Od wielu miesięcy zdecydowanie więcej czasu spędzam w domu. W efekcie dni mieszają mi się, jak kawa z mlekiem w filiżance.
Otwieram oczy z przekonaniem, że jest sobota, po czym okazuje się, że to wtorek ma się świetnie i wcale nie zamierza udawać weekendu. Innym razem cicha i leniwa środa podszywa się pod niedzielę, bo też zapomniała, jakim dniem właściwie jest. A kiedyś dni tygodnia ustawiały się w szeregu do 'kolejno odlicz', jak harcerze na zbiórce.
Poniedziałek był surowy i nielubiany, piątek uśmiechał się szeroko, podając z radością rękę weekendowi, a niedziela pachniała rosołem i spokojem. Teraz rozłażą się po domu, przesiadują na kanapie, zaglądają w kuchni do garów i mylą kapcie.
Tak, czas przestał mnie poganiać. Nie stuka palcem w zegarek i nie pyta czy nadążam. Mierzy się ilością wypitych kaw, długością cienia na ścianie i chwilami, w których Puszek uznaje, że oto przyszła pora na pieszczoty.
W tym miękkim czasie są jednak dni, które nie mogą się gubić i ja też im na to nie pozwalam. To dni badań. Dni wizyt w poradni hematologicznej. I dni kolejnych wlewów. Reszta może się mieszać, rozpływać i zmieniać rytm. Ale te daty stoją na straży i przypominają, że troska o siebie też jest formą porządku.
Poza tym żyję bez odhaczania punktów w terminarzu. Wstaję i cieszę się, że poranek pachnie kawą i świeżym chlebem. Nieważne czy to wtorek, czy sobota. Grunt, że drożdżowe z kruszonką smakuje wybornie, światło jest przyjazne, a dom oddycha spokojnie.
Czas przestał być linijką, a stał się kocem, w który mogę się owinąć w środku dnia i zdrzemnąć w środę, która myśli, że jest niedzielą. A Puszek patrzy na mnie z góry, przeciąga się leniwie i mruczy.
Nieważne, jaki to dzień.
Ważne, że jesteśmy razem.
/Puszek 🐾/
Wypowiedziane szeptem, zapisane puszkiem...
*zdjęcie z internetu;
*zdjęcie własne;


Och, niedzielne środy to fajna sprawa :-) Kiedyś ludzie nie zaglądali codziennie do kalendarza i może byli szczęśliwsi niż my dzisiaj podpięci do różnych wyznaczników czasu. A tak w wstajesz rano, patrzysz w okno i oczekujesz, do czego dzisiaj zaprosi Cię dzień.
OdpowiedzUsuńNo pewnie, że spontaniczność jest o wiele ciekawsza niż sztywne daty. A skoro serce czuje niedzielę, to kalendarz nie ma nic do gadania;-) Dobrego dnia!
UsuńŁadnie piszesz o tych dniach... Ważne, że jeszcze je mamy i możemy przeżywać po swojemu.
OdpowiedzUsuńKilka głasków ode mnie dla Puszka:)))
To prawda, najważniejsze to celebrować każdy dzień na własnych zasadach. Puszek dziękuje za głaski i przesyła kocie pozdrowienia:-)
UsuńO tak, gdyby nie gabinety, wlewy i chwile gorszego stanu, mogłabyś zapomnieć o kalendarzu i zegarku. Nie jesteśmy tak całkiem wolni, jak byśmy chcieli, każdy w innym wymiarze.
OdpowiedzUsuńTe ograniczenia mocno wyznaczają rytm, ale tym lepiej smakują chwile, w których udaje się o nich choć na trochę zapomnieć:-)
UsuńAle pięknie to opisałaś… aż człowiek sam zaczyna się zastanawiać, jaki dziś właściwie dzień 😊 Ten obraz dni „w kapciach”, które kręcą się po domu, jest genialny.
OdpowiedzUsuńZ jednej strony trochę zazdroszczę tego zwolnienia i życia bez ciągłego „odhaczania”, a z drugiej – dobrze, że są te ważne daty, które trzymają rytm i przypominają o tym, co najważniejsze.
I w sumie chyba o to chodzi – żeby umieć się otulić tym „czasowym kocem” i złapać spokój, nawet jeśli środa udaje niedzielę 😉
Nieważne, jaki dziś dzień, ważne, aby był spokojny i szczęśliwy.
OdpowiedzUsuńTo najlepszy plan na dziś:-)
UsuńPieknie opisane dni, czas. Kocham zapominać, jaki to dokładnie dzień, czasami to mi sie to zdarza. Staram sie więcej relaksować ostatnimi czasy, za duzo burz wkoło. Zdrówka, pozdrawiam Cię serdecznie. :)
OdpowiedzUsuńZapomnieć o wszystkim, o całym świecie, tak totalnie się wyłączyć chociaż na chwilę i skupić się na kochanych i bliskich, na tym co naprawdę ważne to świetna terapia i relaks:-) Dziękuję i wszystkiego co najlepsze dla Ciebie:-))
UsuńPiękny Puszek...przestajesz traktować czas jak nadzorcę, a zaczynasz jak pogodę. Nie kontrolujesz go, tylko w nim jesteś. Dni przestają być zadaniami do odhaczenia, stają się czymś bardziej miękkim, bardziej ludzkim. Chciałabym przestać być własnym strażnikiem. Pozdrawiam ciepło.
