Kordoba przypomina nam starą, kunsztownie wykonaną szkatułkę, w której przez stulecia gromadzone były skarby - bogactwo kultur, sztuki, wierzeń i ludzkich historii. Jej wieko podnosi się z lekkim oporem. Pokrywają je przecież grube warstwy dziejów: rzymskie, arabskie, żydowskie i chrześcijańskie. Zaglądamy do środka i nie wiemy, na czym zatrzymać wzrok. Każdy skarb jest inny, każdy opowiada własną historię, a jednak wszystkie tworzą jedną całość. Ale nie był to świat harmonijnego współistnienia, a obok fascynującej wymiany wiedzy i kultury istniały również konflikty, nierówności i prześladowania.
Kiedy wreszcie ją otworzyliśmy, zobaczyliśmy największe klejnoty - Mezquitę, Puente Romano i Alkazar de los Reyes Cristianos.
To one najczęściej pojawiają się na fotografiach. To od nich wielu zaczyna i na nich kończy poznawanie miasta. Ta trójka dostanie swoją opowieść we właściwym czasie. My zajrzeliśmy głębiej i odkryliśmy kolejne, może nie tak spektakularne, ale również warte uwagi.
Spędziliśmy w Kordobie dziewięć absolutnie fascynujących dni. Niby sporo, a jednak wróciliśmy z poczuciem, że wiele skarbów wciąż jeszcze czeka na odkrycie. Codziennie poznawaliśmy Kordobę kawałek po kawałku. Wędrowaliśmy o różnych porach dnia i nocy, nieraz z planem, ale równie często bez celu. Wąskie uliczki, białe domy, patia tonące w kwiatach, dziedzińce skryte za ciężkimi bramami... Od czasu do czasu odpoczywaliśmy. Nie zawsze na ławce czy przy kawiarnianym stoliku. Częściej na jakimś murku lub schodach.
Bardzo często na przykład przy Mezquicie. Zamykaliśmy oczy, wsłuchiwaliśmy się w miasto i chłonęliśmy je wszystkimi zmysłami.
Pomagała nam w tym pogoda, chociaż niekoniecznie w taki sposób, jakiego byśmy sobie życzyli. Andaluzyjskie słońce dzień po dniu podnosiło słupek rtęci ponad czterdzieści stopni. Moje ulubione sandałki nie wytrzymały tych temperatur i ostatecznie wylądowały w koszu. A odkrywanie miasta pochłonęło mnie tak bardzo, że przez kilka dni nie wypiłam ani jednej kawy, co mój Mąż nazwał 'cudem w Kordobie'. Zaiste, to osiągnięcie godne jest własnego pomnika!
Uchylmy więc wieko i sprawdźmy jakie skarby kryją się w tej niezwykłej szkatułce...
San Basilio - dzielnica, w której mieliśmy naszą bazę (za drzwiami w głębi było nasze mieszkanie).
Stąd wyruszaliśmy na spotkania z miastem i tutaj wracaliśmy, często zmęczeni andaluzyjskim słońcem, które potrafiło być naprawdę bezlitosne.
Tutaj w ciasnych zaułkach, pośród bielonych ścian, za drzwiami domów odkryliśmy kwiatowe patia, z których słynie Kordoba.
Kolorowe donice, rośliny pnące się po ścianach, soczysta zieleń i kwiaty kontrastujące z bielą murów, szmer wody, cień i przyjemny chłód...
To część andaluzyjskiej tradycji, niezwykła umiejętność tworzenia piękna na niewielkiej przestrzeni i sposób radzenia sobie z upałem, która w San Basilio jest szczególnie żywa.
We wrześniu dostępne dla zwiedzających były nieliczne patia, ale podczas słynnego święta Patios de Córdoba otwierają się wszystkie prywatne dziedzińce.
Tradycja, troska i opieka nad patiami jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, a rzeźba 'El abuelo y el niño', gdzie dziadek podaje doniczkę z kwiatami, stojącemu na drabinie wnukowi bardzo fajnie ją obrazuje.
Wśród wąskich uliczek Juderii - dawnej dzielnicy żydowskiej -
ukrywa się malutka synagoga i pomnik Majmonidesa - wielkiego człowieka, którego myśli przetrwały znacznie dłużej niż świat, w którym żył.
Kordobańska synagoga należy do nielicznych, które zachowały się w Hiszpanii i pozwala zajrzeć w świat, który był ważną częścią średniowiecznej Kordoby.
