Tę książkę można czytać przez łzy. Nie będą to jednak łzy rozpaczy, lecz raczej ulgi, niczym deszcz po długiej suszy.
'Kleo i ja' autorstwa Helen Brown to opowieść o tym, jak życie potrafi roztrzaskać się w ułamku sekundy i jak mozolnie, kawałek po kawałku, składa się je na nowo.
Kiedy dom Helen pogrąża się w smutku po stracie, która zmienia wszystko, pojawia się Kleo. Mała, czarna kotka, która nie ma w sobie cienia współczucia i nie zna pojęcia żałoby. Ma za to pazurki i ząbki jak szpileczki, niespożytą energię i przekonanie, że świat kręci się wokół jej miski. Jej pojawienie się staje się wybawieniem. Bo jak tu płakać, gdy mała bestia właśnie wspina się po firance? Jak zasnąć, gdy natarczywym miauczeniem domaga się czwartej kolacji?
Kleo nie pocieszała w sposób, jakiego można by się spodziewać. Ona po prostu przyniosła radość w pyszczku i położyła na środku salonu w domu, który zapomniał, jak się uśmiechać.
To nie jest tylko opowieść o kocie. To studium powolnego zdrowienia. To lekcja od zwierzaka, że jedyne co naprawdę mamy, to ta konkretna chwila. Plama słońca na dywanie, ciepłe futerko pod dłonią, cichy oddech obok...
Helen Brown pisze szczerze, czasem boleśnie, ale przede wszystkim prawdziwie. Pokazuje, że smutek i śmiech mogą mieszkać pod jednym dachem, a mały kot potrafi przeprowadzić przez najciemniejszą noc. Życie w trudnych momentach często podsuwa nam jakąś Kleo, która nie pozwala nam zatonąć. Czasem jest to mokry nosek, czasem mruknięcie, a czasem po prostu powód, żeby rano wstać i wsypać karmę do miski.
To lektura, która przypomina, że popękane serce wciąż potrafi kochać.
Każdy potrzebuje swojej Kleo.
Ja jestem waszą.
/Puszek🐾 /
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcia własne;



Dobrze, że mam trzech takich uzdrowicieli... Bez nich chyba położyłabym się i umarła.
OdpowiedzUsuńPotrójna mruczoterapia niedostępna na NFZ.
UsuńA na serio uważasz, że "popękane serce wciąż potrafi kochać"? Mnie się wydaje, że to popękanie upośledziło mnie uczuciowo.
UsuńSerio. Nawet, gdy te pęknięcia sięgają głęboko, bo serce nie musi być sprawne w 100%, żeby działało i kochało. Trzeba mu tylko na to pozwolić.
UsuńGenialna książka, chętnie przeczytam! :) Jest życiowa, autentyczna, ale jednocześnie pozwala nabrać trochę dystansu do tak trudnego tematu. A Puszek to kot z klasą i pewnie jest o niebo grzeczniejszy niż Kleo :D
OdpowiedzUsuńJest też druga część z Jonaszem w roli głównej, ale o niej trochę później. Puszek nie zawsze był taki grzeczny;-) o czym możesz przeczytać np. tu:
Usuńhttps://puszkiem-pisane.blogspot.com/2025/07/4-opowiesc-o-ataku-papierowego-potwora.html?m=1
Genialna historia i to zdjęcie na koniec :D Puszek jest niekwestionowanym Królem Łazienki!
UsuńI postrachem dla papieru toaletowego. Od tamtej pory już nie odważył się zaatakować;-)
UsuńBardzo zaciekawiłaś mnie tą książką, na pewno po nią sięgnę. Dziękuję za polecajkę <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, Agness:))
Proszę bardzo, nie zawiedziesz się:-)
UsuńPozdrawiam!
O, super temat. Ja czytałam kiedyś o kocie dla autystycznego dziecka!