OdpowiedzUsuń'Przestać być własnym strażnikiem' to wielka ulga. U mnie ta nauka płynięcia z czasem przyszła nagle i trochę pod przymusem okoliczności, ale to właśnie one pokazały mi, jak bardzo tego potrzebowałam. A Puszek jest najlepszym nauczycielem w tym nowym rytmie. Przesyłam Ci mnóstwo ciepła!
UsuńJak ja na emeryturze! Dni jak paciorki różańca, od czasu do czasu nie codzienne zdrowaś Mario tylko Ojcze nasz czyli dni na działce
OdpowiedzUsuńTo działkowe 'Ojcze nasz' to najlepszy sposób na celebrowanie życia:-)
UsuńGdyby nie te wlewy i zdrowotne sprawy, cała reszta byłaby ideałem wieczności.
OdpowiedzUsuńWłaśnie to, co nazywasz 'całą resztą', daje mi siłę, żeby przetrwać te gorsze momenty.
UsuńO, to bardzo ciekawy temat!
OdpowiedzUsuńNie ma jednej i słusznej koncepcji czasu, ale jest wiele teorii. Czas to temqt rzeka...
Niby jest, a go nie ma, jest policzalny, linearny, cykliczny, związany z tą, a nie inną przestrzenią...
A gdybyśmy mogli już podróżować w czasie, co byś powiedziała młodszej sobie?
❤️ zostawiam.🤗
'Zaufaj procesowi'🙂 Czasem to, co wydaje się końcem świata, jest tylko zakrętem rzeki, o której wspominasz.
UsuńSerdeczności🫶
Pięknie powiedziane. 🫶
UsuńDziękuję🤗
Usuńcenię sobie mój czas już teraz bardzo i bardziej, doceniam, wyciskam i delektuję.
OdpowiedzUsuńa Ty umiesz się delektować i oby tak dalej
Fajnie, że płyniemy na tych samych falach. Wyciskanie i delektowanie się to najlepsza strategia na życie.
UsuńWzajemnie! wyciskaj z życia to, co najlepsze!
Przyjemnie się czytało i patrzyło na uroczego Puszka ;) Teraz to najważniejsze, by zdrówko Ci dopisało i wszystko było dobrze, a czas niech sobie tam leci jak chce :)
OdpowiedzUsuńPuszek kradnie show, to fakt:-) A czas niech sobie leci, byle w dobrym kierunku;-)
UsuńIt’s a beautiful, heavy realization that while we can let the mundane Tuesdays and Sundays melt together, that disciplined self-care is what actually buys us the peace to enjoy the yeast bread and the quiet breathing of the house. Hi to the Fluffy friend.
OdpowiedzUsuńCzasem nieważne jaki jest dzień, jeśli to, co ważne jest obok.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Świetnie powiedziane:-)
UsuńPozdrawiam cieplutko.
Też tak żyję od jakiegoś czasu😊
OdpowiedzUsuńTylko, że ten kocyk zaczyna się kurczyć coraz szybciej...
Dlatego każda chwila pod tym kocykiem jest teraz dwa razy cenniejsza😉
UsuńJak fajnie jest mieć Puszka. Tyle czułości, troski masz od niego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Puszek to prawdziwy skarb.
UsuńPozdrawiam cieplutko:-)
Oj, jak ja to dobrze pamiętam! Nagle daty i terminy przestają mieć znaczenie, właściwie tak, jak napisałaś, większość z nich. Ja odebrałem taką zmianę pozytywnie, jak czas relaksu. Były jednak wyjątki - gdy czegoś nie udało mi się załatwić. Bo dopóki życie było przepełnione zadaniami, to jedna porażka nie sprawiała przykrości, była przesłaniana dokonaniami. No, ale gdy miałem zrobić tylko jedną ważną rzecz dziennie i mi się nie udawało, to byłem bardzo sfrustrowany.
OdpowiedzUsuńPunkt w punkt:-) Też tak mam. Teraz jedna niezałatwiona sprawa potrafi popsuć humor bardziej niż kiedyś zawalony tydzień w pracy. W ubiegłym tygodniu zapomniałam o imieninach męża. Było mi głupio, jak nie wiem. A właściwie to wciąż mi głupio... Chyba czas wziąc przykład z Puszka. On się nie frustruje, jak nie upoluje muchy, po prostu idzie spać dalej:-)
UsuńU mnie bywa podobnie, choć w domu nie brakuje mi/nam zajęć.