To prawdziwy klejnot! Jest niewielka, ale przecież nie potrzeba monumentalnych rozmiarów, żeby poczuć wielkość sztuki i wyjątkowość miejsca. Jej wnętrze zachwyciło nas misternymi dekoracjami w stylu mudéjar, wykorzystującym islamskie wzory i techniki.
To spotkanie tak różnych tradycji na tak małej przestrzeni czynią ją po prostu niezwykłą.
Z synagogi ruszyliśmy na spotkanie z filozofem, lekarzem i wybitnym żydowskim myślicielem średniowiecza urodzonym w Kordobie - Majmonidesem. Nie mieliśmy daleko. Zadumaliśmy się nad jego dorobkiem i wpływem na rozwój myśli żydowskiej. Pomyśleliśmy o sile ludzkiego umysłu i o tym, że jego rozważania inspirowały również myślicieli innych tradycji. Doceniliśmy jego wielkość oraz zasługi. Jakże aktualne w świecie pełnym politycznych sloganów, medialnych wyroków i internetowych ekspertów od wszystkiego są dzisiaj jego słowa: 'nie mów o rzeczach, których nie rozumiesz, i nie wydawaj wyroków o sprawach, których nie zbadałeś'. Ale gdy stanęliśmy przy pomniku, powaga ustąpiła miejsca rozbawieniu. W Kordobie znany jest zwyczaj pocierania butów Majmonidesa. Ponoć przynosi to szczęście i mądrość oraz gwarantuje powrót do miasta. A skoro można załatwić sobie wszystkie te dobra za jednym zamachem, to czemu nie? Rach - ciach i... wyczyszczone aż lśnią!
Nie wiem, czy zyskaliśmy dzięki temu choć odrobinę mądrości..? Szczęścia nigdy za wiele, a do Kordoby chętnie wrócimy więc Majmonides musiał nam wybaczyć tę poufałość.
Kręte uliczki zaprowadziły nas na Plaza de las Tendillas. Przestrzeń, fontanna, pomnik Gonzalo Fernándeza de Córdoba - znanego jako El Gran Capitán - eleganckie hotele, sklepy i kawiarnie. Okazałe fasady, wielkomiejska atmosfera, 'wielki świat', a nawet blichtr - szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się takiego rozmachu po mieście kojarzonym przede wszystkim z historią i zabytkami.
I Reloj de las Tendillas - zegar, który zamiast tradycyjnym 'bim bam' oznajmia pełne godziny... rytmami flamenco wygrywanymi na gitarze.
Odmierzanie czasu również ma tutaj andaluzyjski charakter. Lubimy takie niespodzianki! Kordoba pokazała inną twarz i zrobiła to bez skrępowania, a my pomyśleliśmy 'no proszę! a więc i tak potrafisz!', bo trudno było nam uwierzyć, że nadal jesteśmy w tym samym mieście.
Również w centrum, niedaleko od Plaza de las Tendillas, przy ruchliwej ulicy i tuż obok ratusza wznoszą się pozostałości rzymskiej świątyni z czasów, gdy miasto było ważnym ośrodkiem rzymskiej Hispanii Baetici.
Jej budowę rozpoczął cesarz Klaudiusz, a zakończył Domicjan. Natomiast w 2015 roku umieszczono na jej terenie współczesną rzeźbę przedstawiającą Marka Klaudiusza Marcellusa - rzymskiego generała i założyciela Kordoby.
Zakręciło nam się w głowach od tych Klaudiuszów tak, że pogubiliśmy się, który rządził, a który założył miasto.
Patrzyliśmy na kolumny i wyobrażaliśmy sobie jak monumentalna musiała być ta budowla i jak wyglądał świat, który dawno przeminął. Lubimy snuć fantazje o takich miejscach, o ludziach, którzy przychodzili tu przed tysiącami lat, o ich sprawach, ambicjach i codziennym życiu. Co najciekawsze - współczesne miasto nie zatrzymało się, żeby chronić wspomnienie dawnego imperium. Żyje własnym rytmem, samochody przejeżdżają obok, ludzie mieszkają i załatwiają swoje sprawy, a przeszłość trwa pośród tej codzienności na wyciągnięcie ręki.
Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Zróbmy sobie przerwę, ale zostawmy szkatułkę otwartą, bo Kordoba ma w sobie coś takiego, że im głębiej zaglądasz, tym więcej chcesz zobaczyć. A teraz... idziemy na churros con chocolate i na tę wyczekaną i zasłużoną kawę.
Czasem skarby leżą pośród miejskiego zamieszania.
