W minionym tygodniu maj urządzał pokaz swoich możliwości. Nie grzał, lecz prażył udowadniając, że lato stoi tuż za progiem i tylko czeka na oficjalne zaproszenie, żeby rozgościć się na dobre.
Uciekaliśmy więc na działkę schować się w zieleni przed hałasem, pośpiechem i światem, który zbyt nachalnie domagał się uwagi. By odetchnąć ciszą i przypomnieć sobie, że życie potrafi smakować jak truskawki i uderzać do głowy jak słodka mimoza. Wokół było kolorowo i zielono. Kwiaty kwitły z entuzjazmem, ptaki koncertowały z wirtuozerią, słońce wisiało wysoko nad drzewami, a w powietrzu unosił się zapach nagrzanej trawy i spokoju.
Pierwszego dnia rozstawiłam wśród krzewów poidełka z wodą dla ptaków. Wieść o darmowym all inclusive szybko rozniosła się po okolicy. Przylatywały nie tylko ptaki, ale także pszczoły, trzmiele i motyle, a ogródek tętnił życiem jeszcze bardziej.
Leżeliśmy w hamaku. Muzyka płynęła w tle i splatała się z szumem drzew i śpiewem ptaków. A my przytuleni, bujając się powoli zachwycaliśmy się naszym małym rajem. Kieliszki z drinkiem chłodziły dłonie, a truskawki smakowały południem Europy.
Gdy upał zbyt mocno dawał nam się we znaki, przenosiliśmy się na zadaszony taras działkowego domku. Tam czas płynął jeszcze wolniej. Siedzieliśmy w cieniu, sącząc musującą i zimną mimozę, śmialiśmy się i jedliśmy lody, topiące się szybciej niż nasze postanowienia o ostrożnym opalaniu.
Mąż co jakiś czas odstawiał kieliszek i powtarzał hiszpańskie słówka. A ja czytałam książkę o Stambule- mieście, które od wieków stoi pomiędzy dwoma światami. O uliczkach pachnących kawą i przyprawami, o promach sunących po Bosforze... Co chwilę przerywałam lekturę, mówiąc: musimy tam pójść, wydłużając nasz plan podróży o kolejne piętnaście punktów.
A potem wracaliśmy na słońce łapać mahoń, słuchać ptaków i snuć plany, niczym mapy otwierane między deserem, a mimozą. O domu wśród zieleni pełnym kociego mruczenia. O tarasie zatopionym w kwiatach. O porankach mających aromat espresso, lata i świeżo skoszonej trawy. O podróżach...
I tak pomiędzy truskawkami, a lodami rzutem na taśmę zarezerwowaliśmy półtoramiesięczny pobyt w Barcelonie na przyszły rok. Nagle ten gorący majowy dzień stał się jeszcze bardziej słoneczny, bo kawałek katalońskiego lata usiadł obok nas.
Sama zaś dopięłam nasz lipcowy, pięciodniowy, siostrzany trip po Czechach, kupując bilety na pociąg powrotny do Krakowa. A świat przytakiwał nam szelestem liści.
Za nami takie... proste i zarazem bezcenne dni. Ze śmiechem, spojrzeniami mówiącymi więcej niż słowa i ciszą, która nie krępuje. Hamak, majowe niebo, ktoś bliski obok i złote światło na skórze wystarczyły, by szczęście wypełniało nas jak ciepło słońca, które grzeje jeszcze długo po zachodzie.
Słońce, hamak i ucieczka przed pośpiechem?
Amatorzy. Ja tak żyję cały czas.
/Puszek🐾 /
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*ilustracje AI;


Przyszłoroczny urlop na chwilę obecną wydaje się odległy niczym Księżyc, ale znając życie to "za moment" będziesz pakować walizki 😄😉
OdpowiedzUsuńDobrze mieć swój kawałek zieleni i korzystać z niego na swoich zasadach i według potrzeb. Mój wyjazd do PL dopiero w połowie lipca, ale już się nie mogę doczekać, bo rodzice mają dom letniskowy za miastem i ciągnie mnie tam okrutnie 🌳🌳🏡🌳🌳 😃
Będę, będę i to już 1.lipca na krótki wypad z siostrą do Czech, a potem we wrześniu na miesięczny trip z mężem po Andaluzji😀
UsuńTaki RODOS to świetna sprawa. Wychowałam się w domu z dużym ogrodem, więc ta działeczka czasem ratuje mi życie. Po tylu latach nadal nie przyzwyczaiłam się do życia w bloku i taki 'klatkowy chów' bardzo mnie męczy. Mam nadzieję, że już wkrótce przeprowadzimy się do domu z ogródkiem😊
A połowa lipca już niedługo😀
PÓŁTORAMIESIĘCZNY??? Na Jowisza, ja takiego długiego wyjazdu nie miałem od czasów studenckich! No, może z wyjątkiem wyjazdów do szpitala, ale ponieważ nie były one rekreacyjne, a ratunkowe, to raczej się nie liczą, choć ubezpieczyciel wybulił krocie, dużo więcej, niż za wakacje w Barcelonie. A co na to Puszek???