OdpowiedzUsuńKoty świetnie sprawdzają się w roli terapeutów:-)
UsuńBardzo dobra, wzruszająca i ciepła książka. Kto nie czytał, powinien to zrobić bo niesie pocieszenie i uczy.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Tak, takich książek, które niosą pocieszenie, nigdy za wiele:-)
UsuńZasyłam serdeczności!
Taki mały, niewykształcony psychoterapeuta. Potrafi zdziałać wiele, bez wydawania pieniędzy na drogie sesje u specjalistów:)))
OdpowiedzUsuńZa kilka miziaków i pełną miskę oddaje Ci całego siebie:-)
UsuńO tak, zwierzęta potrafią żyć, gdy nam czasami już się nie chce, nie możemy, zamieramy, albo przynajmniej myślimy, wydaje nam się, że już dłużej nie damy rady...
OdpowiedzUsuńTo jedna z najpiękniejszych lekcji, jakie możemy od nich odebrać.
UsuńTo musi być piękna książka. Zwierzęta potrafią leczyć różne stany...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Jest piękna, wzruszająca i napawająca optymizmem.
UsuńSerdecznie pozdrawiam:-)
Bardzo zachęcająca recenzja. Poszukam .
OdpowiedzUsuńJeśli nie znajdziesz to z radością podaruję Ci swój egzemplarz:-)
UsuńO, jaka sympatyczna propozycja! Bardzo dziękuję!
Usuń🙂
Usuńno to jak będę miała czas odpowiedni to z radościa, bo lubię takie ciepłe i kojące książki. a na story nie ma :-(
OdpowiedzUsuńPrzyjemnego czytania:-)
UsuńTa Klep jest tak cudownie, słodko opisana <3
OdpowiedzUsuńSłodka diabliczka;-)
UsuńNo i proszę, życie płynie dalej, albo wspina się, kocie życie jest the best :)
OdpowiedzUsuńAch, być jak kot...;-)
UsuńFragmenty które podałaś są takie cudowne i przekonywujące - kocim okiem cudne!
OdpowiedzUsuńKoty są smakoszami życia:-)
Usuńczarne Puszynki z białą plamką na froncie, nawet taką malutką, mają wyjątkową moc...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
To kropka nad 'i' w ich kociej magii i miejsce, w którym schowana jest cała ich miłość do człowieka.
UsuńOdpowiedzialność za zwierzę w domu stawia na nogi, myślę, że także inne zwierzęta maja taką moc działania, człowiek nie ma czasu wtedy na rozczulanie się nad sobą, rozdrapywanie ran i rozpamiętywanie. Mój kuzyn po śmierci żony kupił sobie pieska, takiego malutkiego, prawie w kieszeni się mieścił. Sądziłam, że to dla córki, która wtedy była nastolatką i mocno przeżyła śmierć matki. Ale on mówi, że to właśnie jemu ten piesek pomógł pozbierać się i stanąć na nogi, bo musiał się tym pieskiem zajmować i to go absorbowało.
OdpowiedzUsuńPiękna i wzruszająca historia... Tak, zwierzęta to najlepsi terapeuci, leczą bez słów i potrafią udźwignąć wielki ciężar ludzkiego smutku. Też doświadczyłam tej ich uzdrawiającej mocy właśnie dzięki Puszkowi:
Usuńhttps://puszkiem-pisane.blogspot.com/2025/06/1-opowiesc-o-puszku-ktora-wiele-wyjasnia.html?m=1
Gdyby nie on, to nie wiem co by że mną było...
Lubię książki z takim głębszym przesłaniem. Nie jestem kociarą ale chętnie bym po nią sięgnęła. Miłego dnia!
OdpowiedzUsuńAngelika
Tę książkę warto przeczytać bez względu na stosunek do kotów:-)
UsuńPozdrawiam cieplutko!