Trzeba tylko je dostrzec.
/Puszek 🐾/
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcia własne;






































Ale uczta, miód dla oczu i duszy!
OdpowiedzUsuńTe wszystkie kwiaty, wąskie uliczki, a na koniec miejscowe smakołyki, to lepsze, niz wszelkie muzea i posągi!
Też tak uważam:-) Nie ma to jak zapach kwiatów i lokalne kalorie, które oczywiście nie tuczą;-)
UsuńTo wielka przyjemność znaleźć się ponownie w tym mieście pełnym burzliwej historii, ale i wielkiego uroku oraz niesamowitego klimatu. Dzięki za wąskie uliczki, ukwiecone podwórka, wspaniałą architekturę, pomniki i postaci, które zbudowały przeszłość Kordoby. Cieszę się, że tak długo mogłaś się delektować jego urodą:)))
OdpowiedzUsuńCała przyjemność po mojej stronie:-) Staram się pokazać Kordobę poza utartymi szlakami, bo jest równie piękna i ciekawa. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Śmiejemy się, że byliśmy tam tak długo, że miejscowe koty zaczęły nam miauczeć hola;-)))
UsuńJejku jakie to cudne miejsce a Twój przekaz robi go jeszcze piękniejszym.Kolorowe patia wyglądają bajecznie , cudowne budowle, dzięki za tą relację,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuję i zapraszam Cię więc na kolejne spacery po Kordobie. Przed nami wiele kolejnych ciekawych i równie pięknych miejsc:-)
UsuńPozdrawiam:-)
Wspaniały spacer! Dziękuję! Kwiatowe patia cudowne, zatonąć można z zachwytu. Takie wąskie uliczki pamiętam z Girony.
OdpowiedzUsuńKorodba... sama nazwa już zawiera obietnicę historii, tradycji i cudownych olśnień. I mnie by się ci Klaudiusze pomylili. Kawa zasłużna po tak długim wyczekiwaniu, spacerach, odkrywaniu...
Kordoba olśniewa już na wejściu, ale równie- a może nawet bardziej- jest ciekawa i piękna poza głównymi szlakami. A nadmiar historii zdecydowanie wymaga potem solidnej dawki kofeiny:-)
UsuńKordoba naprawdę wygląda jak miasto, które najlepiej odkrywać powoli i bez pośpiechu. Bardzo spodobały mi się te białe uliczki i patia pełne kwiatów, ale też historia synagogi i Majmonidesa. Dziewięć dni brzmi jak sporo, a jednak przy tylu warstwach historii rzeczywiście można mieć poczucie, że nadal zostało mnóstwo do zobaczenia. Pozdrawiam ciepło! Miłego tygodnia🌸
OdpowiedzUsuńAngelika
Kordoba nie tylko tak wygląda, ale dokładnie taka jest. Potrzebuje czasu, żeby odkryć ją i poznać naprawdę.
UsuńPozdrawiam i życzę miłych jesiennych dni🙂
Piękna ta Kordoba! Dziękuję, że mogłam z Tobą tam pospacerować. Bardzo podobają ie te wąskie, przytulne uliczki, bardzo takie lubię.
OdpowiedzUsuńTo dobrze, że miasto tętni współczesnością obok przeszłości.
Kawa jak najbardziej zasłużona!
Pozdrawiam serdecznie i dobrego tygodnia!
O tak, te wąskie uliczki są super, dopóki nie próbuje się w nich zawrócić samochodem;-) Potem koniecznie trzeba odnaleźć drogę prosto do kawiarni:-)
UsuńZapraszam na kolejne wirtualne kilometry i życzę pięknych jesiennych dni:-)
Nie dziwię się Twojemu zauroczeniu- tam jest pięknie!
OdpowiedzUsuńJest:-) A będzie jeszcze piękniej i... ciekawiej. Taką przynajmniej mam nadzieję;-)
UsuńTo musi być jedno z tych cudownych miejsc na ziemi, piękne zdjęcia! Prawie jakbym tam była...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Takie właśnie jest.
UsuńPozdrawiam cieplutko:-)
Ha, ha, dosłownie sprawdza się powiedzenie, że prawdziwie wielkiemu myślicielowi przeciętny człowieczek może co najwyżej buty czyścić.
OdpowiedzUsuńKordoba wspaniała! 9 dni - dużo i niedużo, jak piszesz. Wierzę, że można dodać kolejne dziewięć i zajrzeć tam, gdzie jeszcze nie byliście.