OdpowiedzUsuńJak szaleć, to szaleć;-) A tak na poważnie, to właśnie taki pobyt wyszedł nam najkorzystniej finansowo (loty, wynajem mieszkania, itp.) Poza tym, biorąc pod uwagę trudny czas, jaki mamy za sobą, zwłaszcza w aspekcie zdrowotnym, to ten wyjazd- cytując klasyczkę- po prostu nam się należy;-) Puszek będzie wtedy na wczasach na wsi. Akceptuje ten plan, ale stawia warunki:-) Musi mieć własne stanowisko obserwacyjne i i człowieka do głaskania.
UsuńW tym roku Andaluzja, a w przyszłym Katalonia? A po drodze Stambuł? Od lewa do prawa przez Europę. W zasadzie - jaki ten świat mały ;-)
OdpowiedzUsuńWłaściwie to Barcelona wskoczyła w miejsce Stambułu, wyrzucając go na jesień przyszłego roku. Andaluzja zaklepana na wrzesień więc już jest w blokach startowych;-) Lubię się tak włóczyć po Europie, po świecie:-)
Usuń:-)) Barcelona, och och cudownie i oby Wam nic nie przeszkodziło.
OdpowiedzUsuńTaaak już za chwilę promy po Bosforze, meczety i pachnące uliczki Stambułu ;-)
marzę o takich miesiącach ale nie na urlopie ale w życiu i ...planuję takowe. a marzenia i plany wiadomo nam się należą.
Dziękujemy i życzymy Wam cudownego Stambułu! Niech będzie magicznie, pysznie i miłośnie:-) O tak, marzenia trzeba mieć. A im odważniej dążymy do ich spełnienia, tym bardziej świat nam sprzyja:-)
UsuńTakie planowanie, to już niesamowita przyjemność!
OdpowiedzUsuńOby wszystkie plany udało się zrealizować:-)
O tak! I świetna zabawa!
UsuńTo będą świetne wyjazdy, już się cieszę na przyszłe relacje.
OdpowiedzUsuńMam taką nadzieję:-) A do tego czasu zapraszam na relacje z podróży, które już się odbyły.
UsuńCudownie, marzy mi się Barcelona...
OdpowiedzUsuńDawno nie byłam nigdzie dalej,może kiedyś.
Pozdrawiam serdecznie :)
Cudne marzenie. Życzę, aby to „kiedyś” nastąpiło jak najszybciej. Pozdrawiam serdecznie:-)
UsuńMiło i pięknie. :)
OdpowiedzUsuńJa dochodzę do siebie na nowych lekach, ale bywa różnie. Pozdrawiam.
Dziękuję:-)
UsuńŻyczę Ci szybkiej poprawy samopoczucia. Ściskam mocno!
Jest taka emocja, że gdy tylko możemy, to jedziemy do spokojnego miejsac i w ten sposób spędzamy wolny czas na wypoczynku. Każdemu to czasem potrzebnę. Ja w tym roku nie robię wakacji. Za dużo spraw. Zresztą ja zawsze mam wakacje.
OdpowiedzUsuńSkoro zawsze masz wakacje, to brak oficjalnego urlopu tak nie boli. U nas zresztą od 1,5 roku jest tak samo, mamy nieustające wakacje.
UsuńPowodzenia ze wszystkimi projektami.
Nie no trochę się śmieję, bo obowiązki mam. Był taki film "Nieustające wakacje". W pejoratywnym tego słowa tytule.
UsuńNieustające wakacje? Tylko Puszek opanował tę sztukę do perfekcji;-) A człowiekowi życie zawsze znajdzie jakieś zajęcie.
UsuńHow lovely!!! I wish you all the best on your plans!
OdpowiedzUsuńThank you so much! Sending you biggest hugs!
UsuńJa coraz bardziej doceniam, że mam dom z ogródkiem, w dodatku w sąsiedztwie zagajnika, w którym mieszka mnóstwo ptaków - siedzę na tarasie i słucham ich śpiewów. Syn jakiś czas temu wyprowadził się do mieszkania w bloku i nie może się przywyczaić do życia w "klatce", planuje więc dom. Dobrze, że macie działkę, to jednak zawsze własny kawałek raju :).
OdpowiedzUsuńA Puszki wiedzą najlepiej, na czym polega dolce far niente.
Życzę Ci wspaniałych podróży i domku z ogródkiem!
Ty coraz bardziej doceniasz, a ja coraz bardziej nie mogę się doczekać spełnienia tego pragnienia... Coraz bardziej brak mi cierpliwości i coraz bardziej się irytuję. Mieszkanie w bloku bardzo źle na mnie wpływa i podejrzewam, że to jest główna przyczyna mojego złego samopoczucia. Pomimo wielu lat mieszkania 'w klatce' nie przyzwyczaiłam się. Tak to jest, gdy wychowało się i mieszkało przez długie lata w domu z dużym ogrodem... Ten RODOS naprawdę mnie ratuje.
UsuńDziękuję:-) I życzę Ci wszystkiego co najlepsze.