OdpowiedzUsuńPrzeszłam na "emeryturę" w wieku 37 lat i to jest jedna z najlepszych rzeczy, jakie mnie w życiu spotkały. :)
Życzę Ci zdrowia i wytrwałości! A kitku jak to kitku, paczy. :)
Grunt to wycisnąć z tego czasu to, co najlepsze, nawet jeśli zajęć w domu nie brakuje:-)
UsuńDziękuję i wzajemnie:-)
I love your blog and Fluffy is so beautiful! :)
OdpowiedzUsuńThank you! Fluffy sends his best purrs to you😸
UsuńU mnie dzisiaj przez cały dzień jest czwartek, więc rozumiem Twoje poczucie czasu :D Pięknie to opisałaś. Jak to mówią: szczęśliwi czasu nie liczą :)
OdpowiedzUsuńDokładnie tak:-) Dlatego u mnie cały czas jest sobota i niedziela na zmianę:-)
UsuńTemat mi bliski, a problem znany – też nieraz padłam ofiarą podstępnych dni podszywających się pod inne. Ech, co za życie! Na każdym kroku scammerzy ;)
OdpowiedzUsuńBardzo, ale to BARDZO, ciekawi mnie, jak powstało to zdjęcie z Puszkiem :D Co on właściwie wykombinował??? Temat wpisu niekoniecznie zabawny, ale przyznam, że się nieźle uśmiałam, kiedy natrafiłam na to zdjęcie :) Koty bywają rozkoszne :) (choć założę się, że moje miałyby WIELKI problem z czasownikiem, którego użyłam, i postulowałyby zamianę z "bywają" na "są")
Uściski dla Ciebie i czułości dla Twojego śnieżnobiałego akrobaty :)
Puszek postanowił rozwiać wątpliwości- koty zawsze są rozkoszne:-) Nawet jak... nie są;-)
UsuńTo właśnie rozkoszność Puszka stoi za tym zdjęciem. Wyskoczył na najwyższą półkę swojego drapaka i zamiast po prostu usiąść czy się położyć, on się tak rozkosznie rozłożył, że musiałam pstryknąć mu fotkę:-) A że zrobiłam ją 'z dołu', bo półka jest pod sufitem, stąd taki efekt:-)
Pozdrawiam w piątek, podszywający się pod niedzielę, a Puszek dziękuje i prosi o więcej:-)
Szukałam dzisiaj jakiejś wzmianki o pobycie w Pradze. Szukałam, bo to moje ukochane miasto, do którego tęsknię... A pisałaś u mnie, że tam byłaś. Niestety z różnych przyczyn, także zdowotnych, nie byłam tam dawno.
OdpowiedzUsuńMarzę, aby czas przestał mnie gonić.
Pozdrawiam życząc chwili odpoczynku
Miło mi, że zajrzałaś tu w poszukiwaniu moich praskich wspomnień. Właśnie pracuję nad tekstem o Pradze i staram się, żeby nie wyszła banalnie. Życzę Ci spokojui poczucia, że to Ty, a nie czas, rozdajesz karty.
UsuńPozdrawiam cieplutko.
Już na nią czekam
OdpowiedzUsuńA to moje niektóre opowieści:
https://szimena.blogspot.com/2019/09/znane-i-nieznane-stare-i-nowe.html?m=1
https://szimena.blogspot.com/2018/12/praskie-opowiesci.html?m=1
https://szimena.blogspot.com/2021/08/przedurlopowe-mysli.html?m=1
https://szimena.blogspot.com/2022/09/zaczarowane-ogrody.html?m=1
https://szimena.blogspot.com/2023/09/kiedys-zamieszkam-w.html?m=1
https://szimena.blogspot.com/2024/09/anielskie-miasto.html?m=1
https://szimena.blogspot.com/2024/11/fakty-tancza-w-moich-myslach.html?m=1
https://szimena.blogspot.com/2025/09/wrzesniowa-tesknota-za.html?m=1
https://szimena.blogspot.com/2025/09/na-granicy-nocy-i-dnia.html?m=1
Dziękuję. W wolnych chwilach poczytam.
UsuńNic na siłę. Po prostu Czechy, a przede wszystkim Praga to moja wielka miłość...
OdpowiedzUsuńPraga ma swój urok więc nie dziwię się Twoim uczuciom:-) Czytam teraz książkę, której akcja rozgrywa się właśnie w Pradze:-)
UsuńŻycie rzeczywiście jest nieprzewidywalne, i pisze przeróżne scenariusze, dlatego doceniam "tu i teraz", bo to to klucz do spokoju i zadowolenia. Z radością witam nowy dzień. Ściskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńI to jest wspaniałe podejście! Docenianie każdej chwili to prawdziwa sztuka, która daje mnóstwo siły. Niech każdy dzień będzie dla Ciebie wyjątkowy! Pozdrawiam cieplutko i przytulam mocno:-)
UsuńA mi czas przelatuje miedzy palcami, wszystko idzie za szybko :(
OdpowiedzUsuńPodobno czas leci za szybko, gdy się dobrze bawimy;-)
Usuń