Dzięki za relację, wspaniale poczuć jej atmosferę.
Haha! Z tym czyszczeniem butów to poleciałaś po bandzie;-) Uśmiałam się, aż mnie brzuch rozbolał! A jeśli ten klimat naprawdę Cię urzekł, to mam dobrą wiadomość-to relacja z zaledwie jednego dnia więc zapraszam na kolejne.
UsuńWhat a magnificent place. Your photos are really beautiful. Thank you so much for sharing this amazing tour. 👏
OdpowiedzUsuńThank you so much🙂 I'm really glad you like the photos. Cordoba is truly a magnificent place!
UsuńPuszek jak zwykle jest bezkonkurencyjny w podsumowaniach. Dziesięć dni w Cordobie brzmi magicznie, ale żeby poznać jego zakątki, pewnie potrzeba miesięcy lub lat. Czterdzieści stopni na termometrze minie oszołomiło, ale pamiętam, że Ty jesteś ciepłolubna. Kiedyś oglądałam film o konkursie na najpiękniejsze patio i byłam zachwycona pomysłowością i wspaniałymi efektami. Jeśli chodzi o buty Majmonidesa chyba mają wielkie powodzenie, jak pierś Julii w Weronie i gęsie pióro Anonimusa w Budapeszcie, ale najważniejsze, żeby zadziałało, zwłaszcza w sprawie powrotu. Dzięki za relację będę czekać na ciąg dalszy! 👍🫶🌞
OdpowiedzUsuńHaha, w kolejnych częściach nie będzie już żadnego pocierania rzeźb😉 Szykuję nowe ciekawostki, a z poprzedniej zostanie tylko upał, który akurat bardzo mi odpowiadał. A Puszek jak zawsze bardzo trafnie podsumuje kolejny wpis😺
UsuńPiękna fotorelacja, zachwycam się. :) Oczywiście najbardziej urzekła mnie synagoga, naprawdę piękna.
OdpowiedzUsuńMasz rację, jest misterna i pełna przepychu jak jajko Faberge:-)
UsuńKordoba oczami kogoś, kto potrafi dostrzec nie tylko wielkie zabytki, ale też ukryte perełki, kolory, detale i ducha historii, musi być naprawdę wyjątkowa. 😍 Patia wyglądają bajecznie, a historia z pocieraniem butów Majmonidesa rozbawiła mnie do łez! 😂 Widać, że zwiedzacie sercem, z ciekawością i humorem, a to sprawia, że można razem z Wami poczuć atmosferę tych niezwykłych miejsc. Już nie mogę się doczekać kolejnej części tej pięknej podróży!
OdpowiedzUsuńSkoro tak, to nie ma zmiłuj:-) Zbieram siły i zabieram się za pisanie ciągu dalszego.
UsuńPrzypomniałaś mi moje piękne chwile w Kordobie. Mezquite i Alkazar. Pamiętasz, jak ci pisałam że ten meczet jest wyjątkowy? teraz po Bizancjum i moje horyzonty sie poszerzyły gdy zobaczyłam Hagiesofie i Błękitny. i musiałabym znów wrócić do Kordoby :-)
OdpowiedzUsuńi te niebieskie doniczki na ścianie...pamiętam doskonale. i skwar taki ze oddychać nie mogliśmy.
tęsknię za Hiszpanią ale teraz nie pojedziemy, bo tam jest dramat.
Pamiętam:-) i przygotowałam się na zachwyt, ale nie przypuszczałam, że będzie aż taki! O Mezquicie też napiszę w swoim czasie, bo byliśmy tam 3 razy. I będę niedobra, bo będę Ci tę tęsknotę co jakiś czas podsycać;-)
UsuńNo jest dramat...pogodowy i nie tylko. I jeszcze ta katastrofa w Toledo...
Cuuudnie tam jest! Ta architektura, ta mieszanka kultur, ta roślinność! Toż to Palmiarnia na świeżym powietrzu! Ciężko by mnie było wyciągnąć z takiego patio... ;)
OdpowiedzUsuńAle jestem pod wielkim wrażeniem, że tak długo wytrzymałaś bez kawy! Ja chyba bym nie dała rady :D
Serdecznie pozdrawiam, cudowna relacja!
To był syndrom podróżniczego zachwytu;-) Adrenalina i widoki napędzały mnie lepiej niż kawa:-)))
UsuńDziękuję i zapraszam na ciąg dalszy!
Przepiękna fotorelacja!
