasieki i przewrócił się przy ulach, przy pszczołach, które kochał i hodował całe życie.
To niesamowite i jednocześnie poruszające, jak bliskie są nasze historie. Myślę, że Twój tato odszedł otulony naturą i swoją pasją:-) I tak, ta więź trwa „tylko jakby inaczej”...
UsuńDziękuję, że podzieliłaś się ze mną tak osobistym wspomnieniem.
Trochę przerażający sen. Mi czasami śni się śmierć bliskich, którzy jeszcze żyją. Mama zawsze mi mówiła, że to oznacza, że długo będą żyć. I tą myślą się pocieszam.
OdpowiedzUsuńTak, w pierwszej chwili przerażający. Ale skłaniam się ku jego optymistycznemu znaczeniu.
UsuńMieliśmy w domu rodzinnym sennik i jako dziecko lubiłam do niego sięgać, aby sprawdzić, co też mówi na temat moich snów. Z czasem wydoroślałam i przestałam wierzyć, że w każdym moim śnie kryje się drugie dno. Zresztą, jestem prostym człowiekiem i moje sny również to odzwierciedlały – najczęściej były odbiciem moich najskrytszych pragnień i obaw. Tych ostatnich nigdy nie lubiłam, bo, podobnie jak Twój Bal Wszystkich Świętych, wprawiały mnie w niekomfortowy stan, a po wybudzeniu długo pozostawałam w tym dziwnym zawieszeniu: gdzieś między oniryzmem a rzeczywistością.
OdpowiedzUsuńTwój sen można wielorako zinterpretować. Wybieram optymistyczną wersję: Twój ukochany Tata jest codziennie przy Tobie, czuwa nad swoim oczkiem w głowie, a uczestnicy Balu Wszystkich Świętych to delikatne memento mori – przypomnienie, aby korzystać z życia, bo kiedyś wszyscy dołączymy do nich. Spersonalizowane zaproszenie przyjdzie dla każdego z nas. Czy tego chcemy czy nie.
Widzisz, byłam córusią Tatusia więc Twoja interpretacja z Tatą, który czuwa nade mną jako swoim oczkiem w głowie, ogromnie mnie poruszyła i właśnie tej wersji będę się trzymać. Kiedyś śnił mi się bardzo często, a od pewnego czasu wcale. Brakuje mi tych snów bardzo...
UsuńHaha, moja mama ma w domu trzy senniki! Kiedyś często sprawdzała w nich znaczenia, a teraz zagląda tam coraz rzadziej, bo... coraz częściej nie pamięta swoich snów:-) Może to i lepiej, jeśli te interpretacje miałyby ją straszyć?
Masz rację, wszyscy prędzej czy później dostaniemy zaproszenie na bal po drugiej stronie więc memento mori powinno nas motywować do życia tu i teraz na pełnej petardzie.
Dziwny sen, ale od interpretacji zależy, jak go odebrać. Jestem za wersją optymistyczną.
OdpowiedzUsuńJa również.
UsuńCzasem podświadomość płata figle, tak naprawdę bardzo różnie można ten sen odebrać. Ja po śmierci Babci ciągle śniłam, że z nią rozmawiam i to było takie realne...
OdpowiedzUsuńSny potrafią być niesamowicie wieloznaczne.
UsuńMoże podświadomość pomaga nam w ten sposób przetworzyć tęsknotę..?
Niestety, czasem takie różne dziwy się nam śnią. I nie wiadomo, co o tym myśleć....
OdpowiedzUsuńSny są wielką tajemnicą. Trudno odgadnąć, co chce nam przekazać podświadomość...
UsuńSen nietypowy, ale skojarzył mi się z przesłaniem, że jeszcze nie nadszedł Twój czas, nie pasujesz do szarego i smutnego towarzystwa, jeszcze na wielu balach zatańczysz :-)
OdpowiedzUsuńBardzo, bardzo podoba mi się Twoja interpretacja:-) Dziękuję!
UsuńNie myśl magicznie, ten sen nie wieszczył niczego. W końcu to tylko sen. Ale wiesz, mnie by taki sen ucieszył. Chciałabym ujrzeć Ich wszystkich, którzy odeszli, a których kochałam. Jeśli nie da się na jawie, to chociaż we śnie... Tak też Kochanowski Orszulkę prosił o ukazanie się, choćby we śnie. Nie zobaczę moich zmarłych już nigdy, a tęsknię za nimi, niezależnie od tego, jak dawno zmarli.