Myślę, że z przyjemnością przeczytałabym tę opisaną przez Ciebie książkę :)
OdpowiedzUsuńA co do Twoich słów: "To lekcja od zwierzaka, że jedyne co naprawdę mamy, to ta konkretna chwila", to zgadzam się z nimi, dlatego tak bardzo podoba mi się angielskie wyrażenie: "Today is a gift, that's why it's called the present". Po polsku nie brzmi aż tak dobrze (to gra słów – w angielskim "gift" i "present" to synonimy, znaczą prezent/podarunek, ale czas teraźniejszy to też "present"), aczkolwiek sens jest zachowany: "dzisiaj to dar losu, dlatego nazywa się go prezentem". Czasami za bardzo skupiamy się na tej enigmatycznej przyszłości, i wyimaginowanych problemach z nią związanych, a zapominamy o tym, co najważniejsze, o "tu i teraz".
Miłego tygodnia Ci życzę!
Niezmiernie mi miło i cieszę się, że masz na nią ochotę;-)
UsuńPierwszy raz spotykam się z tym przytoczonym przez Ciebie powiedzeniem i wiesz... Jest w 100% prawdziwe. Sama często tworzę w głowie różne scenariusze, tracąc bezpowrotnie czas, a Puszek jest taką moją kotwicą w rzeczywistości, przypominając, że całe piękno życia dzieje się właśnie w tym momencie na wyciągnięcie ręki (lub łapy!).
Serdeczności!
Mi często ludzie się zwierzają. Zupełnie nie wiem czemu. Opowiadają mi swoje życie i jak zdrowieją po swoich stratach. I mogę tu i teraz zaświadczyć, że popękane serce może znów kochać. Trzeba czasu, żeby się życie poukładało. I trzeba dać sobie szansę. 🤗🫶
OdpowiedzUsuńPiękne, pełne nadziei słowa😊 Danie sobie szansy na nowe jutro to najtrudniejszy, ale i najważniejszy krok. To klucz do powrotu do życia😊
UsuńTak, to musí być niezwykła książka. Dobrze jest mieć takiego kociego, mruczącego przyjaciela.
OdpowiedzUsuńJuż zapisuję sobie tą książkę na moją listę. Linie czytać właśnie takie ciepłe, wzruszające opowieści.
Pozdrawiam jak zawsze serdecznie
Nie zawiedziesz się. Ta książka to czyste wzruszenie i kocia magia na każdej stronie. Miłego czytania. Pozdrawiam majowo.
UsuńMoże tak, może nie - jeśli chodzi o tego terapeutę. Ciekawe, że mnie takie koty omijają, tylko wymagają, żebym to ja była ich terapeutą.
OdpowiedzUsuńMoże czas wystawić im rachunek za sesje;-)?
UsuńNajbardziej poruszyło mnie zdanie o tym, że „smutek i śmiech mogą mieszkać pod jednym dachem” — jest w nim coś bardzo prawdziwego i kojącego. I rzeczywiście, zwierzęta mają niezwykły dar wyciągania nas z najciemniejszych momentów, nawet jeśli robią to po swojemu… rozrabiając, mrucząc albo domagając się jedzenia o absurdalnej porze. 🐾
OdpowiedzUsuńPrzepiękny, ciepły i bardzo wzruszający tekst. A końcówka… „Ja jestem waszą Kleo” — rozczuliła mnie totalnie. ❤️Pozdrawiam ciepło! Miłego czwartku🌸
Angelika
Cieszę, że to zdanie tak mocno z Tobą zarezonowało. Zwierzęta to najlepsi nauczyciele życia w teraźniejszości. Potrafią rozgonić największe chmury właśnie tym swoim radosnym, codziennym „tu i teraz” nawet o absurdalnej porze:-)
UsuńMiłego weekendu!
Brzmi ciekawie. No i jest kot! 😉😘
OdpowiedzUsuńI to jest najważniejsze😀!
UsuńOho, brzmi ciekawie :) Od małego uwielbiam kocie opowieści
OdpowiedzUsuńJeśli tak to musisz ją przeczytać;-)
Usuń