OdpowiedzUsuńTe zielone patia- coś wspaniałego!
Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg opowieści.
Przy tych patiach prawie zabrakło mi pamięci w telefonie;-) Pozdrawiam i zapraszam na kolejne relacje.
UsuńCordoba is truly a magnificent place! Your photos are so beautiful and I really appreciate you sharing this lovely tour! I want to thank you so much for your visit and kind comments on my blog. And your birthday wishes for me, as all of your comments, is very much appreciated!
OdpowiedzUsuńIt is so wonderful to read such a comment, thank you! I’m glad I could bring you some joy with the birthday wishes. Make yourself at home, because this is just the beginning of the report from this trip, and I’m already preparing the next posts. Warmest regards.
UsuńO, Kordoba to dobra rzecz, przyznaję, mimo że Hiszpania za specjalnie mnie nie pociąga. No i hiszpańskie jedzenie jest znacznie gorsze niż np. portugalskie. Churrosów nie lubię, natomiast moja córka i mama uwielbiają.
OdpowiedzUsuńOwszem, Kordoba może się podobać nawet krytykom Hiszpanii;-) Kuchni portugalskiej nie znam, ale po kilku dniach hiszpańskich tapas i churrosów to mi się najbardziej marzył... domowy barszcz czerwony:-)
UsuńO, ja nie lubię barszczu, ale Cię rozumiem 😃.
UsuńZapamiętam🙂 Ta informacja może się przydać😉
UsuńMyślisz o kolejnym quizie...? A to spryciula z Ciebie!
UsuńPrzejrzałaś mnie! Spryciula z Ciebie:-)
UsuńPowtórzę ….przepiękna fotorelacja. Kadry ciekawe , niepowtarzalne . Piękną wyprawę miałaś. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńKordoba jest bardzo fotogeniczna. A najlepsze kadry dopiero nadchodzą. Pozdrawiam!
UsuńFantastyczna fotorelacja. Nigdy nie byłam w tej części Hiszpanii - no zachwyca architekturą, różnością, arabskimi wpływami. Muszę Kordobę koniecznie wpisać na swoja travel list bo zdecydowanie jest tego warta, Widać, że cudownie spędziliście z mężem czas. Cieplutko pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKordoba zachwyca tak bardzo, że prawie zostaliśmy tam na stałe;-) To zaledwie początek relacji, więc zapraszam po więcej. I jedź tam koniecznie bo warto!
UsuńPozdrawiam:-)
Świetna relacja, pozdrawiam Cię serdecznie :-) .
OdpowiedzUsuńZapraszam więc na ciąg dalszy:-)
UsuńI życzę Ci przede wszystkim dużo zdrowia. Przeczytałem poprzedni post. Pozdrawiam gorąco ! .
OdpowiedzUsuńDziękuję, zdrowia nigdy za wiele:-) Pozdrawiam serdecznie!
UsuńPiękna jest Kordoba i wspaniałe są Twoje podróże.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Kordoba jest cudna, a podróże leczą moją duszę.
UsuńCieplutko pozdrawiam:-)
Wspaniale jest móc spełniać marzenia! Jestem urzeczona tą opowieścią i widokami.
OdpowiedzUsuńDla mnie nie ma większego szczęścia. Będzie tego więcej więc zapraszam:-)
UsuńWitaj Puszku
OdpowiedzUsuńPiękna podróż....
Jednak przeczytałam poprzednią opowieść... I przede wszystkim zdrowia życzę. Kwiecień już niedługo...
Niech nadchodzące dni będę czasem ciszy i refleksji.
Pozdrawiam serdecznie.
Ale bym sobie teraz takie churrosy zjadła. Mniam, mniam. Kordoba też bardzo smakowicie się prezentuje. Mnóstwo tam historii, przepięknej architektury, ale też wyjątkowej atmosfery. Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś zobaczyć te wszystkie perełki na własne oczy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dobrze jest spełniać swoje marzenia. Twój post czytam kolejny raz i podziwiam zdjęcia. Jestem Kordobą oczarowana. Znam ją jedynie z postów ulubionych blogerów. Może i ja kiedyś spełnię swoje?
OdpowiedzUsuńPrzesyłam uściski i serdeczne pozdrowienia:)
Uwielbiam takie zielone i ukwiecone patia i ubolewam, że im tu w Polsce jest tak mało takich miejsc. A Cordoba kojarzy mi się z modelem Seata 😁👍
OdpowiedzUsuńPozdrowienia dla Ciebie i uścisku dla Puszka 🦮😃