OdpowiedzUsuńZatem życzę Ci takiego snu:-)
UsuńJak Kochanowski Orszulę, tak ja proszę tatę, żeby odwiedził mnie we śnie. Kiedyś śnił mi się bardzo często, a od jakiegoś czasu wcale i bardzo brakuje mi tych snów. Były jedynym „miejscem”, w którym mogłam się z nim spotkać i poczuć jego obecność.
Mam skłonność do magicznego myślenia i nie zawsze wychodzi mi to na dobre.
:-) sny sa niesamowite.
OdpowiedzUsuńsą nadal wielką tajemnicą naszego mózgu. Ty przepracowujesz straty i tęsknisz...
:-) moj mózg tak bardzo chce to wszystko przepracować, że zapomniał, że w nocy powien po prostu spać.
UsuńNiektórzy swoje sny interpretują według swojego sennika. Moi zmarli bliscy śnią mi się czasem na deszcz...
OdpowiedzUsuńA Ty, jak pięknie napisałaś- Należysz nadal do świata, w którym wschodzi słońce.
Pozdrawiam w upalny czwartek.
Ja wiem, że jak śnią mi się grzyby albo mięso, to dowiem się o czyjejś chorobie, a jak wypadające zęby- o śmierci. To obserwacje z wielu lat.
UsuńCałe szczęście, bo testy na unikanie słońca chyba bym oblała;-)
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.
Mózg cały czas pracuje, przenosi w pamięci z miejsca na miejsce, porządkuje, nawet jak śpimy, albo tym bardziej jak śpimy.
OdpowiedzUsuńTo po to, żeby nie było bałaganu w rzeczywistości, na jawie.
Każdy ma jakiś tam inny życiorys, ja to na przykład na pewno bym nie chciał spotkać niektórych osób z mojej rodziny, niektóre oczywiście tak.
Coś w tym jest chociaż wolałabym, żeby mój mózg w nocy jednak spał i dał sobie na wstrzymanie, bo na jawie mam już taki bałagan, że ta nocna 'defragmentacja dysku' dodatkowo mnie męczy.
UsuńWe śnie nasz mózg nie wie, które relacje były dobre, a które nie więc nie mamy wpływu na to, kto pojawi się we śnie.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNo tak, tyle, że mózg przenosi w czasie snu informacje z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej, a bez tego to ciężko z zapamiętywaniem czegoś na dłużej ;)
UsuńTak, we śnie mózg nie wie, które relacje były mniej, a które bardziej bolesne, bo te czujemy. On po prostu chyba sortuje informacje patrząc na to, które ważne, a które mniej ważne. Te bolesne często uznaje za ważne, bo wzbudziły taką silną reakcję.
Spotkanie z dużym pająkiem jest silniejszym przeżyciem, niż zbieranie aromatycznych jabłek. Z tym, że w pamięci prawdopodobnie dłużej pozostanie to z pająkiem, choć są wyjątki :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńCzyli mózg po prostu robi nocny remanent i wrzuca do szuflady to, co najbardziej nim wstrząsnęło.. Ewolucyjnie to genialne, ale w życiu chciałabym mieć opcję 'usuń pająka, zostaw jabłka';-)
UsuńNo tak, taka opcja byłaby niezła. :o)
UsuńDo pewnego stopnia można nad tym pracować, zmieniając kontekst emocjonalny do tego pająka, ale takiej bezpośredniej opcji to jeszcze nie ma. Z tym, że naukowcy pracują nad tym. Pewnie w przyszłości można będzie pewne obszary mózgu modyfikować, bo to kwestia technologii. Nie jest to już tak zupełnie abstrakcyjne.
Z tym, że to jak ze wszystkim. Dla niektórych manipulacja może oznaczać wolność, a dla innych jest oznaką na potencjalną próbę zniewolenia.
Ale myślę, że to jak z wieloma "wynalazkami", muszą być wykorzystane z sensem.