Przyjemnie spędzony czas i perspektywa wyjazdu do wymarzonego miejsca to coś pięknego! Cieszę się razem z Wami ;) Czyli Puszek chyba też pojedzie do Barcelony? Ciekawe jak mu się tam spodoba!
OdpowiedzUsuńMiłej niedzieli ;)
Dziękujemy! Też się ogromnie cieszymy:-) Puszek jednak wbrał inne klimaty;-) i zamiast Barcelony postawił na all inclusive na wsi. Wspaniałego nowego tygodnia!
UsuńHa, ha, dni na działce służą do tego, żeby zaplanować wyjazd z niej ;-)
OdpowiedzUsuńPoważne trasy podróżne, oby okazały się pełne wrażeń i doświadczeń. Jeśli Stambuł, to czytałaś Orhana Pamuka "Stambuł" może? Polecam.
Coś w tym jest, działkowy relaks wyjątkowo sprzyja podróżniczym planom;-) Dziękuję za polecenie. "Stambuł" Pamuka dopisuję do mojej listy lektur przed wyjazdem:-)
UsuńBarcelona... a niech Wam będzie miło, mnie już nikt tam nie zaciągnie, nawet wołami. Ale wiem, że są ludzie, którzy kochają ten gwar i ścisk. I dobrze, przecież każdy wypoczywa jak lubi :) Miejcie przyjemny czas wszędzie, gdzie się wybierzecie.
OdpowiedzUsuńTo nie będzie nasz pierwszy pobyt w Barcelonie, ale z całą pewnością ostatni. Chcemy więc nabarcelonić się do końca życia. Wiemy, że tam nie odpoczniemy, ale też nie jedziemy tam po odpoczynek. Będziemy jeździć po regionie więc powinniśmy znaleźć i spokojniejsze miejsca... Dziękujemy i robimy co w naszej mocy, by tak właśnie było:-) Ja jednak najbardziej cieszę się na ten wypad z siostrą do Czech:-) Właściwie, to nie mogę się już doczekać...
Usuńostatnio mam taką jazdę powrotną do słówek: epa, arriba i andale, ale to raczej po meksykańsku, znaczy niby po hiszpańsku, ale trochę inaczej... za to Puszki ostatnio polują na jaszczurki zwinki, nie mogę nadążyć z przejmowaniem tych zdobyczy i ekspediowaniem ich z powrotem na wolność...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
No to andale, andale jak Speedy Gonzales i ratuj te zwinki z Puszkowych pazurków, a potem zasłużona corona i arriba, abajo, al centro, pa' dentro;-)
UsuńDziałka, lub dom z ogródkiem, to naprawdę raj. W każdej chwili można zatopić się w zieleni, zrelaksować i chociaż na chwilę zapomnieć o kłopotach, obowiązkach i codziennym pędzie :)))
OdpowiedzUsuńWspaniałe plany na urlop, niech się spełnią <3
Pozdrawiam ciepło, Agness:)
Prawda? Nic tak nie ładuje baterii jak własny kawałek zieleni. Dziękuję pięknie i również życzę wspaniałego czasu:-)
UsuńEch, jak ja zazdroszczę ludziom ogrodów, działek, balkonów...
OdpowiedzUsuńNiby raj, ale w pakiecie są też komary i nie tylko.
UsuńKomarów nie zazdroszczę, ale i tak mam ich sporo. Mieszkam blisko rzeki.
UsuńPuszku uroczy i niezastąpiony - powiedz proszę swojej Pani że przepięknie i wzruszająco opisała te zwykle a jednocześnie niezwykłe dni.
OdpowiedzUsuńczy wiesz Puszku że Twoja Pani jest wyjątkowa?
Dziękujemy za porcję ciepła i komplementów:-) Puszek mruczy, że wie i całkowicie się zgadza szczególnie, gdy dostaje smaczki:-) Mrau!
UsuńPółtora miesiąca w Barce to marzenie ale dla mnie w październiku. A kilka dni na działce ro real, też truskawki, huśtawka, taras, wino i śpiew ptaków tylko bez nagrzanej trawy i słońca na skórze. Oj, kołyszecie się słodko przytuleni, takie dolce far niente.
OdpowiedzUsuńDolce far niente ćwiczymy bardzo sumiennie, a w kołysaniu się jesteśmy wyjątkowo wytrwali;-)
UsuńPrzepięknie napisane.
OdpowiedzUsuńTakie spokojne miejsce na ziemi to prawdziwy raj!
Pozdrawiam serdecznie w czerwcu.
To prawda, spokój w dzisiejszych czasach to największy luksus.
UsuńCudownego czerwca:-)
No no no! Nieźle tak zaszyć się na działce! I jeszcze ten długi pobyt w Barcelonie w przyszłym roku - zazdroszczę i cieszę się że będziesz/będziecie mogła odwiedzić tak interesujące miejsce, a potem ją przeczytam tu opis i relację z tegoż 👍
OdpowiedzUsuńCudowny spokój i pokój bije z Twojego posta. Tak, trzeba nam celebrować piękne chwile. Niech każdy dzień ma choć kilka pięknych minut.
OdpowiedzUsuń