Możliwe, że jesteśmy blisko momentu, w którym granica między wyleczeniem, a przeprogramowaniem człowieka całkowicie się zatrze. Neurotechnologia lada moment może dać nam dostęp do kodu źródłowego naszego mózgu. Zamiast lat terapii dostaniemy suwak w ustawieniach systemowych i zaczniemy subskrybować pakiety odwagi albo... filtry na smutek. Narzędzie, które dla kogoś, np. z ciężką fobią będzie wybawieniem, w innych rękach może stać się algorytmem do usuwania niewygodnych poglądów czy wspomnień więc największym wyzwaniem nie będzie to, jak to zrobić, ale kto dostanie uprawnienia administratora. Zatem granica między wolnością od lęku a utratą kontroli nad własnym ja jest bardzo cienka. A, czy jeśli technologia pozwoliłaby nam bez wysiłku wymazać strach, to nie wymażemy przy okazji części naszej tożsamości? W końcu to, jak reagujemy na chaos świata, w dużej mierze nas definiuje. Wg mnie to prosta droga do zniewolenia, staniemy się biologicznymi robotami, które można dowolnie kalibrować.
UsuńMyślę, że to zależy jak na to spojrzeć.
UsuńWiększość nowych technologii niesie ze sobą pozytywne, jak i negatywne cechy.
Nie tak dawno w Ruandzie ludzie wyrżnęli ileś tam setek tysięcy innych ludzi, po części maczetami. Nie trzeba im było do tego specjalnej techniki.
Czy to komputery, czy energia jądrowa. Bez badań nad energią jądrową nie byłoby skanów komputerowych, tomografów, które to znowu pomagają w zdrowieniu.
Od tego są przepisy, żeby kontrolować nadużywanie. Niewolnicy istnieli oficjalnie jeszcze ze 150 lat temu. Nieoficjalnie istnieją do teraz.
Rozumiem, co masz na myśli, że istnieje obawa, że będzie można ludzi kontrolować, ale takie ryzyko jest zawsze.
Myślę, że warto koncentrować się na tym, jak zapobiegać temu, żeby coś źle wykorzystywano. Nie ma co dać się zwariować, bo i tak nad wieloma rzeczami nie mamy kontroli :)
Trzymaj się Puszka :) On dużo wie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Trzymam się go mocno.
UsuńCieplutko pozdrawiam:-)
Ciekawy sen... Niesamowite, jakie pojawiają się sceny podczas snu.
OdpowiedzUsuńSny bywają czasem naprawdę odjechane. Ciekawe skąd podświadomość bierze te pomysły.
UsuńCiekawe właśnie. Może to są ukryte w naszych głowach zdarzenia, wyobrażenia, marzenia, chęci, przeżycia itp które czasem się w tych snach pojawiają 🤔
UsuńPewnie wszystko po trochu... A w moim przypadku też trudne, nieprzepracowane jeszcze emocje i niepewność jutra.
UsuńNo, ale śniło mi się kiedyś, że byłam żoną Chalameta🤣 Lubię go, ale nie aż tak🤣
Przedziwny sen. Tak, najważniejsze, że znalazłaś drogę powrotną:)))
OdpowiedzUsuńKamień z serca. To był najtrudniejszy punkt programu;-)
UsuńWitaj Puszku
OdpowiedzUsuńSny... Czasem są dziwne, czasem miłe, czasem prorocze... Niezgłębiona jest ich tajemnica. Zawsze staram się je interpretować optymistycznie.
Pozdrawiam początkiem sierpnia
Witaj Ismeno,
UsuńTo wspaniałe podejście. Szukanie w nich optymizmu to świetny sposób na udany dzień po przebudzeniu, mrau!
Pozdrawiam w piękny gorący wieczór:-)
Oni byli już wspomnieniem, a ty byłaś w kolorach życia, to fajny sen. A z Tatą, no cóż, nie było go jeszcze we wspomnieniach...
OdpowiedzUsuńHmmm... tata pewnie znalazł jakiś ogród, pielęgnuje kwiaty i nie ma czasu na plątanie się po snach;-)
UsuńJest w tym śnie i niepokój i nostalgia, przynajmniej dla mnie, jako osoby postronnej czytającej opowieść o tym śnie. No i jak to ze snami bywa, jest to fascynujące. Rzadko mam doświadczenia snów zostawiających podobne emocje, właściwie w ogóle rzadko mi się coś śni. Było jednak kilka wyjątków. Czasem sen mnie wprowadzał w dobry nastrój lub smutek na pół dnia, mimo że błyskawicznie zatarł się w pamięci i właściwie nie wiedziałem skąd ten nastrój.
OdpowiedzUsuńRóżne rzeczy ludzie mówią o snach i ich przyczynach. Ja skłaniam się do hipotezy, że sny są odzwierciedleniem przeżyć, niepokojów, radości, jakie już miały miejsce w życiu śpiącego, a wyciągnięte zostały do marzeń sennych za sprawą czegoś, co przypomniało o minionych doświadczeniach. Stąd sny sprawdzają się lub nie, zupełnie jak z prognozą pogody :-) Pamiętam np. jak kiedyś przyśniły mi się numery totolotka i jak nigdy, pamiętałem je na tyle długo, by je zapisać po przebudzeniu. Zagrałem na nie i nic nie trafiłem :-)
O tak, wiem jak bardzo sny potrafią narzucić emocjonalny ton na resztę dnia, nawet gdy uciekną z pamięci I że działa to w obie strony. Historia z totolotkiem bardzo mnie rozbawiła:-) Szkoda, że liczby nie weszły, ale za to została świetna anegdota:-) Podświadomość lubi płatać figle.
UsuńKto wie? Może dzięki snom mamy połączenie z innym wymiarem? Tego nie wiemy na pewno, ale dobrze jest myśleć, że mamy opiekę swoich zmarłych bliskich. Jakkolwiek na to nie spojrzysz nadal należysz do świata, w ktôrym świeci słońce. To znaczy, że jest tu jeszcze sporo do zrobienia.
OdpowiedzUsuńUdanej niedzieli i kolejnego tygodnia. 🤗
To bardzo krzepiąca myśl z tymi alternatywnymi wymiarami i opieką. Jednak świat snów i tajemnic to jedno, ale to codzienne życie ma teraz największe znaczenie. Dlatego bierzmy się do roboty w tym naszym "słonecznym świecie"😊
UsuńFantastycznego, udanego tygodnia🤗
Nie jestem zdziwiona ani zaskoczona, że śniłaś o swoim Tatku i bliskich. Przypuszczam, że jest On codziennie w Twoich myślach. Nie tak dawno była też rocznica Jego odejścia. Myślę, że marzenia senne mają swoje podłoże w podświadomości, która w ciągu dnia rejestruje nasze pragnienia, lęki, myśli i obawy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam sierpniowo:)
Rocznica i codzienne myśli na pewno zrobiły swoje. Podświadomość po prostu przetwarza to, co noszę w sercu.
UsuńCieplutko pozdrawiam.
Wcale się nie dziwię, że sen zasiał w Tobie początkowo niepokój. Ale to pewnie skutek Twoich nagromadzonych bolesnych doświadczeń. Ściskam Cię ciepło ♥️
OdpowiedzUsuńCzasem zapominam, jak głęboko to we mnie siedzi, dopóki nie wróci w nocy. Odpozdrawiam cieplutko🥰
UsuńDo snów nie przywiązuję wielkiej wagi od kiedy stwierdziłam, że jeśli nie pojmuję przesłania to sobie nim głowy zawracać nie będę. Jeśli ktoś chce mi z Tamtej Strony coś przekazać, niech zrobi to zrozumiale dla mnie, bo nie będę sobie łamać głowy. Spotkania z Bliskimi, którzy odeszli są częste w snach i cieszą mnie, bardzo ich kocham i chcę, żeby o tym wiedzieli. Zapalam np. świeczkę z intencją rozjaśnienia, "podrzucenia" światła konkretnej osobie. Może Twoi Bliscy chcieli o sobie przypomnieć i poprosić w ten sposób o modlitwę, o światło, o dobre myśli?
OdpowiedzUsuńPrzytulam kochana ♥️😽
I to jest bardzo zdrowe podejście, Aniu🙂 Sądzę, że właśnie o to chodziło. O przypomnienie o sobie i chwilę pamięci. Jednak mogliby mówić prostszym językiem, bez zbędnych rebusów😉
UsuńŚciskam kochana 🫶❤️
♥️🙋♀️
UsuńTeż niedawno śnił mi się zmarły wujek, który powiedział mi, że wcale nie umarł. Chciałabybm, żeby to prawdą i istniało życie po śmierci...
OdpowiedzUsuńBez względu na to, co jest po drugiej stronie, Twój wujek miał świetne wejście.
Usuń